Polimex wieszczy 200 dni opóźnienia na A4. Wszystko idzie planowo — uważa drogowa dyrekcja.
Jedziesz autostradą 100, 200 km i nagle zaskoczenie —koniec trasy. Brakuje 40 km drogi. Zjeżdżasz na trasę lokalną, by wkrótce znów wjechać na autostradę. Jedziesz 30 km, stajesz, bo znów brakuje jakiegoś odcinka. To nie koszmarny sen. Tak może wyglądać "sieć" polskich autostrad.
Przykłady? Jest ich bez liku.
Dwa harmonogramy
Polimex-Mostostal wspólnie z firmą Doprastav ma kontrakt na budowę odcinka autostrady A4 Rzeszów — Jarosław. Kontrakt, wart 2,2 mld zł, będzie mocno opóźniony. Zwycięskie konsorcjum 21 października ubiegłego roku dostało decyzję o zezwoleniu na wykonanie zadania. Dokument zawiera harmonogram prac zupełnie inny, niż firmy zakładały w ofercie.
— Narzucony warunek dotyczący likwidacji, tylko we wrześniu, toni wodnej i fragmentu Starego Wisłoka uniemożliwia zakończenie w terminie zgodnym z umową i wykonanie miejsca obsługi podróżnych —mówi Paweł Szymaniak, rzecznik Polimeksu-Mostostalu.
Konsorcjum planowało ruszyć z pracami 3 marca, ale skoro harmonogram według decyzji pozwala prowadzić prace w tym rejonie tylko we wrześniu, musi poczekać.
— Opóźnienie wyniesie ponad 200 dni kalendarzowych — informuje Paweł Szymaniak.
Decyzja wyznacza też terminy wycinki drzew, usuwania humusu i podmokłości czy prowadzenia prac związanych z korektą cieków wodnych.
— Niestety, nie korespondują one z założeniami określonymi w złożonej ofercie —twierdzi rzecznik.
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) nie widzi problemu.
— Monitorujemy wykonawcę na każdej radzie budowy, gdzie jest rozliczany z postępu prac. Jeśli choć w jednym punkcie występuje drobne opóźnienie, jest mobilizowany i rozliczany z harmonogramu. Harmonogram zakłada rozpoczęcie zasadniczych prac budowlanych w marcu. Na razie wszelkie terminy są dotrzymywane — odpowiedział nam Artur Mrugasiewicz z biura prasowego GDDKiA.
Nie wiadomo tylko, zgodnie z którym harmonogramem —tym z oferty, czy tym z decyzji o zezwoleniu na budowę…
Kolejnym odcinkiem A4, który może nie powstać na czas, jest trasa Brzesko —Wierzchosławice. Tu konsorcjum sopockiej firmy NDI i SB Granit wypowiedziało umowę. Spór dotyczy płatności i dotrzymywania terminów budowy.
Problemy są także na odcinku A1 od Torunia na południe kraju. Stołeczny sąd cofnął pozwolenie na budowę części odcinka z powodu zagrożenia dla ujęcia wody w Aleksandrowie Kujawskim.
Chiński problem
Niełatwo idzie też Chińczykom budującym odcinki A2 w pobliżu Łodzi. Mają problemy z wypożyczeniem sprzętu i zatrudnieniem pracowników. Oby więc nie okazało się, że na EURO 2012 od niemieckiej granicy dojedziemy do Łodzi, ale do Warszawy już nie.