Skarb stawia warunki pracownikom Trzemeszna

Spółka pracownicza ma uzupełnić ofertę zakupu spożywczej spółki. I podtrzymuje oskarżenie, że Pepees chce ją wrogo przejąć.

Dokładnie tydzień został spółce założonej przez pracowników i plantatorów Przedsiębiorstwa Przemysłu Ziemniaczanego Trzemeszno na uzupełnienie oferty zakupu akcji prywatyzowanego zakładu.

Jak twierdzi jej wiceprezes, spółka musi złożyć dokumenty potwierdzające wiarygodność finansową i „odnieść się do możliwości porozumienia się z Lubelską Korporacją Finansową (LKF), która od lat pozostaje w sporze prawnym z resortem o prawa do akcji Trzemeszna”. Jednocześnie staje w szranki z giełdowym Pepeesem i oskarża go o próbę wrogiego przejęcia, a warunek ugody z LKF uważa za niewykonalny.

— Jeżeli ktoś tak jak Pepees nie wykorzystuje mocy produkcyjnych, ale chce przejąć czyjeś, to można to traktować wyłącznie jako próbę wrogich zakupów. Dodatkowo przecież LKF, z którą musimy się porozumieć, jest związana z Krzysztofem Borkowskim, który jest równocześnie szefem rady nadzorczej Pepeesu, więc wiadomo, że nasze działania skazane są na przegraną — twierdzi Andrzej Sosnowski, wiceprezes Spółki Plantatorsko- Pracowniczej Trzemeszno.

Krzysztof Borkowski zadeklarował już chęć wycofania się z konfliktu z resortem skarbu, jeśli spółka trafi do rąk Pepeesu.

— Sugerowanie, że chcemy wrogo przejąć spółkę, jest niedorzeczne. O zamiarach stworzenia silnej grupy Polska Skrobia mówiliśmy od dawna i rozmawialiśmy o tym pomyśle również z prezesem Trzemeszna dużo wcześniej, niż złożyliśmy ofertę na akcje spółki. Nie tylko nie jesteśmy z nikim skonfliktowani, ale co więcej — rolnicy, którzy dostarczajądo Trzemeszna, współpracują również z naszym zakładem w Bronisławiu i absolutnie nie są przeciwko naszym planom — przekonuje Wojciech Faszczewski, prezes Pepeesu.

Zdaniem Andrzeja Sosnowskiego, do spółki pracowniczej przystąpiło około 600 rolników i 60 pracowników. W te liczby nie wierzy prezes Pepeesu, a działania pracowniczej spółki ocenia jako szkodliwe i krótkowzroczne.

— To, że dzisiaj jakaś spółka sobie radzi na rynku, to wcale nie znaczy, że będzie tak za rok czy dwa. Branża boryka się z wieloma problemami jak m.in. spadającą produkcja ziemniaka, i potrzebni jej są jak najsilniejsi gracze, którzy będą w stanie np. kupić taniej środki ochrony roślin czy drożejące sadzeniaki [ziemniaki z wysoką zawartością skrobi — red.], ale też móc realizować bezpośrednio kontrakty w Azji — mówi Wojciech Faszczewski.

Jednak wiceprezes spółki pracowniczej przekonuje, że jest w stanie realizować eksport bez Pepeesu. — Za granicę wysyłamy ponad połowę produkcji — bezpośrednio do klientów m.in. w Meksyku, USA czy Chinach, korzystamy też z pośredników — mówi Andrzej Sosnowski.

— Dzisiaj żaden producent skrobi w Polsce nie jest w stanie bezpośrednio wysyłać do Chin i dlatego jest to biznes mniej rentowny — pośrednicy zjadają dużą część marż. Dopiero jako Polska Skrobia bylibyśmy w stanie wyprodukować minimalne ilości potrzebne do wejścia na ten rynek,wcześniej negocjując tzw. obniżenie ceł antydumpingowych — twierdzi prezes Pepeesu.

Wiceprezes spółki pracowniczej Trzemeszna nie chciał ujawnić, jakich firma posiada klientów w Chinach. — Ktoś inny mógłby ich wtedy przejąć — ucina Andrzej Sosnowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu