Wartość nielegalnych kopii oprogramowania używanych w Polsce w 2010 r. wyniosła 553 mln USD.
54 proc. aplikacji używanych w Polsce to kopie nielegalne — wynika z badania przeprowadzonego przez IDC na zlecenie skupiającej producentów oprogramowania organizacji Business Software Alliance (BSA). Ich odsetek jest taki sam jak w 2009 r.
— To nie jest dobra wiadomość. Wydawało się, że obserwowana od 2008 r. tendencja spadkowa zostanie zachowana i odnotujemy spadek skali piractwa przynajmniej o jeden punkt procentowy. W Europie Zachodniej odsetek nielegalnych kopii zmniejszył się właśnie o tyle. W Unii Europejskiej jako całości oraz Europie Środkowej i Wschodniej spadku skali zjawiska niestety nie odnotowano — mówi Bartłomiej Witucki, koordynator działań BSA w Polsce.
W liczbach bezwzględnych oznacza to wzrost wartości nielegalnych kopii będących w użyciu. BSA szacuje, że w Polsce ich wartość wynosi 553 mln USD. Jeszcze rok temu było to 506 mln USD.
Dlaczego tak się dzieje, sugeruje badanie źródeł pozyskiwania aplikacji. Około 70 proc. menedżerów polskich przedsiębiorstw uważa aukcje internetowe za właściwe źródło kupna programów.
— Jeżeli Windows Ultimate kosztuje 1100-1200 zł, a ktoś kupuje tzw. klucz aktywacyjny na aukcji internetowej za 90 zł, to mamy do czynienia albo z kompletnym brakiem świadomości, albo z paserstwem. Bo tak trzeba to nazwać — komentuje Krzysztof Janiszewski z Microsoftu.
— Liczy się pewien trend, a nie to, czy w danym roku mówimy o 53, 54 czy 55 proc. nielegalnych kopii. Dla mnie ten trend jest skorelowany z działaniami organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Jeśli widać pracę policji, prokuratur i sądów, to potem znajduje to odbicie w statystykach BSA. Jeśli następuje stagnacja działań organów państwa, to również ma to odzwierciedlenie w statystykach — dodaje Mikołaj Sowiński, partner w kancelarii Sołtysiński Kawecki Szlęzak.