Jeszcze na koniec 2014 r. SK Bank był największym bankiem spółdzielczym w Polsce i na papierze miał aktywa, przekraczające 3,8 mld zł. Dziś jest bankrutem, a jego majątek jest wart kilkanaście razy mniej. Wiemy to z raportu biegłego, który oszacował wartość wołomińskiej instytucji na 274,3 mln zł. Teraz Andrzej Wrzesiński, syndyk SK Banku, ogłosi przetarg na jego zakup. Kiedy? Nie wiadomo, nie odpowiedział nam na to pytanie. Pewne jest natomiast, że o chętnego będzie bardzo trudno.

Dziurawy portfel
Na majątek SK Banku składają się jego nieruchomości (warte 31 mln zł), jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych (8,5 mln zł), akcje Banku Polskiej Spółdzielczości (4,8 mln zł), ruchomości (głównie wyposażenie wciąż działających 9 placówek banku i samochody; 3,9 mln zł), system IT (1,4 mln zł) i udziały w spółce zależnej SK Finanse (niecałe 0,8 mln zł). Ze sprzedaży wyłączona jest natomiast gotówka (w kasie upadłego banku jest ponad 62 mln zł).
Najważniejszym aktywem jest portfel, składający się z około 4 tys. kredytów. Nominalnie wart jest ponad 1,6 mld zł, ale biegła wyceniła go na ledwie 223,9 mln zł. Powód? Aż 96 proc. portfela (!) to wierzytelności niespłacane, które są na różnym etapie windykacji, a wyegzekwowanie nawet ich części wymaga długiego czasu. Głównym zabezpieczeniem kredytów są nieruchomości, z tym że w większości ich wyceny były nierzetelne (zawyżane w stosunku do realnej wartości). A co więcej — hipoteki SK Banku są często wpisane na dalszych miejscach hipotecznych, wykluczających możliwość zaspokojenia się. Sytuacja byłaby znacznie lepsza, gdyby nie to, że tuż przed upadłością SK Bank wziął w NBP kredyt refinansowy wysokości 370 mln zł. Ten zastrzyk finansowy okazał się nieskuteczny i, ratując się, bank centralny przejął jako zabezpieczenie połowę portfela kredytowego wołomińskiej instytucji. Tę lepszą połowę, w której kredyty „poniżej standardu”, „wątpliwe” i „stracone” stanowiły 55 proc. wszystkich, a nie 96 proc., jak w przypadku połowy, która została w SK Banku.
Nadzieja „nadgwarantów”
Także dlatego sprzedaż SK Banku w całości może okazać się „mission impossible”. Zgodnie z prawem bankowym i upadłościowym kupcem może być jedynie inny bank. Czy do syndyka zgłaszał się którykolwiek z nich? To pytanie także pozostało bez odpowiedzi. Warto jednak pamiętać, że tuż przed upadłością SK Banku, w listopadzie 2015 r. Komisja Nadzoru Finansowego szukała chętnych do przejęcia wołomińskiej instytucji. I choć jej kondycję badały wtedy dwa banki, żaden z nich nie zdecydował się na przejęcie. Na to, że mimo wszystko uda się znaleźć kupca, najbardziej liczą tzw. nadgwaranci, czyli osoby, które miały ulokowane w SK Banku kwoty wyższe niż równowartość gwarantowanych przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny 100 tys. EUR. Tylko w przypadku sprzedaży banku w całości jego nabywca musiałby bowiem wziąć na siebie obowiązek ich zaspokojenia. A chodzi o 79,1 mln zł (o tyle też mniej zainkasowałby wtedy syndyk).