Sektor private equity nie prosi o wiele…

Magdalena Graniszewska
02-11-2011, 00:00

…ale Enterprise Investors, Abris, 3TS i inni zbierają właśnie kapitał na nowe fundusze. Jest trudno, dają sobie jednak czas

Czasy są trudne, również dla firm private equity działających w naszym regionie. Rzadko myślą dziś o pozyskaniu kolejnych pieniędzy i uruchamianiu funduszy. Widać to w statystykach. W 2010 r. takie firmy zebrały tylko 645 mln EUR na inwestycje w środkowej i wschodniej Europie, a w 2007 r. Było to blisko 4 mld EUR (dane EVCA). Ale odważnych można znaleźć.

Proszą o miliony…

Z zebranych przez „PB” informacji wynika, że obecnie największy kapitał chce zebrać Enterprise Investors (EI), właściciel m.in. Zelmera i X-Trade Brokers. Liczy na zdobycie 700 mln EUR, by uruchomić siódmy fundusz. EI nie odnosi się wprost do tych informacji.

— Jak będziemy mieli, o czym mówić, to z całą pewnością się pochwalimy. Inwestujemy jeszcze pieniądze z funduszu PEF VI. Kiedy będą na ukończeniu, zajmiemy się tworzeniem nowego, który będzie kontynuował naszą dotychczasową strategię inwestycyjną — twierdzi Jacek Siwicki, prezes EI. Ponad 400 mln EUR chce zdobyć Abris Capital Partners, który w portfelu ma już m.in. FM Bank i Polski Bank Przedsiębiorczości (dawniej WestLB).

— Jesteśmy już po pierwszym etapie, który zamknęliśmy z deklaracjami inwestorów na poziomie ponad 200 mln EUR — podaje Monika Olczak z Abrisu.

Nowy fundusz uruchomić chce także 3TS Capital Partners, właściciel udziałów m.in. w Expanderze i Komeksie (sieć sklepów odzieżowych 5-10-15). — Zamierzamy zdobyć minimum 100 mln EUR i uruchomić fundusz, który będzie inwestował w średnie i małe firmy w sektorach silnie wzrostowych, w których kraje naszego regionu wciąż starają się dogonić Zachód — wylicza Zbigniew Łapiński, partner w 3TS.

Firmy private equity z regionu szukają kapitału na całym świecie. Łatwo nie jest.

…trwa to długo…

— Jest bardzo trudno. Wystarczy spojrzeć na dane EVCA — mówi Przemysław Bielicki, partner w Royalton Partners (jego firma o nowym funduszu pomyśli najwcześniej w przyszłym roku).

— Kwoty dostępne globalnie dla tego typu funduszy są o połowę niższe niż w latach 2006-07, a dla funduszy z rejonu środkowej i wschodniej Europy ta proporcja może być jeszcze mniej korzystna — twierdzi Jacek Korpała z ARX Partners (nie przymierza się do tworzenia nowego funduszu, bo ostatni — wysokości ponad 100 mln EUR — zebrał w 2009 r.).

Zbigniew Łapiński mówi, że tzw. fund raising trwa obecnie znacznie dłużej, bo rynki finansowe są ostrożne. — Niestabilność rynków nie sprzyja podejmowaniu długoterminowych zobowiązań, a cykl życia funduszu to przecież 10 lat. W czasach koniunktury zebranie kapitału zabiera zwykle 6-9 miesięcy, łącznie ze wstępnym nieformalnym sondowaniem rynku. Teraz może trwać nawet dwa lata — szacuje Zbigniew Łapiński. Podobnie ocenia rynek Jacek Siwicki.

— Sytuacja na globalnych rynkach finansowych oraz otoczenie makroekonomiczne sprawiają, że zadanie stworzenia nowego funduszu, które nigdy nie było łatwe, stało się jeszcze trudniejsze i przede wszystkim bardziej czasochłonne — tłumaczy szef EI. O powodzeniu fund raisingu decyduje pozyskanie kluczowych inwestorów, czyli tzw. cornerstone investors. — Rozmawiamy z grupą takich inwestorów. Oczywiście liczymy też, że udział w nowym funduszu zadeklarują nasi dotychczasowi inwestorzy, czyli np. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Europejski Fundusz Inwestycyjny czy inwestorzy komercyjni — podkreśla Zbigniew Łapiński. Na dobrą współpracę z obecnymi inwestorami stawia też EI. — To oni powinni zapewnić większość kapitału nowego funduszu. Znaczna część naszych obecnych inwestorów współpracuje z nami od co najmniej 10 lat, a niektórzy nawet od połowy lat 90. Wydaje się, że będziemy ich w stanie przekonać do kontynuacji — mówi Jacek Siwicki.

…ale niektórym się udaje

Optymizmem napawają przykłady firm, które właśnie z sukcesem zakończyły fund raising. W połowie października EQT pochwaliło się zebraniem aż 4,75 mld EUR i uruchomieniem funduszu EQT VI, który ma inwestować w północnej i wschodniej Europie. „Zainteresowanie obecnych i nowych inwestorów było silne, a cały proces zajął nam mniej niż 9 miesięcy” — podkreślały władze EQT w komunikacie.

Fund raising zakończył też Resource Partners. — Ponieważ jesteśmy relatywnie nowym funduszem, nie chcieliśmy iść na rynek po nowe pieniądze bez wyjścia z inwestycji. Dlatego zwróciliśmy się po prostu do obecnych inwestorów o zwiększenie zaangażowania. I dostaliśmy dodatkowo 130 mln EUR — mówi Ryszard Wojtkowski, prezes Resource Partners.

OKIEM EKSPERTA

Nie ma miejsca na arogancję

RYSZARD WOJTKOWSKI

prezes Resource Partners

W ostatnich latach drastycznie zmieniły się relacje zarządzających funduszami z inwestorami. Pamiętam, jak w fund raisingu w 2006 r. — nie było wtedy jeszcze Resource Partners — mój kolega powiedział w trakcie spotkania z potencjalnym inwestorem: „przyjechaliście tu, abyśmy was doprosili do funduszu, czy chcecie zadawać pytania. Albo, albo”. Niby żart, ale po takim dictum już nie zadawano pytań. A kto nie zrozumiał przekazu, nie dostał alokacji w funduszu. Dzisiaj nie ma miejsca na arogancję i chamstwo, a dodatkowo inwestorzy oczekują pełnej transparentności. Zbieranie funduszy powinno się jednak powieść. W naszym regionie istnieje bowiem duże zapotrzebowanie na alokację. Po kilku latach przerwy znowu uaktywnili się inwestorzy, którzy tradycyjnie operowali w tym regionie. Pojawili się też nowi. Widzimy to po olbrzymiej liczbie ich wizyt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Sektor private equity nie prosi o wiele…