Skąd się biorą ceny paliw

opublikowano: 17-03-2022, 20:00

Niedawna galopada cen na stacjach paliw skłoniła do zastanowienia, skąd się biorą ceny przy dystrybutorach. I jak to jest, że paliwa w detalu drożeją skokowo, a tanieją tak jakby później i wolniej, niż wynikałoby ze zmian na rynku ropy naftowej.

Olej napędowy po przeszło 8 zł za litr, a benzyna po 7 zł/ litr. Do tego LPG za ponad 3,60 zł. Takie ceny jeszcze parę dni temu mogliśmy obserwować na stacjach paliw. Były nie tylko rekordowo wysokie, ale też rosnące w tempie niespotykanym we współczesnej historii Polski. Wszyscy oglądają się na notowania ropy Brent, ale one nie dają pełnego obrazu sytuacji i nie wyjaśniają wszystkiego.

Ropa ropie nierówna

Nie istnieje coś takiego jak jedna cena ropy naftowej. Na świecie kwotuje się dziesiątki różnych gatunków tego surowca. Ceny różnią się między sobą w zależności od rodzaju ropy i lokalnych uwarunkowań rynkowych. Zwykle różnice nie przekraczają kilku procent, a punktem odniesienia jest ropa Brent wydobywana spod dna Morza Północnego.

Od trzech tygodni mamy jednak do czynienia z jednym wyjątkiem, ponieważ prawie nikt nie chce kupować surowca z Rosji. W efekcie ropa Urals oferowana jest z gigantycznym dyskontem względem ropy Brent, sięgającym obecnie 26 USD na baryłce. Dzieje się tak z różnych powodów: bojkotu, kwestii wizerunkowych, ale też ryzyka, że na skutek sankcji zamówiony surowiec nie dotrze do adresata lub nikt go nie ubezpieczy (albo nawet nie przetransportuje).

Ponadto na rynku ropy Brent mamy do czynienia z silnym tzw. backwardation, czyli sytuacją, gdy ceny na rynku natychmiastowym są wyższe od cen na rynku terminowym. 15 marca po południu ropa Brent na londyńskiej giełdzie ICE z majowym terminem dostawy kosztowała 100,41 USD za baryłkę. Ale już ta sama ropa z dostawą w lipcu była wyceniana na 95,62 USD, a we wrześniu na 92,38 USD. To sytuacja bardzo nietypowa, ponieważ na rynku ropy zwykle mamy do czynienia z contango – czyli sytuacją, gdy później zapadające serie kontraktów są notowane po wyższych cenach niż kontrakty zapadające w najbliższych miesiącach. Bacwardation sugeruje, że uczestnicy rynku boją się, że w pewnym momencie w horyzoncie najbliższych tygodni i miesięcy ropy może komuś zabraknąć. Ale już ryzyko takiego scenariusza w perspektywie roku i więcej jest wyceniane znacznie niżej.

Osobną kwestią jest ogromna zmienność notowań, jaka w ostatnich tygodniach zapanowała na najbliższych seriach kontraktów na ropę Brent. W przededniu rosyjskiej napaści na Ukrainę baryłka tego surowca była wyceniana na ok. 94 USD. 24 lutego jej cena podskoczyła do 102 USD, po czym szybko wróciła do punktu wyjścia. Kolejne dni przyniosły skok notowań do przeszło 133 USD (8 marca) za baryłkę, po czym do 15 marca ceny spadły poniżej stu dolarów za baryłkę.

Pomiędzy wiertnią a dystrybutorem

Kolejną zmienną wpływającą na ceny przy dystrybutorach jest kurs dolara i to zarówno na parze z euro, jak i z polskim złotym. Ucieczka kapitału z krajów Europy Środkowej po ataku Rosji na Ukrainę spowodowała, że notowania dolara podskoczyły z ok. 4 zł do blisko 4,62 zł w najgorszym momencie wojennej paniki na rynku złotego. W pewnym momencie baryłka ropy Brent w przeliczeniu na polską walutę kosztowała blisko 600 złotych i była dwa razy droższa niż w grudniu oraz o blisko połowę droższa niż 10 lat temu, gdy padł poprzedni rekord. Ale przez ostatni tydzień mocno w dół poszły zarówno notowania ropy Brent, jak i dolara. W rezultacie cena surowca obniżyła się do ok. 430 zł za baryłkę. Czyli wciąż jest drożej niż kiedykolwiek wcześniej przed rosyjską inwazją na Ukrainę, lecz zarazem o jedną czwartą taniej niż jeszcze tydzień temu. Zmienność jest zatem potężna.

Jedna baryłka ropy to 42 galony amerykańskie, czyli ok. 159 litrów. Z tej baryłki rafinerie uzyskują 19-20 galonów benzyny silnikowej oraz 11-12 galonów niskozasiarczonego oleju napędowego – informuje amerykańska Agencja ds. Informacji o Energii (EIA). Zatem cena baryłki ropy naftowej stanowi tylko ułamek tego, co widzimy w hurtowych cenach gotowych paliw. I w tym miejscu dochodzimy do kolejnej anomalii, jaką w ostatnich tygodniach obserwowaliśmy na rynkach paliwowych.

Przed 24 lutego kontrakty na olej napędowy na londyńskiej giełdzie ICE notowane były po 800-850 USD za tonę, co zresztą i tak oznaczało najwyższe ceny od 2014 r. Przez kilka pierwszych dni wojny rynek reagował dość spokojnie, ale później ceny zaczęły wariować i 8 marca za tonę diesla płacono rekordowe 1376,25 USD, czyli nawet trochę więcej niż w lipcu 2008 r, gdy ropa Brent kosztowała prawie 150 USD za baryłkę. Była to panika wynikająca z obaw o niedostateczne zaopatrzenie europejskiego rynku w ten absolutnie strategiczny surowiec. Do 15 marca olej napędowy potaniał do ok. 895 USD/t.

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych BM Reflex i PKN Orlen.

To właśnie notowania na światowych giełdach paliw (Londyn, Nowy Jork) determinują ceny w polskich rafineriach. Trudno przecież oczekiwać, aby Orlen czy Lotos oferowały paliwa poniżej stawek rynkowych – podchodziłoby to wówczas pod karalne działanie na szkodę spółki. Dlatego ta rynkowa panika z Londynu znalazła błyskawiczne odzwierciedlenie w cennikach Orlenu, który 9 marca oferował olej napędowy Ekodiesel po rekordowo wysokiej cenie 7704 zł/m sześc., czyli ok. 8,32 zł/l po uwzględnieniu 8 proc. VAT. Dla porównania, jeszcze 1 marca było to 5530 zł/m sześc., czyli jakieś 5,97 zł/l brutto. 15 marca hurtowa cena ON wynosiła 6701 zł/m sześc., a więc ok. 7,24 zł/l po dodaniu VAT. Akcyza, opłata paliwowa i inne parapodatki są już uwzględnione w cenniku płockiej rafinerii.

Wszystkie tajemnice „petrozagadki”

Jak na razie doszliśmy do tego, skąd się biorą ceny w rafineriach. Ale stąd jeszcze długa droga do baków naszych samochodów. Pomimo tymczasowej obniżki podatku akcyzowego (1413 zł na 1000 litrów benzyny i 1104 zł na 1000 litrów ON) oraz stawki VAT na paliwa (z 23 do 8 proc.) podatki nadal stanowią prawie jedną trzecią ceny detalicznej w przypadku benzyny Pb95 oraz jedną czwartą w przypadku ON. Przed wprowadzeniem tarcz antyinflacyjnych mniej więcej połowa z tego, co płaciliśmy za paliwo, trafiała do fiskusa.

Ostatnim elementem naszej „petrozagadki” jest implikowana marża detaliczna, stanowiąca różnicę między ceną detaliczną na stacji a bieżącą ceną hurtową. To z marży właściciel stacji pokrywa koszty jej funkcjonowania (amortyzacja, płace, energia, podatki etc.) oraz czerpie wynagrodzenie za zainwestowany w ten interes kapitał. We wtorek, 15 marca, hurtowe ceny benzyny Eurosuper95 oraz oleju napędowego wynosiły odpowiednio 6,52 zł/l oraz 7,24 zł/l po dodaniu 8 proc. VAT. Z kolei ceny na stacjach paliw we Wrocławiu kształtowały się w przedziale 6,75-6,85 zł/l w przypadku Pb95 oraz 7,49-7,69 zł/l dla ON. W obu przypadkach to ok. 25-35 groszy na litrze więcej od ceny w płockiej rafinerii.

Przez ostatnie 17 lat średnia implikowana marża detaliczna w przypadku benzyny wynosiła 25 gr/l, a w przypadku ON było to 21 gr/l. Przy czym parametr ten jest niezwykle zmienny. Bywają okresy, gdy stacje sprzedają paliwa nawet poniżej bieżących cen ofertowych w rafineriach (takie zjawisko obserwowaliśmy zresztą przez poprzednie tygodnie – zwłaszcza w przypadku ON). Ale zdarzało się także, że przez wiele dni implikowane marże przekraczały nawet 60 gr/l.

Sytuację dodatkowo komplikuje przesunięcie w czasie – opóźnienie zmiany cen detalicznych względem hurtowych zwykle wynosiło od kilku do kilkunastu dni. W ostatnich trzech tygodniach jednak wszystko dzieje się znacznie szybciej niż dawniej, ponieważ zmiany hurtowych cen paliw są rekordowo duże i gwałtowne.

Ponadto kontrolowane przez rząd Orlen i Lotos, będące wspólnie monopolistami na rynku hurtowym, dominują też na rynku detalicznym i mogą swą polityką – przynajmniej w krótkim okresie – kształtować ceny w detalu. Wpływ na ceny ma też lokalizacja stacji i lokalna konkurencja. W dużych miastach – gdzie na jednym skrzyżowaniu potrafią stać dwie bądź trzy stacje – konkurencja jest silna, a ceny są niższe. Odwrotnie jest np. przy autostradach czy w słabo zaludnionych regionach, gdzie ceny zwykle są wyższe niż w miastach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane