8250 kilometrów — tyle dzieli łódzką siedzibę spółki Amber Foods od jej pierwszej restauracji w chińskim Foshan. Dla Bartosza Ziółka, prezesa firmy, taki dystans to betka.
— W Chinach dynamicznie rośnie grupa milionerów i klasy średniej, która chce konsumować produkty wysokiej jakości. Coraz bardziej aspirują do tego, by być częścią świata zachodniego, również w obszarze gastronomii. Chętnie poznają nowe potrawy i smaki. Polska kuchnia jest im zupełnie nieznana, dzięki temu ma walor wyjątkowości — mówi Bartosz Ziółek.
Wraz z załogą restauracji przygotuje kolację dla prezydenta Bronisława Korowskiego i jego gości w polskiej ambasadzie w Pekinie, na zakończenie wizyty głowy państwa w Chinach. Na stole pojawią sie m.in. dania z dziczyzny: filet z bażanta marynowany w winie na płatkach róż i złote przepiórki glazurowane wiśniami.
— Spotkania na najwyższym szczeblu są doskonałą okazją do promowania polskiej kultury kulinarnej oraz produktów spożywczych. Uruchomienie restauracji to pierwszy etap w długookresowym planie budowania sieci dystrybucji w Chinach. Restauracja ma być miejscem promocji, prezentacji i testowania produktów oraz ośrodkiem budowania i rozwijania sieci dystrybucji. Docelowo zamierzamy wprowadzać polską żywność do supermarketów — mówi Bartosz Ziółek.
Foshan, gdzie ruszy pierwsza polska restauracja pod szyldem Sarmatia, to liczące ok. 1 mln mieszkańców miasto w prowincji Guangdong, w pobliżu Kantonu. Prezes Ziółek zapowiada, że polskie placówki pojawią się wkrótce w kolejnych dalekowschodnich metropoliach.
— W ciągu trzech lat chcemy otworzyć kolejnych pięć restauracji w Chinach — w Kantonie, Pekinie i Szanghaju. Myślimy poważnie o Korei Południowej, a w dalszej kolejności Wietnamie. Koncentrujemy się wyłącznie na rynkach azjatyckich. Zwrot z inwestycji planujemy za około dwa lata — mówi Ziółek. Czym polscy kucharze będą karmić Azjatów?
— Będziemy serwować m.in. potrawy z dziczyzny, która jest Chińczykom nieznana. W pierwszej restauracji będziemy serwować lekkie menu — więcej potraw z drobiu, np. rosół z bażanta, a mniej tłustych, tradycyjnych dań — mówi Bartosz Ziółek.
Przy restauracji będzie działać masarnia, piekarnia i cukiernia. Wędliny i kiełbasy będą wytwarzane na miejscu, z Polski sprowadzane będą przetwory owocowe i warzywne, słodycze i alkohole — wszystko pod marką Sarmatia.