Sfinks się odchudzi

MZAT
opublikowano: 2012-02-24 00:00

Lokale sieci mają być tańsze w otwarciu. To wyrok na projekt Sphinx Express.

Giełdowi restauratorzy ze Sfinksa jeszcze nie wyleczyli się z kryzysowej niestrawności, ale trwająca drugi rok restrukturyzacja poprawia apetyt i humor spółki. Według wstępnych, nieaudytowanych wyników, operator restauracji Sphinx, Wook i Chłopskie Jadło miał w 2011 r. 170,7 mln zł przychodów (wzrost o 5,7 proc. r/r) i 15,7 mln zł straty netto. Sylwester Cacek, prezes i główny akcjonariusz spółki, jest jednak zadowolony.

Restrukturyzacja przynosi rezultaty. Zwiększamy obroty i podnosimy rentowność. Poprawiliśmy wynik operacyjny aż o 21,1 mln zł, strata na działalności wynosi już tylko 6,9 mln zł — mówi Sylwester Cacek.

Spółka otworzyła w ubiegłym roku 15 nowych lokali, z czego 6 we franczyzie. Ma teraz 114 restauracji.

— W tym roku powinniśmy otworzyć podobną liczbę lokali. Pracowaliśmy nad tym, żeby uruchomienie restauracji było tańsze — jeszcze 3 lata temu trzeba było mieć na to nawet 1,8 mln zł, teraz średni koszt to 550-650 tys. zł — mówi Sylwester Cacek.

Niższe koszty sprawiły, że spółka wycofała się z testowanego od ubiegłego roku projektu lokali Sphinx Express. Chciała je otwierać na dworcach i w mniejszych galeriach, żeby przyciągnąć klientów na szybki posiłek.

— Nie będziemy rozwijać tego projektu — nie ma to sensu, gdy otwarcie mniejszej restauracji kosztuje właściwie tyle samo, a przynosi mniej pieniędzy. Chcemy natomiast ruszyć z rozwojem restauracji Chłopskiego Jadła — mówi prezes Sfinksa.