Wrocławski producent artykułów chemii budowlanej, ma jasne (i ambitne) plany związane z Unią Europejską.
Producent pian poliuretanowych, silikonów, klejów i uszczelniaczy, w ciągu 2-3 miesięcy powinien zakończyć procedurę związaną z przejęciem upadłej fabryki chemii budowlanej. Tak mógłby się rozpoczynać kolejny tekst dotyczący wejścia inwestora z Unii Europejskiej do Polski. I rzeczywiście, sprawa dotyczy UE, tyle że tym razem to firma z naszego kraju wybiera się na podbój obcego rynku.
Na razie tajemnica
Selena, firma z Wrocławia, ma ambitne plany związane z Unią. Krzysztof Domarecki, prezes firmy, nie chce na razie mówić o szczegółach przejęcia, tłumacząc to koniecznością zachowania tajemnicy handlowej. Ujawnia tylko, że fabryka leży w jednym z krajów Unii.
— Rynek UE ma dla nas strategiczne znaczenie. Celem jest osiągnięcie w perspektywie dwóch lat 5-8 proc. udziału. To zagwarantuje stabilny rozwój firmy — mówi prezes Domarecki.
Jak na średnią firmę (zatrudnia 370 pracowników), z zaledwie 11-letnią historią, operującą tylko w jednym z segmentów chemii budowlanej, Selena osiągnęła wiele. To obecnie międzynarodowa grupa produkcyjno-handlowa, tworzona przez dwie spółki polskie i 10 zagranicznych, ulokowanych w Czechach, Finlandii, Kazachstanie, Korei, Niemczech, Rosji, Rumunii, na Węgrzech i w Stanach Zjednoczonych. Firma ma cztery zakłady produkcyjne w Polsce i Korei.
Sprzedaż Seleny w ubiegłym roku sięgnęła 215 mln zł, z czego 45 proc. stanowił eksport. Na rok 2004 Krzysztof Domarecki zapowiada 20-proc. wzrost przychodów.
— Spodziewamy się, że w 2004 roku udział eksportu przekroczy 50 proc. sprzedaży. Ten wzrost dokonuje się przy zachowaniu kilkuprocentowej rentowności — podkreśla prezes Domarecki.
Na razie głównym rynkiem zbytu pozostaje region Europy Środkowej i Wschodniej, który przynosi połowę przychodów.
— W kraju mamy około 30-proc. udział w rynku. Naszymi głównymi rywalami są firmy Den Braven, Soudal i Henkel — wylicza Krzysztof Domarecki.
Kleje on-line
Selena ostatnio inwestowała m.in. w informatykę.
— Wdrożenie w 2003 roku informatycznej platformy on-line zarządzającej sprzedażą, logistyką, zakupami i relacjami z klientami dało nam pewną przewagę konkurencyjną — twierdzi prezes Domarecki.
System, który kosztował 200 tys. zł, pozwala realizować zamówienia w całym kraju w terminie 24 godzin od ich złożenia.