Skarbiec TFI omija dystrybutorów audi

GN
opublikowano: 11-10-2011, 00:00

Towarzystwo chce, by klienci kupowali jednostki bezpośrednio u niego. W zamian daje… samochód.

Możliwość inwestowania w fundusze przez urzedzania mobilne: smartfony czy iPhone'y to najnowszy pomysł Skarbca TFI na przyciągnięcie klientów — dowiedział się nieoficjalnie „Puls Biznesu”. Aplikację i kampanię jej towarzyszącą ma zaprezentować w środę.

— To prawdziwa rewolucja w dystrybucji jednostek. Inwestorzy będą je mogli kupić szybko i łatwo — mówi nasz informator z TFI. Ale to tylko część planu. TFI stara się przekonać klientów, by omijali dystrybutorów i inwestowali bezpośrednio.

Motywacja, a jakże, finansowa. Klient inwestujący w fundusz Skarbiec Akcji w banku, domu maklerskim czy u pośrednika finansowego płaci prowizję dystrybucyjną (do 5,5 proc.). Zgarnia ją w całości sprzedawca.

Ale to nie koniec. Według standardu rynkowego zainkasuje też połowę rocznej opłaty za zarządzanie (4 proc. w skali roku). Marchewką, która ma skłonić klienta do ominięcia pośrednika, będzie… samochód. Według naszych informacji klient, który wpłaci pieniądze, dostanie audi. I będzie mógł nim jeździć tak długo, jak będzie trzymał pieniądze na rachunku.

Ale to oferta tylko dla zamożnych — za wpłatę 6 mln zł przydzielane będzie audi A6. Dla mniej majętnych, będą niższe modele. Na czym zarobi Skarbiec? Rachunek jest prosty — A6 w najtańszej wersji kosztuje niespełna 170 tys. zł, w najdroższej 240 tys. zł. Klient, który wpłaciłby do agresywnych funduszy Skarbca 6 mln zł, zostawiłby u dystrybutora 27 tys. zł z tytułu prowizji (0,45 proc.), następnie dystrybutor dostałby połowę rocznej opłaty za zarządzanie 120 tys. zł.

Tymczasem koszt leasingu droższej wersji (przy umowie na pięć lat) to niespełna 5 tys. tys. zł miesięcznie. Czyli w kieszeni TFI zostanie 60 tys. zł rocznie. Ale będą i złe strony.

— Namawianie do inwestowania z pominięciem dystrybutorów nie jest fair. Na pewno nie buduje relacji. Z drugiej strony, Skarbiec nie ma już nic do stracenia — od dawna ma słabe wyniki, namawiał do inwestowania w fundusze, które się nie sprawdziły, więc nie ma zaufania. Nie podoba mi się też taki sposób przyciągania klientów, przeobraża inwestowaniew zabawę.

Co będzie, gdy klient zainwestuje zwabiony samochodem, a potem straci 30 proc. przez bessę — mówi jeden z dystrybutorów. Najlepiej w tym roku sprzedają się fundusze Idea TFI. Lider nie zamierza iść śladem Skarbca.

— Nie rozdajemy żadnych prezentów klientom. Przekonujemy ich dobrymi wynikami i tym, że w długim terminie są stabilne. Inwestowanie to nie totolotek, klienci powinni się kierować wynikami, a nie tym, że mogą coś wylosować. Co im po prezencie, jeśli oszczędności nie będą dobrze inwestowane. Jeśli ta promocja zadziała, to będę bardzo zdziwiony — mówi Piotr Kukowski, prezes Idea TFI.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: GN

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu