Skarpetkowy zawrót głowy

Wdzięczny towar, bo codziennie używany, więc też i regularnie kupowany. Producenci i sprzedawcy skarpet chwalą sobie wzmożony ruch na rynku.

Zdrowotne, do biegania czy trekkingu ale coraz częściej — dla dopełnienia stylizacji np. z wzorem we frytki czy sadzone jaja. Rynek skarpet przechodzi przemianę — firmy z ponad 20-letniem stażem muszą konkurować ze start-upami, które tu rozkwitły. Do tego dochodzi, jak w całej branży odzieżowej, import z Azji.

Maszyny nakręcają biznes

Wartość rynku wyrobów pończoszniczych kryjących i nieprzezroczystych, do których firma badawcza Euromonitor International zalicza skarpetki, ocieplacze na nogi czy wełniane rajstopy, wyniesie w tym roku 456 mln zł. Jeszcze w 2012 r. wydaliśmy na tego typu produkty 100 mln zł mniej. W 2017 r. kupimy prawie 88 mln sztuk wobec 70,4 mln przed pięcioma laty, a wartość i wolumen z roku na rok rosną.

— Rokrocznie zwiększamy produkcję, uzupełniamy ofertę o kolejne wzory i modele. Jeszcze dekadę temu wydawałoby się to prawie niewykonalne, by mieć np. skarpety we wzory zwierzęce z odstającymi uszami tych zwierząt przy ściągaczu czy skarpety wyprodukowane z innej dzianiny w środku, a innej na zewnątrz. To też kwestia ogromnego rozwoju po stronie technologii produkcji i coraz bardziej zaawansowanych maszyn — mówi Marek Bryła, założyciel PPHU Steven.

 

Opowiada, że skarpetki to wdzięczna kategoria — jako towar może niekoniecznie pierwszej, ale codziennej potrzeby. — Konsumenci muszą mieć ich sporo, wymieniają je, wracają i powtarzają zakupy — dodaje Marek Bryła.

Ewolucja i rewolucja

Młode pokolenie rozpoczyna skarpetkowe biznesy i podpiera się know-how rodziców. Przykładowo, markę Zooksy, która zasłynęła ze skarpetkowego sushi i innych oryginalnych wzorów, współtworzy córka właścicielki farbiarni skarpet, drugi współwłaściciel też odwołuje się do produkcyjnych tradycji w tej branży.

— W przypadku elegantszej mody męskiej widać większe zainteresowanie kolorowymi skarpetami od około dwóch lat. Kiedyś klienci poszukiwali czarnych, potem granatowych, w końcu czerwonych i widać ewolucję w stronę kropek i innych wzorów. Mężczyźni odważniej je dobierają, zdecydowanie coś się na rynku ruszyło. Jednak skarpety to u nas kategoria, w której nigdy nie było marek — opowiada Tomasz Ciąpała, prezes Lancerto, sieci sklepów z męską odzieżą.

— Skarpetki zaczynają być ważnym elementem ubioru nie tylko eleganckiego, odświętnego ale też codziennego. Są dobierane w zależności od stroju, muszą pasować do reszty garderoby. Polacy przywiązują do nich coraz większą wagę — wtóruje Anna Redzicka, drugie pokolenie rozwijające PPHU Steven. Marek Bryła przyznaje, że poza rozwojem kolejnych wzorów widać specjalizację — skarpety do biegania, górskiej wspinaczki, prozdrowotne i inne.

— W ofercie mieliśmy już skarpety sportowe, jednak skierowaliśmy je do nieodpowiedniego kanału dystrybucji. Teraz jednak zainteresowanie nimi jest tak duże, że wracamy do ich produkcji — dodaje twórca PPHU Steven. Do tego dochodzą mody czy minirewolucje na rynku surowców.

— Sporą uwagą cieszy się bambus, o antybakteryjnych właściwościach i bardzo przyjemny, jedwabisty w dotyku.

To wszystko nakręca ruch na rynku — podsumowuje Marek Bryła. Rynek tracą producenci z Azji.

— Widać odwrót od zainteresowania produktami z tamtego regionu. Nasi europejscy kontrahenci zwracają na to uwagę. Oczywiście ceną nikt nie pobije skarpet azjatyckich, ale też klient oczekuje coraz wyższej jakości, której one często nie spełniają. To też kwestia elastycznego reagowania na popyt. To korzystna wiadomość dla polskich zakładów — mówi Włodzimierz Lewin, współwłaściciel JJW.

Pod górkę

Anna Redzicka przyznaje, że skarpetki to produkt niskomarżowy.

— To rynek, na którym trudno się utrzymać. Duża liczba podmiotów zajmujących się produkcją wymusza niskie ceny. Poważną bolączką są zatory finansowe, które utrudniają płynność — twierdzi Anna Redzicka.

— Z jednej strony popyt jest ewidentnie zwiększony, ale z drugiej pojawia się bariera w postaci... podaży pracowników. I to jest na dziś nasze największe ograniczenie w rozwoju produkcji skarpet — dodaje Włodzimierz Lewin.

Marek Bryła przyznaje, że największy produkcyjny boom w Polsce w tej branży nastąpił w latach 90. w województwie łódzkim.

— Niektórzy pozakładali firmy, kiedy upadały duże zakłady dziewiarskie — wtedy często dawni pracownicy kupowali po 2-3 maszyny i sami zaczynali produkcję. Do dziś przetrwało tylko część z nich — twierdzi Marek Bryła.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Skarpetkowy zawrót głowy