Przemyski Sanwil zakończył proces restrukturyzacji, chce zamknąć rok bez straty i zainwestować w Rosji oraz na Ukrainie.
Za dwa tygodnie w Sanwilu, zajmującym się produkcją sztucznych skór, odbędzie się walne, które zdecyduje o zmianach w radzie nadzorczej. Ma to związek z istotną zmianą struktury akcjonariatu, jaka nastąpiła w czerwcu. W wyniku wezwania prywatny inwestor Adam Buchajski przejął pakiet akcji, należący głównie do Zachodniego NFI. Posiada on 39,40 proc. akcji. Nowa rada zadecyduje o dalszych losach przemyskiej spółki.
Prezes Krzysztof Tytko już od dłuższego czasu trzyma w biurku plany ekspansji spółki na nowe rynki.
— Rozważamy inwestycję w Tarnopolu i Moskwie. Możliwe jest jednoczesne wybranie tych dwóch kierunków. Mam już biznesplany i czekam na ich zaakceptowanie przez właściciela — mówi Krzysztof Tytko, prezes Sanwilu.
Na Ukrainie ruszyła już kooperacja z partnerem branżowym. Do inwestycji, polegającej na produkcji skaju, Sanwil wniósłby know-how. Dużo większych nakładów wymaga projekt w Rosji, gdzie powstanie nowa linia PCW i poliuretanów. Ma on pochłonąć około 1 mln EUR.
Po prawie trzech latach restrukturyzacji Sanwil powoli wychodzi na prostą W ciągu sześciu miesięcy tego roku spółka wypracowała 16,7 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, co pozwoliło na zmniejszenie straty netto prawie o połowę w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Po półroczu wynosi ona 1,1 mln zł.
— Planujemy osiągnięcie w tym roku około 38 mln zł przychodów i zerowego wyniku netto. Powinien to być pierwszy od ponad pięciu lat rok bez straty, a potem będzie tylko lepiej — mówi Krzysztof Tytko.
Powolne wybijanie się z dołka zauważyli też inwestorzy. Od prawie roku cena akcji rośnie. Na piątkowym zamknięciu wyniosła już 3,30 zł, ale do rekordowego poziomu 27 zł wciąż jeszcze daleko.