Taką złotą myślą postępek Karola Nawrockiego – który na podstawie prywatnego widzimisię dopuścił przed swój majestat 1 kwietnia do ślubowania tylko dwoje z sześciorga wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego (TK) – podsumował… Andrzej Duda. Były prezydent z jednej strony uznał, że ślubowanie sędziów ustawowo zapisane „wobec prezydenta RP” konieczne jest w jego fizycznej obecności, ale z drugiej potwierdził, że prezydent RP oczywiście jest związany uchwałą Sejmu i nie może sobie dowolnie przebierać wśród szóstki wybranej prawidłowo w identycznym trybie. Święte słowa, chociaż trudno uniknąć wrażenia, że polityczny diabeł ubrał się w ornat i ogonem dzwoni – przecież to Andrzej Duda w 2015 r. absolutnie nie czuł się związany uchwałą Sejmu i nie przyjął ślubowania od trzech prawidłowo wybranych sędziów. Od tamtej nieszczęsnej jego decyzji zaczął się trwający już ponad dekadę upadek praworządności na szczytach III Rzeczypospolitej.
Według słownika języka polskiego przyimek „wobec” oznacza – w czyjejś obecności, przy kimś. Podczas czwartkowego eventu w Sali Kolumnowej Sejmu szóstka ślubujących sędziów bardzo rygorystycznie przestrzegała ustawy i zwracała się do prezydenta RP. Karola Nawrockiego oczywiście fizycznie nie było, ale symbolicznie unosił się jego awatar. Taka personalizacja była doskonałym chwytem formalnym, chodziło o to, by do procedury nie wplątał się żaden organ nieuprawniony, czyli marszałek Sejmu. Włodzimierz Czarzasty podkreślał, że jedynie udostępnił gościnnie plac, zaś nominalnymi gospodarzami eventu byli sami sędziowie. Notabene gdybym ja ślubowanie aranżował, to przeniósłbym je na galerię sali plenarnej do prezydenckiej loży, gdzie sędziowie TK mogliby zwracać się wprost do pustego fotela z godłem.
Idąc na ustrojowy bój z prezydentem, rządzące tzw. konsorcjum 15 października popełniło poważne błędy. Sejm obsadził 13 marca 2026 r. wszystkie sześć wakatów w TK, odpowiednie uchwały ukazały się w Monitorze Polskim 18 marca. W odrębnych głosowaniach wybrani zostali w kolejności alfabetycznej: Magdalena Bentkowska, Marcin Dziurda, Anna Korwin-Piotrowska, Krystian Markiewicz, Dariusz Szostek i Maciej Taborowski. Karol Nawrocki dopuścił do ślubowania pod swoim żyrandolem taką parę: Magdalenę Bentkowską i Dariusza Szostka. Pretekst jego zagrywki zszokował cały świat prawniczo-polityczny i generalnie Polaków – otóż stwierdził, że podczas jego prezydentury od 6 sierpnia 2025 r. zostały zwolnione w TK tylko dwa miejsca, natomiast pozostałe cztery to zaległości jeszcze z epoki Andrzeja Dudy. Takie wysadzenie fundamentów ciągłości władzy to niesłychany pseudoprawniczy absurd, ale przyznajmy, że całkiem skuteczny. Strona rządowa okazała się całkowicie zaskoczona, a przeciwdziałanie byłoby proste – otóż każda z sześciu uchwał Sejmu powinna precyzować, który sędzia wybierany jest na który mandat w TK zwolniony od konkretnego dnia. W takim trybie dwójką najpóźniejszą okazaliby się sędziowie Szostek i Taborowski, co od razu w połowie zniweczyłoby chytry plan Karola Nawrockiego wskazania palcem sędziów najbardziej spolegliwych według PiS.
Innym błędem było powtórzenie 9 kwietnia ślubowania wobec awatara przez parę, która 1 kwietnia już to zrobiła wobec prezydenta żywego. To zrozumiały gest solidarnościowy, ale przecież całkowicie pusty prawnie. Poza tym strona prezydencka może uznać, że sędziowie już wcześniej zaakceptowani w pałacu owym nowym ślubowaniem w Sejmie, potwierdzonym notarialnie, skasowali ważność poprzedniego. Powstaje całkiem nowy problem proceduralny.
Najbardziej niepojęta okazała się jednak niecierpliwość, chyba nie sędziów, bardziej marszałka Sejmu. Na przyjęcie ślubowania sędziego TK w realu prezydent ma przecież aż 30 dni od dnia wyboru, zatem licząc od 13 marca, termin upływa dopiero w najbliższą niedzielę, a faktycznie w poniedziałek. Karol Nawrocki od wielu dni upowszechniał wersję, że nad czwórką sędziów jeszcze się zastanawia. Były to tylko puste deklaracje, albowiem oświadczenia jego zauszników rozwiewały wszelkie nadzieje. Mimo wszystko ślubowanie wobec awatara absolutnie nie powinno odbyć się przed upływem prezydenckiego terminu! Karol Nawrocki najprawdopodobniej i tak by czworga sędziów do pałacu nie zaprosił, ale przez szkodliwy pośpiech strony rządowej otrzymał od niej w prezencie dodatkowy kij do ręki.

