Biorąc pod uwagę prognozy olbrzymiej większości analityków, ostatnia recesja jest najłagodniejsza w historii USA. Prognozy jednak nie zawsze się sprawdzają.
Z Ameryki
turę w gospodarkach światowych, a co za tym idzie i na giełdach. Na rynkach światowych można wyróżnić sprawę Enrona i jej konsekwencje, pojawienie się ożywienia w gospodarce USA, koniec cyklu obniżek stóp i napiętą sytuację na Bliskim Wschodzie.
Już pod koniec ubiegłego roku pisałem, że analitycy buntują się przeciwko nieuzasadnionym odliczeniom niektórych kosztów w spółkach w celu osiągnięcia lepszego zysku operacyjnego. Jeden krok dzieli świat finansów od ustalenia przez SEC nowych standardów liczenia zysków i bardziej surowych kar za „kreatywną księgowość”. Skutki dla giełd byłyby opłakane. Powód jest prosty: gołym okiem widać, że zmiana standardów liczenia zysku, a co za tym idzie jego urealnienie, unaoczniłaby inwestorom, jak drogie są spółki. Do sprawy „twórczej księgowości” dochodzi śledztwo Departamentu Sprawiedliwości i SEC, o którym wspominałem w poprzednim artykule, w sprawie niektórych działań instytucji finansowych. Zachodzi uzasadnione podejrzenie, że analitycy z renomowanych firm celowo wprowadzali w błąd inwestorów w swoich rekomendacjach. Prawodawcy pracują nad zmianami, które urealnią raporty spółek i zwiększą odpowiedzialność analityków. W dłuższym okresie będzie to bardzo korzystne dla rynku, w krótkim jednak jest niezwykle groźne.
Uważam, że w żadnym wypadku nie można lekceważyć zagrożenia płynącego z tego, co powyżej opisałem. To bomba z opóźnionym zapłonem i w pełni wybuchnie najpóźniej przy wynikach za II kwartał, chociaż ślady skażenia widać było już w trakcie podawania wyników za okres styczeń- -marzec.
Na skutek wpompowania olbrzymiej ilości pieniędzy w gospodarkę przez rząd i Fed ożywienie stało się faktem dużo wcześniej niż oczekiwano. Już w czwartym kwartale ubiegłego roku PKB wzrósł, a w pierwszym ten wzrost był bardzo duży. To jednak było takie samo działanie jak doping dla sportowców: organizm dał z siebie wszystko, ale w przyszłości za to zapłaci.
Teraz rynki wypatrują dużo mniejszych zmian PKB i podwyżek stóp, bo na dłuższą metę nie da się ich utrzymywać na poziomie mniejszym od inflacji. Gdyby bazować na prognozach olbrzymiej większości analityków to ostatnia recesja byłaby najłagodniejszą w historii Stanów Zjednoczonych. Prognozy jednak nie zawsze się sprawdzają. Nie ma możliwości, by w wyniku takich napięć, jak w ostatnich latach, osłabienie gospodarki było aż tak łagodne. Podobnie uważa noblista w dziedzinie ekonomii Joseph Stiglitz, a chwalebnym wyjątkiem wśród analityków jest S. Roach z Morgan Stanley, który twierdzi, że gospodarka w drugim kwartale tego roku znów wejdzie w recesję. Warto zwrócić uwagę, jak zachowuje się rynek: jak na takie ożywienie giełdy są bardzo słabe.
Rozpoczął się wyścig między tempem ożywienia gospodarki, inflacją, stopami i nastrojami konsumentów. Optymistyczny scenariusz to szybkie ożywienie gospodarki, wzrost indeksów giełdowych i poprawa nastrojów konsumentów (tego w ogóle nie widać) przed wzrostem inflacji, a co za tym idzie przed rozpoczęciem podwyższania stóp przez Fed. Praktycznie oznacza to, że meta tego wyścigu jest w końcu czerwca. Jednak już dzisiaj widać, że zdecydowanie większe szanse mają pesymiści. Pisałem już i powtarzam: uważam, że wyjście z recesji nie będzie typu V, a co najwyżej W, a w głębi serca jestem przekonany, że będzie to formacja graficznego znaku błyskawicy — czyli wejście w głębszą recesję po chwilowym odbiciu i to wejście na wiele kwartałów.
To, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, pokazuje, że napięcia między światem arabskim i sojusznikami Izraela będą rosły. Można spokojnie powiedzieć szerzej: między biednym południem a bogatą północą świata. Administracja amerykańska siedzi okrakiem na barykadzie: z jednej strony potężny i wpływowy elektorat żydowski w Stanach, z drugiej ceny ropy i duża chęć zaatakowania Iraku (potwierdził to ostatnio „New York Times”) — nie tyle w celu ograniczenia terroryzmu, ile po to, by wzmocnić krajowy przemysł zbrojeniowy. Skutki dla gospodarki światowej będą dokładnie odwrotne od oczekiwanych.
Nienawiść do Izraela i USA wzrasta już nie tylko wśród krajów arabskich. Dziwne jest tylko to, że do tej pory nie było następnych, poważnych ataków terrorystycznych w Stanach Zjednoczonych. Uważam, że ostrzeżenia FBI i CIA jedynie usypiają czujność świata. Nic się przecież nie dzieje, a to wywołuje lekceważenie dla takich komunikatów. Podejrzewam, że to świadoma akcja usypiająca czujność i zdecydowanie spodziewam się w tym roku dalszych wydarzeń podobnych do tych z 11 września. Jeśli okaże się, że mam rację, to o ożywieniu gospodarki światowej można na długo zapomnieć.
Od dawna pisałem o dużych, pięcioletnich formacjach na indeksach światowych (S&P 500, XETRA DAX, CAC-40, FTSE). Teraz wydaje się, że rysuje się końcówka prawego ramienia. Pokonanie linii szyi (na S&P 500 to 960 pkt) zaowocowałoby olbrzymią i wieloletnią bessą mogącą sprowadzić ten indeks nawet do 600 pkt (wysokość głowy, ale w ujęciu procentowym). Uważam, że taki będzie właśnie scenariusz na najbliższe lata, a krytyczny będzie przełom drugiego i trzeciego kwartału tego roku.
Na nasz rynek w minionym kwartale wpływała oczywiście sytuacja na rynkach światowych, nie był on jednak duży.
Z Polski
Na rodzimym rynku coraz więcej akcji ginie w portfelach funduszy. Bardzo ważne były podjęte przez rząd decyzje i walka z RPP.
Smutno się robi jak się patrzy na GPW. Spółek, na których akcjach notuje się wysokie obroty jest jedynie garstka i coraz to któraś ubywa. Na wywołanie wzrostu na tych kilkunastu papierach nie trzeba żadnego wielkiego kapitału, poza tym fundusze bawią się same ze sobą lekceważąc indywidualnych inwestorów. Mogłyby wciągnąć do gry dużo szersze grono ludzi bazując na nadziejach i na tym, że odsetki z oszczędności są opodatkowane, a zyski z giełdy nie. Jednak takie działanie musiałoby być rozciągnięte na lata i nie ograniczać się do euforycznych wzrostów. To musiałby być ciągły i spokojny trend wzrostowy.
Wiadomo, jak nieufni w stosunku do giełdy są Polacy, którzy już raz się na niej srodze zawiedli. Warto wspomnieć o dosyć tajemniczych słowach Wiesława Kaczmarka, ministra skarbu: „by ugruntować rynek kapitałowy konieczna jest bardzo głęboka ingerencja państwa porównywalna z tą sprzed 10 lat, kiedy rynek tworzono. MSP pracuje nad pakietem konkretnych rozwiązań”. Pozostaje czekać na to, co rząd wymyśli.
Nie liczyłbym na natychmiastowe, pozytywne skutki programu gospodarczego rządu. Ma on szansę realizacji, jeśli wypełni się go ustawami i innym aktami prawnymi.
W minionym kwartale mieliśmy walkę rządu i Sejmu z RPP. Wygrała rada, ale jest to pyrrusowe zwycięstwo. Polityka RPP doprowadziła do zduszenia inflacji — to fakt. Jednocześnie wy- wołała niezwykły wzrost wartości złotego, szkodzący zarówno eksporterom, jak i całej gospodarce. Warto wspomnieć, że np. Czesi interweniowali w celu osłabienia korony. Jednak prezes NBP twierdzi, że powątpiewa w skuteczność takich działań.
Chciałoby się zapytać: co dalej, rado? Nie wykorzystaliśmy możliwości ożywienia gospodarki podobnego do obserwowanego obecnie na świecie. Teraz wszędzie następuje koniec cyklu obniżek stóp i zacznie się ich podwyższanie. Nie ma takiej możliwości, by realizować odmienną politykę. Jeśli na świecie będą rosły stopy, to nasze obligacje będą traciły na atrakcyjności, a słaba gospodarka nie będzie potrafiła konkurować na rynkach zagranicznych. To pogorszy deficyt obrotów bieżących i wreszcie (ale za późno) osłabi złotego. Nastąpią problemy z finansowaniem budżetu. Trzeba będzie podnosić stopy, a to zamorduje do końca gospodarkę. Nie widzę wyjścia z tej ślepej uliczki.
Trzeba zauważyć, że produkcja spada wręcz dramatycznie. Wcale nie widać ożywienia, a opowiadanie o tym, że nadchodzi, jest jedynie urzędowym optymizmem. Przerażeniem powinny napawać dane o bezrobociu. Nieoficjalne dane mówią, że przekracza ono nie 18, ale 20 proc. i wszyscy zgadzają się, że będzie gorzej (gorzej nawet niż w Argentynie). Zwiększające się bezrobocie to: spadek optymizmu konsumentów i skłonności do zakupów, wzrost przestępczości i zwiększająca się wykładniczo skłonność społeczeństwa do buntu. W tym kontekście niezwykle niskie oceny zbierane przez rząd i premiera mogą być zapowiedzią dużych protestów społecznych dodatkowo pogarszających złą sytuację gospodarczą. Działania rządu i RPP powinny być wspólne i skoordynowane. Nie stać nas na kłótnie.
Z przyjemnością witam w gronie zwolenników powtórki z recesji w USA W. Białka (jednego z najbardziej poważanych przeze mnie polskich analityków). Być może zresztą był w naszym gronie już dawniej, ale ja dowiedziałem się o tym dopiero 26.04. Ja jednak do słabego popytu ze strony zadłużonych inwestorów amerykańskich i podwyżek stóp dodałbym jeszcze przekonanie o załamaniu się rynku nieruchomości i nierozsądną politykę amerykańską w sprawie świata arabskiego. Uważam poza tym, że to nie będzie krótkotrwały atak recesji, lecz trwający wiele kwartałów. Nie zgadzam się jednak z hipotezą mówiącą o tym, że inwestorzy mogą z USA przejść do krajów rozwijających się. Recesja w USA rozprzestrzeni się na cały świat i inwestorzy wszędzie będą uciekali od akcji.
Naszą jedyną nadzieja jest to, że będziemy mieli wzrost indeksów przed wejściem do UE. W tym kontekście warto przypomnieć to, o czym już pisałem, że siła banków była zadziwiająca i przypominała podobne okresy w przeszłości, kiedy wzrosty banków poprzedzały wielkie hossy. Nie można wykluczyć, że była to jedynie przygrywka. Nasz rynek często ma jednak po prostu pecha. Może się tak zdarzyć i tym razem: jeśli na świecie będzie panowała recesja, to u nas nie będzie hossy przed wejściem do UE, lecz jedynie rynek nieco mocniejszy od innych.


