Sieci kolonizują małe miasta

Rafał Kerger
opublikowano: 2005-10-05 00:00

Polacy jeszcze parę telefonów kupią. Małe miasta czekają na salony — sieci franczyzowe z branży GSM szukają chętnych.

Gdy w połowie lat 90. była w Niemczech, zdała sobie sprawę, że sieci sprzedaży telefonii komórkowej czeka świetlana przyszłość. Dziś Zofia Chabierska ma trzy mPunkty. Sprzedaje telefony Plus GSM w Oleśnicy, Sycowie i Twardogórze.

— Znów coś drgnęło. Ludzie, których nie było stać na abonament, teraz kupują komórki i doładowywują je coraz tańszymi prepaidami — opowiada właścicielka Przedsiębiorstwa Usługowo-Handlowego Chaber.

Według szacunków GfK Polonia w pierwszej połowie 2005 r. sprzedano w Polsce 2,6-3 mln telefonów komórkowych, co oznacza 30-procentowy wzrost w stosunku do pierwszej połowy 2004 r. Opanowanie rynku sprzedaży telefonów komórkowych ocenia się w Polsce na nieco ponad 70 proc. Dostawcy telefonii komórkowej i akcesoriów do aparatów najwyraźniej zamierzają to zmienić. Chcą wyjść poza aglomeracje, trafić do mniejszych miast. Jak? Za pośrednictwem przedsiębiorców i sieci agencyjno-franczyzowych.

Dla kogo?

Franczyzę lub współpracę agencyjną oferują m.in.: Germanos (Era), mPunkt (Plus GSM), GTI (Orange), Liberty (Plus), Mix Electronics (Era, Wyspy Heyah), T1 (Plus), Eurotel (Era) i Teletorium (akcesoria i telefony GSM). Polska Telefonia Cyfrowa (PTC) z myślą o mniejszych miastach uruchomiła nawet własną sieć franczyzową, choć jednocześnie współpracuje z co najmniej czterema autoryzowanymi przedstawicielami, którzy rozwijają sieci agencyjno-franczyzowe.

Żeby stać się franczyzobiorcą i zacząć sprzedawać usługi telefonii komórkowej oraz komórki lub akcesoria, nie trzeba wiele. Zwłaszcza gdy mamy lokal w ruchliwym miejscu. Niektóre sieci wymagają, by franczyzobiorcy zajmowali się tylko sprzedażą ich usług. Innych interesów mieć nie wolno.

— Szukamy lokalizacji w pasażach, przy rynku czy magistracie, nie chcemy działalności łączonych, gdzie w jednym kącie sprzedawane są telefony, a w drugim telewizory — mówi Krzysztof Szczepaniak, dyrektor departamentu sprzedaży rynku prywatnego w PTC.

Co dają?

Przede wszystkim dają zarobić — oferują prowizję na sprzedaży aktywacji i prepaidów, marżę na telefonach, akcesoriach i obsłudze posprzedażnej, o ile przedsiębiorca radzi sobie z nią sam. Niektórzy franczyzodawcy dodatkowo pozwalają w punktach sprzedawać np. aparaty cyfrowe, palmtopy czy laptopy.

Rentowność Zofii Chabierskiej wynosi ok. 10 proc. Jest subagentem mPunktu. Zaczęła współpracę z autoryzowanym przedstawicielem Plusa jeszcze w czasach, gdy sieć dopiero myślała o franczyzie.

— Rozliczenia są przejrzyste. Problem sprawia jedynie dość krótki termin płatności za zamówione telefony. Niekiedy zdarza się, że nim je sprzedamy, musimy za nie zapłacić — mówi Zofia Chabierska.

Naszą rozmówczynię cieszą przede wszystkim nowe produkty wprowadzane przez centralę mPunktu, ostatnio zaczęła oferować ubezpieczenie na wypadek kradzieży telefonu.

Warto pamiętać, że sieci proponują franczyzobiorcy projekt zagospodarowania lokalu. Zwykle jest kilka tańszych i droższych wariantów. Nie ma większych możliwości ingerencji nie tylko w wystrój, ale czasami nawet w strój pracowników. Zależnie od konkretnej firmy, sprzęt biurowo-handlowy można kupić, wziąć w lea- sing bądź użyczyć.

Jak zapewnieniają franczyzodawcy, przedsiębiorców, którzy zdecydują się działać w sieci, otacza się również opieką szkoleniowo-marketingową. Germanos wręcz oczekuje od przedsiębiorców, z którymi rozpoczyna współpracę, deklaracji gotowości do uczestnictwa w szkoleniu i do ciągłego podnoszenia kwalifikacji.

Jak sieci reklamują siebie i swoich franczyzobiorców? „Ala to piękne imię, każdej przystoi dziewczynie, Andrzej to imię męskie, a u nas darmowe weekendy”. Sposoby ogólnopolskiej reklamy usług Orange, Ery czy Plusa przecież znamy.

— Na razie reklamujemy się lokalnie. Hostessy w pobliżu punktów rozdają specjalną gazetkę z sieciowymi ofertami i wiadomościami, dołączamy ją też do lokalnych mediów. Organizujemy dla klientów konkursy z nagrodami — mówi Katarzyna Młynarek z Teletorium.

Ta firma właśnie rozkręca sieć sprzedaży akcesoriów GSM. Zielone salony w kropki obecne są głównie w zachodniej i północnej części kraju, niebawem jednak zamierzają uderzyć w centrum. Zaczną od Łodzi.

Ile biorą?

— Agentowi zostaje zwykle około 80 proc. przychodów ze sprzedaży — mówi Marek Parnowski, dyrektor Eurotela, który ma 33 biorców licencji. Resztę pieniędzy kasuje autoryzowany przedstawiciel sieci, część z tego trafia do funduszu reklamowego.

Przy franczyzie sprawa bardziej się komplikuje. Zaczyna się od tzw. opłaty wstępnej za przystąpienie do sieci.

— Dopiero ruszamy, więc jest to symboliczna złotówka plus VAT. Chcemy przyciągnąć franczyzobiorców — przyznaje Katarzyna Młynarek z Teletorium.

— Też nie mamy wysokiego wstępnego. Tysiąc złotych — dodaje Krzysztof Szczepaniak.

W niektórych sieciach opłaty wstępne sięgają jednak i 40 tys. zł.

Następny koszt to tzw. comiesięczna opłata franczyzowa — może to być np. kilkaset złotych albo określony procent od obrotu. Kolejne koszty to inwestycja w lokal i pierwsze zatowarowanie. Zależnie od franczyzodawcy, jest to od kilkunastu do nawet 100 tys. zł. Można wziąć kredyt.

— Rozmawiamy z bankami, by stworzyć ofertę kredytową specjalnie dla naszych franczyzobiorców. Nie wiadomo, czy będziemy żyrantami tych preferencyjnych pożyczek, czy też uda nam się wynegocjować lepsze warunki bez poręczenia — mówi Krzystof Szczepaniak.

W to mi graj — chciałoby się rzec. Przyszli franczyzobiorcy mają w Polsce coraz większy wybór i większe możliwości. Nie tylko w branży GSM.