Show ludzi i myśli –––– nie do pomyślenia

11 znanych na całym świecie osobowości naładowało widownię pozytywną energią. Poznajcie PB SPIN, najlepszy seans ekshibicjonistyczny nad Wisłą

Tak miało być: warszawski Ufficio Primo pękał w szwach, wypełniony ludźmi biznesu, kultury i sztuki. PB SPIN, czyli seria inspirujących wystąpień osób, które przekroczyły nieprzekraczalne. Dyskusje, wiwaty, śmiech, ale także dobry show. Ton nadał Andrzej Klesyk.

Jan Kulczyk
Wyświetl galerię [1/18]

Jan Kulczyk

Grzegorz Kawecki, Marek Wiśniewski

Prezes PZU błysnął oksfordzkim akcentem, recytując pojęcie „unthinkable”. Coś, co rodowitym Brytyjczykom przechodzi przez usta jednym słowem, w polszczyźnie wymaga trzech: nie do pomyślenia.

- Wy, ludzie tu przede mną, jesteście nie do pomyślenia. Dlaczego my, Polacy, nie myślimy o rzeczach nie do pomyślenia? - prowokował szef PZU.

Reakcja publiczności była natychmiastowa.

Tarpan z księżyca

Oto z pierwszego rzędu wstał Lech Wałęsa i na dobre 10 minut przejął władzę nad publiką. 

- No to Wałęsa jest zaskoczony, co się rzadko zdarza. Czy jestem jedyny na sali, który wierzył, myślał zawczasu o niemożliwym? Wiedziałem, że komunizm się kończy, nawet gdy wszyscy dookoła, łącznie z Ojcem Świętym, odbierali moje słowa z dystansem. To był stan wojenny - tłumaczył były prezydent. 

O 100 milionach nie wspomniał ani słowem, ale pokazał, że silne ego to dobry wytrych do podboju milionów umysłów na świecie. Dobitnie podkreślił to Jan Kulczyk. Najbogatszy Polak pokazał przy okazji, że wystąpienia publiczne to obszar, w którym radzi sobie nie gorzej niż w twardych biznesowych negocjacjach, umiejętnie podsycając energię na widowni.

- To Lech Wałęsa zrobił z nas milionerów, dzięki niemu uwierzyliśmy, że świat jest do zdobycia. Cytowałem wcześniej Dalajlamę i pozwoliłem sobie się z nim nie do końca zgodzić. Bo zaprzeczenie ma sens, trzeba iść własną drogą - zaznaczył miliarder i przypomniał dyplomatyczne szarże Lecha Wałęsy w Moskwie i Seulu w początkach lat 90.

KLIKNIJ W OBRAZEK I ZOBACZ WIDEO >>>

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Był ich świadkiem i bał się, czy aby prezydent nie sprowadzi gromów na całą polską delegację. Okazało się, że przekraczanie granic protokołu pozwala osiągać niewyobrażalne rezultaty.

- Pesymiści sami na siebie sprowadzają kłopoty. Ja miewam pomysły dla innych księżycowe, ale w nie wierzę i się udają. Połączyłem Lizbonę ze Strykowem, zamieniłem fabrykę Tarpana na fabrykę Volkswagena, ściągnąłem jednego z kluczowych współpracowników prezydenta Obamy do swojego zespołu - mówił Jan Kulczyk, wywołując do tablicy kolejną osobę, której aspiracje sięgają daleko poza orbitę Ziemi.

Rękawiczka we śnie

Do końca nie wiadomo, czy Rafał Sonik jest lepszym sportowcem czy biznesmenem. Wiadomo, że jest niezgorszym showmanem. Twarz wysmagana pustynnym wiatrem, błysk w oku i biało-czerwona rękawiczka, którą na koniec przemowy naciągnął na dłoń i wyciągnął w geście Wałęsowskiej wiktorii.

- Dakar to perfidna pułapka na człowieka. Przed pierwszym odcinkiem byłem przerażony. Szukałem oparcia, inspiracji na nieznajomej ziemi. Znalazłem ślady Gombrowicza, Domeyki, Malinowskiego. Koledzy, zawodowcy, obstawiali, że ja, czyli „prezes”, wycofam się maks po kilku dniach. Po piątym dniu Jacek Czachor zapytał: „Prezes, na czym ty lecisz!?”. A ja leciałem na pasji, choć jeszcze nie zdawałem sobie z tego sprawy - relacjonował właściciel Gemini Holding.

Walka o zwycięstwo w Dakarze to był pogruchotany kręgosłup, zapaść, ale też wielomiesięczna analiza popełnianych błędów i ich wykluczanie. Okazało się, że jazda na samej adrenalinie prowokuje do katastrofy. 

- Zbawieniem było wydłużenie snu podczas rajdu poprzez poustawianie organizacji zespołu po nowemu - stwierdził Sonik i oddał pałeczkę kolejnemu śmiałkowi, który poskromił chilijską pustynię.

Kometa w Bytowie

- Boże, gdzie my jesteśmy? Żadnego krzaczka, nic, nawet lisa, same kamienie! - tak Herbert Wirth, prezes KGHM, zareagował widząc urodę pustyni Atakama.

Kilka kwartałów później polski koncern był już właścicielem kopalni rudy miedzi w Chile. To kwintesencja pokonywania samego siebie: Wirth uwziął się, żeby zerwać z pokusą pozostania lokalną firmą. Przypominał sobie swoje marzenia tuż po studiach geologicznych o pracy na pewnym kawałku kanadyjskiego lądu, gdzie miliony lat temu „walnęła kometa”. Teraz jest tam z KGHM.

- Domeyko został w Chile 46 lat, a dawał sobie maksymalnie 6. Już mogę powiedzieć, że KGHM zostanie w Chile ponad 40 lat - powiedział Herbert Wirth. 

Jeśli zdrowie pozwoli, Czesław Lang zostanie z Tour de Pologne zapewne nie krócej niż polski biznes w Ameryce Południowej. Były znakomity kolarz przyznał, że w życiu pomógł mu talent od Boga. Ale przecież do talentu trzeba i pracy, i sprzętu.

- Nie miałem roweru, a wiedziałem, że w pobliskim Bytowie są zawody kolarskie dla dzieciaków. Podebrałem „ukrainę” mamie, odkręciłem bagażnik, błotniki i zająłem drugie miejsce. Włączyła się pasja. Potem stopniowałem kolejne cele i dowiodłem, że wszystko da się przełamać. Nie ma rzeczy niemożliwych - zachęcał Czesław Lang.

Krew na strunach

Co dopiero o rzeczach niemożliwych ma powiedzieć artysta w biznesie? Jan A.P. Kaczmarek, laureat Oscara, hollywoodzki kompozytor muzyczny, stwierdził wprost: w moim fachu sukces to efekt uboczny. 

- Artysta, który od rana myśli o Oscarze, zamyka istotną część swojej duszy, traci możliwość dotknięcia niemożliwych wartości. Gdzieś musi być to wewnętrzne i zewnętrzne zmaganie się z samym sobą, ale też świadomość kompromisu, poskromienia ego - mówił Jan A.P. Kaczmarek, tkając aluzje do życia biznesmenów.

Jego sukces zatem to nie model Bethoveena komunikującego się z Bogiem. To była klapa na studiach prawniczych i wydobycie z niebytu fidoli Fischera, instrumentu, którego struny szarpał tak mocno, aż krew kapała z palców.

- Wierzyłem, że jestem wirtuozem fidoli, nikt inny przecież na niej już nie grał. Z czasem nawet z tej wiary, praktyki i poświęcenia nauczyłem się grać na tych 60 strunach - podśmiewał się kompozytor.

Na przedsmak finału zostawił sobie cytat z Artura Rubinsteina o tym, że jeśli na koniec koncertu nie walisz z całej siły w klawisze, to nie doczekasz się owacji. Zatem — parę słów krytyki bankowej demokracji, zanim na scenę wkroczy Marek Belka.

- Właśnie w obronie tej demokracji rzucę taką myśl, że może z Goldman Sachsa da się zrobić grupę małych goldman sachsów...

- Skoro już jesteśmy na tym seansie ekshibicjonistycznym, to pokażę lekcje, jakie odebrałem podczas moich kilku wcieleń - zaczął były premier, obecnie szef NBP.

Z uczelni profesor wyniósł umiejętności aktorskie i pisarskie, potrzebne przy przekazywaniu wiedzy większemu audytorium. Jako doradca prezydenta Kwaśniewskiego, nauczył się skracać rozprawki do 6 syntetycznych zdań notatek, pisanych autorytarnym tonem. Rządzenie? Przypomniało mu, że w rządzeniu nie chodzi o wizje.

- Chodzi o porządkowanie. Wizje u polityka - jak mawiał Churchill - to materiał dla psychiatry - oceniał Marek Belka. 

I przestrzegał przed pracoholizmem. Jak się go ustrzec? Umieć wysługiwać się innymi.

Wulkan w Paryżu

Można, idąc za radą prezesa NBP, posłużyć się takim George’em Michaelem, niegdyś topowym piosenkarzem. Anja Rubik po wejściu na scenę pokazała widzom teledysk do jego piosenki „Too Funky”. To klip pełen migawek z życia modelek. 

- Jako 10-latka przewijałam kasetę z tym teledyskiem dziesiątki razy dziennie. Pierwsze moje mieszkanie w Paryżu, bez okna, miało 12 metrów. Teraz nie chcę być tylko modelką. Mam własne kolekcje ubrań, własny magazyn lifestylowy, linię perfum. I wiecie co? To nie jest tylko dawanie nazwiska do produktu, na to nie ma mojej zgody. To projekty, nad którymi pracuję po kilka lat, bo jak wejdę na jeden szczyt, chcę zdobywać kolejne - przekonywała supermodelka.

A co z ładną buzią zjawiskowej blondynki?

- Ładna buzia nie wystarczy, by być na topie - stwierdziła Anja Rubik i zgodziła się z prof. Belką w jednym: lepiej spróbować i żałować, niż nie spróbować.

Po tak górnolotnych wizjach Agnieszka Holland postanowiła spuścić nieco powietrza z balona napompowanego hasłem „sukces, pieniądze, bariery”. 

- Pieniądze? Dają satysfakcję. Radość jest z innego źródła, to komunikowanie się z otoczeniem, dawanie innym siebie, poznawanie się - mówiła reżyserka.

Recepty na sukces nie dała, bo nie zna. Za to wie, co towarzyszy życiu w zgodzie z samym sobą: to poczucie wolności. Na te słowa wstał niewolnik ciężkiej pracy, ozłoconej dwoma medalami olimpijskimi — Tomasz Majewski, jeśli wierzyć mu na słowo, jest idealnym materiałem na przebojowego pracownika korporacji lub niezatapialnego menedżera.

- Wybitny sportowiec musi być zapatrzonym w siebie egoistą, widzieć cel, a po bokach mieć klapki na oczy. Bez zatracenia nie ma wyników – powiedział, kulomiot.

Trening porównał do topornego przesuwania muru, milimetr po milimetrze. Święta prawda? Urszula Dudziak, wulkan energii, woli kruszyć mury. Oto gwiazda jazzu, która przyćmiewa każdą orkiestrę. 

- Mam 72 lata. Pomyślcie o mnie, jeśli wpadnie wam do głowy, że jesteście starzy. Przypomnijcie sobie energię Uli Dudziak - nawoływała artystka. 

I zaraz wzięła się do recytowania autorskiego wiersza o strachu na wróble (z dowcipną pointą). Wystąpienie przetykała dynamicznymi wokalami. Właśnie się zaręczyła, wygląda jak milion dolarów. Przekracza siebie? Jeszcze nie.

- Dopiero się rozkręcam! 

Dowód? Własny wiersz z dedykacją dla szefa PZU:

KLIKNIJ W OBRAZEK I ZOBACZ WIDEO >>>

Wkrótce relacja wideo z całej konferencji na spin.pb.pl

 

Dołącz do dyskusji na Twitterze z #PBSPIN

 


© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Show ludzi i myśli –––– nie do pomyślenia