Ostatnia sesja w tym tygodniu zostanie całkowicie zdominowana przez pierwszy
odczyt dynamiki PKB USA za poprzedni kwartał, który poznamy o godzinie 14:30. Do
tego momentu obroty na GPW mogą być jeszcze bardziej senne niż na poprzednich
sesjach. Z marazmu wyrwać nas może jednak wyraźniejsze odchylenie się od
prognoz ekonomistów skurczenie największej gospodarki, którego wielkość
szacowana jest w granicach 5,2-5,4 proc. Wynik wyraźnie lepszy stanie się
poważnym argumentem dla globalnego popytu na przerwanie dominacji pesymizmu i
wyrwanie się z nużącej konsolidacji. Z kolei podaż zyska silne atuty jeśli
spadek PKB będzie większy od 6 proc.
Wysoka zmienność na warszawskim
parkiecie jest obecnie bardziej konsekwencją osuwania się rynku pod własnym
ciężarem niż zwiększonej akcji podaży. Trudno jednak liczyć, że papiery polskich
spółek staną się obiektem zainteresowania zagranicznych funduszy przed
ustabilizowaniem się sytuacji na Wall Street. Do takiego ruchu nie dopinguje ich
niepewność, co do wyników naszych największych firm za IV kw. Wczorajszy wstępny
szacunek polskiego PKB za 2008 r. do tego ich nie zachęcił. Wzrost o 4,8 proc. w
porównaniu do 6,7 proc. rok temu oznacza, że także nasza gospodarka mocno
hamuje. Część ekonomistów uważa, że taka wielkość oznacza spadek produktu
krajowego w ostatnim kwartale w stosunku do poprzedniego. Większe nadzieje na
zakupy można pokładać w naszych OFE, pod warunkiem, że transfery z ZUS będą do
nich docierały bardziej stabilnie niż to miało miejsce w styczniu.
Przelewy o wartości około 1,1 mld zł. dopiero w tym tygodniu uzupełniły poważne
braki od początku roku. Jednak fundusze emerytalne nie zrobią również
odważniejszego ruchu przed wyklarowaniem się sytuacji w Nowym Jorku.
Wczorajsza sesja na Wall Street nie zmniejszy defensywnego zachowania polskich byków. Amerykańscy inwestorzy po czwartkowym rajdzie na północ tym razem zachowali się bardziej racjonalnie. W kąt poszły wszystkie te elementy, które dominowały na poprzedniej sesji. Szybko zapomniano o głosowaniu w Izbie Reprezentantów nad planem administracji Baracka Obamy stymulującym gospodarkę, deklaracji FOMC o skupie obligacji skarbowych, czy spekulacjach utworzenia „złego banku”, który przejąłby toksyczne aktywa od instytucji finansowych. Realizm raportów korporacyjnych i dane makro jakie pojawiły się wczoraj, wziął zdecydowaną górę nad projektami dotyczącymi przyszłości.
Informacje gospodarcze mocno zweryfikowały poprzedni optymizm nowojorskich byków. Grudniowe zamówienia na dobra trwałego użytku spadły mocniej od prognoz- o 2,6 proc., także wyraźne zwiększenie się liczby osób kontynuujących zasiłek przypomniało im o rosnącym bezrobociu. Do tego dołożył się bardzo mocny spadek sprzedaży nowych domów w grudniu o 14,7 proc. mdm do zaledwie 331 tys.
Również raporty kwartalne nie spowodowały erupcji zadowolenia, chociaż należy przyznać, że nie były one druzgocące. Firma 3M uważana obok General Electric za papierek lakmusowy amerykańskiej gospodarki, osiągnęła nieco wyższy zysk od szacunków analityków, ale niepokoić mogła wielkość spadku przychodów. Strata Forda w wysokości 5,9 mld USD była zrozumiała i nie wywołała paniki na jego papierach. Z kolei rezultaty Amazon com. okazały się zdecydowanie lepsze od szacunków. To jednak nie uchroniło Dow Jones od spadku o 2,7 proc., a S&P500 o 3,3 proc.
Mimo złych danych makro i zróżnicowanych wyników spółek największym powodem wczorajszej wyprzedaży na Wall Street była przede wszystkim niepewność co do dynamiki amerykańskiego PKB. Inwestorzy przed publikacją tej informacji woleli pozostać z gotówką w portfelu. Dopiero ujawnienie wielkości skurczenia się gospodarki USA oraz raporty Exxon Mobil i Chevron mogą wywołać większy ruch na parkietach.