Mimo spodziewanego przed kilkoma laty procesu konsolidacji, polski rynek dostawców Internetu wciąż jest bardzo rozdrobniony. Większość małych ISP, mimo sporych problemów finansowych, nadal jakoś utrzymuje się na rynku. Z kolei wśród nieco większych graczy zapanowała moda na oferowanie usług telefonii stacjonarnej oraz przymus budowy sieci bezprzewodowych.
Zdaniem specjalistów, przejściowy — jak się wszyscy spodziewają — spadek popytu na usługi transmisji danych, związany z pęknięciem tzw. bańki internetowej oraz spowolnieniem gospodarczym, sprawia, że większość niezależnych operatorów sieci transmisji danych i dostawców Internetu idzie na skróty, starając się uszczknąć nieco tortu należącego obecnie do TP SA. Chodzi głównie o oferowanie usług telefonii pakietowej (VoIP) oraz wdzwanianych połączeń do Internetu, z których przychodami ostatnio Telekomunikacja zaczęła się dzielić z operatorami posiadającymi numery dostępowe 0-20.
— Obecna sytuacja ekonomiczna znacznej części operatorów nie sprzyja oferowaniu nowych, bardziej wysublimowanych usług. Dlatego ich wdrażanie następuje wolniej niż by się tego można było spodziewać w ubiegłym roku. Na naszym rynku są już jednak solidne podstawy pozwalające na wprowadzenie nowych usług, co zapewne nastąpi jeszcze w tym kwartale — mówi Piotr Chrobot, dyrektor handlowy sektora operatorów telekomunikacyjnych w firmie Cisco Systems.
Obecnie jednak dużo bardziej od zaawansowanych usług, providerzy wolą świadczyć usługi telefoniczne dla klientów biznesowych. Sprzyja temu prawo telekomunikacyjne, według którego do oferowania usług telefonii stacjonarnej (w praktyce głównie międzystrefowych i międzynarodowych w technologii VoIP) wystarczy zgłoszenie takiego faktu. Kontrowersje wzbudza jednak fakt, że większość tego typu operatorów świadczy usługi nie uruchamiając nawet jednego punktu styku z TP SA, wykorzystując do tego celu niezależnych operatorów sieci telefonii stacjonarnej. Przedstawiciele firm takich jak Millennium Communications czy SM-Media przyznają, że z ich punktu widzenia usługi telefoniczne są lub w najbliższym czasie będą głównym źródłem przychodów oraz zysków.
— Rentowność usług dostępu do Internetu jest coraz niższa, ze względu na zaostrzającą się konkurencję. Dlatego postanowiliśmy poszerzyć ofertę o usługi głosowe dla klientów korporacyjnych — informuje Wojciech Gawęda, prezes firmy SM-Media.
Oferowanie usług telefonicznych, na które SM-Media posiada już zezwolenie Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty, ma pozwolić firmie prowadzonej przez Wojciecha Gawędę na podwojenie w tym roku przychodów (z 10 do 20 mln zł).
Firma SM-Media należy jednak do nielicznego grona ISP, którzy działają na podstawie zezwolenia na świadczenie usług telefonii stacjonarnej. Większość operatorów nie zdecydowała się bowiem na przechodzenie żmudnego procesu prowadzącego do uzyskania zezwolenia i działa wyłącznie na podstawie zgłoszenia na terenie poszczególnych gmin. Z oczywistych względów najpopularniejsza jest warszawska gmina Centrum. Firma Internet Partners zdecydowała się nawet na uruchomienie na tym terenie jednej z większych w Polsce central miejskich. Na obsłudze połączeń telefonicznych kilkudziesięciu firm mających swoje siedziby w kilku biurowcach na terenie gminy Centrum skoncentruje się również firma Millennium Communications.
W opinii specjalistów, nie ma nic dziwnego w tym, że w poszukiwaniu nowych źródeł przychodów firmy, dla których do niedawna głównym biznesem było oferowanie dostępu do Internetu, zaczynają oferować usługi głosowe. Przedstawiciele tego typu firm przekonują, że poszerzanie gamy oferowanych usług wynika w chęci zaspokojenia potrzeb klientów.
— Przez wiele lat podstawową działalnością naszej firmy było doradztwo i integracja usług telekomunikacyjnych oraz usługi telefoniczne. Dostęp do Internetu zaczęliśmy oferować dopiero w 2000 roku w pierwszej kolejności zaspokajając potrzeby dotychczasowych klientów — mówi Piotr Marek z firmy Millennium Communications.
Pod sztandarami zaspokajania potrzeb klientów na kompleksowe, a najlepiej konwergentne usługi telekomunikacyjne, usługi transmisji danych i dostępu do Internetu świadczą również operatorzy sieci telefonii komórkowej. Jak wynika z badań firmy analityczno-badawczej DiS, w 2001 roku w pierwszej dziesiątce dostawców Internetu znaleźli się wszyscy trzej operatorzy komórkowi. Z jednej strony, na tak rozdrobnionym rynku zajęcie miejsca w pierwszej dziesiątce przez operatorów sieci bezprzewodowych nie jest zadaniem zbyt trudnym, jednak z drugiej strony, znamienny jest fakt, że Polkomtel i PTC zajęły odpowiednio 4. i 5. miejsce zaraz po firmach: TP SA, NASK i Internet Partners. Dane dotyczące operatorów telefonii komórkowej uwzględniają jednak zarówno bezprzewodowy, jak i standardowy dostęp do Internetu. W 2002 roku kolejność w rankingu może się trochę zmienić, ponieważ w raporcie DiS nie uwzględniono, działających w ubiegłym roku w luźnej konfederacji, pięciu spó- łek stanowiących obecnie firmę TDC.
Zdaniem przedstawicieli firm oferujących dostęp do Internetu oraz bardziej zaawansowanych usług transmisji danych dla klientów korporacyjnych, w najbliższym czasie nie należy się spodziewać znaczącego obniżenia cen.
— W ciągu ostatnich kilku miesięcy zarówno nasza firma, jak i kilku naszych głównych konkurentów obniżyło ceny średnio o 20 proc. Moim zdaniem, na dalsze obniżki nie ma już miejsca — uważa Marcin Sikorski, dyrektor handlowy w firmie Internet Partners.
Podobnego zdania są przedstawiciele innych providerów. Nieoficjalnie przyznają, że największym sprawcą zatrzymania spadku cen jest Telekomunikacja Polska, posiadająca prawie 100-proc. udział w rynku tzw. ostatniej mili. Niezależni dostawcy skarżą się, że od kilku miesięcy TP SA drastycznie podniosła ceny dzierżawy łączy oraz blokuje dostęp do infrastruktury końcowej (głównie kable miedziane), praktycznie uniemożliwiając im działalność. Przedstawiciele ISP przekonują, że czas pozyskania łącza wydłużył się średnio z dwóch tygodni do dwóch miesięcy, a co gorsza coraz częściej ISP odchodzą z kwitkiem. Z zarzutami ze strony niezależnych operatorów nie do końca zgadza się Piotr Czarnecki, dyrektor pionu klientów biznesowych TP SA. Twierdzi on, że jego firma po prostu zaczęła dbać o swoje interesy i egzekwować umowy. Tajemnicą poliszynela jest bowiem, że przez wiele lat powszechną praktyką dostawców Internetu i monterów TP SA było wykorzystywanie nieskonfigurowanych par kabli miedzianych niezgodnie z umowami. Umowy takie zakładają, że nieskonfigurowane łącza miedziane można wykorzystywać jedynie do transmisji analogowej. Dostawcy Internetu uruchamiali zaś na takich łączach np. stałe cyfrowe łącza do Internetu w technologii DSL pozwalające na transmisję danych w szybkością nawet 2 Mb/s. Teraz zarządzający TP SA, chcąc ukrócić tę praktykę nałożyli ścisłą kontrolę na proces dzierżawy łączy, za którą osobiście odpowiada wiceprezes ds. technicznych TP SA.
Całą sprawę dodatkowo komplikuje brak nowego cennika usług dzierżawy łączy TP SA, ponieważ wciąż nowe jego wersje są odrzucane przez URTiP. To sprawia, że trudno na razie przewidzieć, jak duży wpływ będzie miało uszczelnienie systemu w TP SA na cały rynek. Jednak co bardziej zapobiegliwi i zasobni dostawcy Internetu przygotowują się na najgorsze i uruchamiają w największych aglomeracjach własne sieci bezprzewodowej transmisji danych.
