Skąd bierze się dominacja usług nad przemysłem

Gabriel ChrostowskiGabriel Chrostowski
opublikowano: 2026-01-17 20:00
zaktualizowano: 2026-01-18 14:00

Relacja wartości dodanej usług do przemysłu jest na najwyższym poziomie w historii. Wpływają na to czynniki cykliczne, ale to także efekt trwałej transformacji strukturalnej, która jest zjawiskiem bardzo pozytywnym.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Siła wartości dodanej

W strukturze wzrostu wartości dodanej widać w ostatnich latach wyraźną zmianę układu sił. Wartość dodana w usługach rośnie znacznie szybciej niż w sektorze produkcyjnym. To oznacza fundamentalną zmianę tego, gdzie nasza gospodarka generuje wartość (zyski i wynagrodzenia). Coraz rzadziej jej źródłem jest taśma produkcyjna, a coraz częściej kod, konsulting, logistyka czy specjalistyczna wiedza, o czym często piszemy w PB.

Skąd ta zmiana? Pierwszym wyjaśnieniem są zawirowania konsumpcyjne. Tuż po lockdownach rzuciliśmy się na towary (meble, elektronikę), co napędziło przemysł, ale ten boom szybko wygasł. Od początku 2023 r. wahadło wychyliło się w drugą stronę. Konsumenci ruszyli do restauracji, na siłownie i wycieczki, a zakupy nowej lodówki czy samochodu odłożyli na później. Ponadto sektor produkcyjny, jako bardziej energochłonny i kapitałochłonny, mocniej odczuł szok cen energii oraz wzrost stóp procentowych. Polski przemysł AGD dalej cierpi przez stagnację w budownictwie – szczególnie niemieckim, bo drogi kredyt zdusił popyt na mieszkania.

Usługi, które rzadziej wymagają wielkich nakładów inwestycyjnych, okazały się na te wstrząsy bardziej odporne.

Ceny w usługach rosną szybciej

Jest jeszcze jeden efekt – cenowy, czyli tzw. efekt Baumola. W przemyśle stosunkowo łatwo o wzrost produktywności: kupujesz nowego robota i produkujesz dwa razy więcej przy niższych kosztach. W usługach – u lekarza, fryzjera czy w doradztwie – trudno zastąpić człowieka. Aby utrzymać pracowników, sektor usług musi więc podnosić pensje w tempie narzucanym przez resztę gospodarki, mimo że jego produktywność nie rośnie tak szybko jak w fabrykach. Dlatego ceny usług strukturalnie rosną szybciej niż ceny towarów, co w długim okresie podbija relację wartości usług do przemysłu.

Ale czy to tylko cykl i ceny? Nie do końca. Widać, że realna wartość dodana w nowoczesnych usługach (działalność profesjonalna, naukowa i techniczna) rosła w latach 2023-25 w tempie średnio 4,2 proc. W takich branżach wzrost bierze się z kompetencji, a nie tylko z wahań koniunktury. Kolejnym dowodem jest nasza pozycja w handlu. Polska dynamicznie rozpycha się na międzynarodowym rynku, podwajając udział w globalnym eksporcie usług z 0,7 proc. w 2005 r. do 1,4 proc. w 2023 r.

Wchodzimy na wyższy poziom rozwoju

Świetnie widać to też na rynku pracy. W latach 2010-23 średni roczny wzrost zatrudnienia w branżach wiedzochłonnych (IT, prawo, B+R) wyniósł w Polsce aż 8,42 proc. Dla porównania: w Czechach było to 4,3 proc., a na Węgrzech 5,2 proc. W tym samym czasie zatrudnienie w sektorach pracochłonnych (przetwórstwo, handel detaliczny) rosło u nas w tempie zaledwie 0,52 proc. Skutecznie zasysamy więc pracowników z sektorów o niskiej wartości dodanej do tych, które płacą lepiej i wymagają wyższych kompetencji.

W rekordowej przewadze usług nad przemysłem jest więc sporo szumu cyklicznego, ale fundamentalnie to może być sygnał, że polska gospodarka wchodzi na wyższy poziom rozwoju.