Skażony alkohol pod większym nadzorem

Nowe unijne prawo ma zmniejszyć szarą strefę alkoholi wartą w Polsce 2 mld zł rocznie.

Od 1 lipca obowiązują zaostrzone przepisy dotyczące chemikaliów, które umożliwiają skażenie alkoholu etylowego wykorzystywanego w płynach do spryskiwaczy, kosmetykach czy biopaliwach. Celem tych regulacji jest ograniczenie szarej strefy, której wartość jest szacowana w Polsce na 2 mld zł. Do całkowitego skażania alkoholi dopuszczają one tzw. euroskażalnik bądź jedną z 23 innych metod wpisanych na unijną listę, lecz zgłoszonych kraje członkowskie. Wcześniej panowała tu dowolność, co było na rękę organizacjom przestępczym.

— Jedna z metod stosowanych na Łotwie została bez problemu rozpracowana przez polskich chemików z alkoholowego podziemia. Teraz każdy kraj, który zgłosi metodę, ponosi pełną odpowiedzialność za to, że rzeczywiście alkohol będzie nie do odkażenia — mówi Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy (ZP PPS).

Wierzy, że nowe prawo zmniejszy rynek nielegalnego alkoholu, który przez ostatnie lata rósł.

— W 2008 r. legalna sprzedaż wynosiła 131,8 mln litrów 100-procentowego alkoholu, a w 2012 r. 122,6 mln [za 2008 ostateczne dane GUS, a za 2012 r. dane wstępne — red.]. Mówimy więc o spadku legalnego rynku o 10 mln litrów. Część konsumentów mogła ograniczyć wydatki, a część zacząć kupować od sąsiada — twierdzi Leszek Wiwała. Grzegorz Waśniewski, doradca z AWW Fabryki Wódek i Nalewek w Kaliszu, tłumaczy wzrost szarej strefy sytuacją ekonomiczną konsumentów.

— Jeśli klient ma coraz mniej w portfelu, szuka alternatywnego dostawcy. Nie widać, żeby spadało spożycie, natomiast co roku kurczy się legalny rynek — mówi Grzegorz Waśniewski. Zdaniem Leszka Wiwały, legalny rynek czystych wódek skurczył się jeszcze bardziej, niż pokazują to dane. Powód? Mocno rosnące spożycie whisky.

— Do 2009 r. nasze przepisy blokowały wjazd na teren kraju skażonego spirytusu. Będąc w UE, nie mogliśmy jednak dłużej ograniczać przepływów na rynku wewnętrznym. Jednocześnie był to też czas rozbijania bardzo dużych grup przestępczych. W efekcie zmienił się poziom zorganizowania całego rynku. Teraz panuje na nim ogromne rozdrobnienie. Zamiast jednej rozlewni przestępcy mają dziesięć. Jednocześnie spadła jakość alkoholu. Duzi gracze mieli własne laboratoria chemiczne. Mniejsi nie badają alkoholu, więc pogorszyła się jego jakość. Stąd wynika większa liczba zatruć — tłumaczy Leszek Wiwała.

Lista skażalników opracowana na poziomie unijnym wciąż nie rozwiązuje jednak problemu, bo dotyczy tylko tzw. skażalników całkowitych. Bez takiej kontroli pozostaje skażanie cząstkowe. Jak szacuje KPMG, likwidacja szarej strefy mogłaby przynieść dodatkowe 6,6 tys. miejsc pracy. Zyskaliby nie tylko producenci wódki, ale rolnicy czy sektor opakowań.

— Rocznie na zakup dóbr i usług legalna branża przeznacza 1,2 mld zł. W zeszłym roku do produkcji spirytusu spożywczego zużyto m.in. 420 tys. ton zbóż oraz 55 tys. ton ziemniaków — mówi Leszek Wiwała.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rolnictwo / Skażony alkohol pod większym nadzorem