Sklepy stawiają własne fabryki

Sieci handlowe coraz częściej będą inwestowały we własną produkcję. Powody do obaw mają nie tylko producenci marek własnych

Jeronimo Martins Polska (JMP), właściciel Biedronki, uruchomił niedawno fabrykę zup, którymi będzie stopniowo zastępował zamawiane na zewnątrz. To nie pierwszy przypadek budowy przez sieć handlową własnego zaplecza produkcyjnego. Producentów żywności może jednak niepokoić to, że zabrał się za to największy detalista w kraju, który ma fundusze i doświadczenie z portugalskiego rynku, umożliwiające uruchomienie produkcji w kolejnych kategoriach.

ROZBUDOWA TERENU:
Zobacz więcej

ROZBUDOWA TERENU:

Niedawno uruchomiona fabryka zup to kolejna hala Biedronki w Parzniewie koło Warszawy. W 2014 r. ruszyło tam centrum dystrybucyjne. Marek Wiśniewski

Miliardy i miliony

Zakład właściciela Biedronki w Parzniewie koło Warszawy kosztował ponad 30 mln zł. „JMP od 1995 r. zainwestowało w Polsce już ponad 11 mld zł. Decydując się na uruchomienie fabryki, czerpaliśmy z doświadczenia produkcyjnego Grupy Jeronimo Martins, która od wielu lat, samodzielnie lub w ramach spółek, angażowała się nie tylko w dystrybucję, ale i produkcję żywności na macierzystym portugalskim rynku” — odpisało na nasze pytania biuro prasowe spółki.

Niedawno portugalskie media informowały o planach uruchomienia mleczarni Jeronimo Martins (JM) na rodzimym rynku. Tradycje produkcyjne grupy sięgają końca lat 30. ubiegłego wieku, gdy wzięła się za wytwarzanie margaryny i olejów. Ma też obecnie udziały w lokalnych aktywach produkcyjnych Unilevera (w ramach ogłoszonej niedawno transakcji ma je przejąć spółka rodziny dos Santos, kontrolującej JM).

Firma unika odpowiedzi na pytania o kolejne inwestycje w produkcję nad Wisłą. „Obecnie skupiamy się na efektywnym rozwoju projektu fabryki zup, czekamy również na informacje zwrotne ze strony klientów. Na tym etapie za wcześnie jest na nowe przedsięwzięcia o podobnej skali” — czytamy w odpowiedzi biura prasowego JMP. Co ciekawe, sieć twierdzi, że uruchomienie fabryki nie oznacza zastępowania dostawców. Mówi o „nowym wymiarze współpracy”, bo do produkcji zup używane będą surowce pochodzące przede wszystkim z kraju.

„Dostępne do tej pory w sieci Biedronka zupy z linii Vital fresh będą stopniowo zastępowane w kolejnych naszych placówkach zupami produkowanymi w naszej fabryce. Producent dostarczający do naszej sieci zupy Vital fresh jest także dostawcą innych produktów, np. warzyw sałatkowych . Kategoria zup ma obecnie niewielki udział w ogólnym asortymencie sieci Biedronka, więc trudno mówić o istotnym wpływie na relacje z partnerami handlowymi” — tłumaczy Biedronka.

Wzmożona konkurencja

Przez dłuższy czas zagrożeni czuli się przetwórcy mięsa. Po rynku krążyła plotka, że JMP kupuje jednego z branżowych producentów. Nic takiego się jednak nie stało.

— Nie oznacza to, że zagrożenie minęło. Na razie należy się spodziewać wzmożonej konkurencji w kategorii zup, bo przecież dotychczasowy producent będzie próbował ulokować swoje wyroby w innych sieciach. Przypuszczalnie będzie musiał prowadzić agresywną politykę cenową, na czym stracą inni — mówi menedżer jednej ze spożywczych spółek. Zdaniem jednego z przetwórców mięsa, kluczowe jest pytanie, czy Biedronka będzie w stanie zbudować w produkcji takie know-how, jakie ma w handlu. Jeśli tak — spożywcy powinni czuć oddech konkurencji na plecach. W jego opinii, to jednak mało prawdopodobne.

— Kluczowa jest specjalizacja. Dlatego nie inwestujemy np. w hodowlę trzody — bo choć znamy branżę od podszewki, taka działalność wymaga innych kompetencji. Niektórzy producenci mięsa próbują wprawdzie sił w handlu detalicznym, ale brak przykładów spektakularnych sukcesówświadczy o tym, że to rozłączne biznesy. To samo dotyczy działalności produkcyjnej firmy wyspecjalizowanej w detalu. Dlatego na razie nie czujemy się zagrożeni — tłumaczy zarządzający zakładem mięsnym.

Nic nowego

Działania Biedronki nie są odosobnione. Aktywa produkcyjne — choć nie w Polsce — ma jej główny dyskontowy konkurent, czyli Lidl. — Mamy własne zakłady, np. fabrykę czekolady w Niemczech — mówi Anna Robaszkiewicz z Lidla. W Polsce jednak niemiecka sieć współpracuje przede wszystkim z lokalnymi dostawcami, których produkty odpowiadają za ponad 70 proc. obrotu. To w dużej mierze artykuły marek własnych, dostarczane przez tak dużych graczy jak Tarczyński, FoodCare, Mlekovita, Animex czy ZPC Otmuchów.

Marki własne dla dyskontów stanowią fundament, choć szczyt ich popularności może być już za nami. Według firmy badawczej Iri, w całej Europie udział marek własnych w sprzedaży artykułów szybkozbywalnych w ubiegłym roku spadł z 38,9 do 38,3 proc. Na samodzielną produkcję żywności decydują się nie tylko dyskonty, tradycyjnie walczące o jak najniższe ceny. Sił próbują też supermarkety — własne wędzarnie ma większość sklepów Intermarche w Polsce.

Francuska sieć, której poszczególne sklepy należą do indywidualnych przedsiębiorców, nie ma tu jednak na razie własnych fabryk żywności. — Część produktów marki własnej Intermarche, dostępnych w ofercie naszej sieci, jest wytwarzanych we Francji w 64 fabrykach należących do grupy. Nie wykluczamy uruchomienia w przyszłości zakładu produkcyjnego w Polsce. Obecnie jednak żadne decyzje nie zostały w tej sprawie podjęte — mówi Daniel Prałat, dyrektor generalny Intermarche. Swoją produkcję mięsną ma też sieć Dino, która przed laty zapowiadała przejęcie ubojni.

Następni w kolejce

Zdaniem Krzysztofa Tokarza, prezesa firmy dystrybucyjnej GK Specjał, sieci handlowe rozwijają produkcję żywności według dwóch modeli. — Pierwszy polega na tym, że produkcja rozwija się równolegle do rozwoju sieci handlowej — i to jest przypadek Dino. Żaden dostawca nie został wyeliminowany, bo sieć od początku zaopatrywała się sama.

Drugi model — Biedronki — polega na zastępowaniu dostawców. To niepokojący sygnał dla branży spożywczej, zwłaszcza że jest wielu producentów, którzy w ostatnich latach skupiali się przede wszystkim na dostawach do tej sieci i rośli razem z nią — mówi Krzysztof Tokarz. Podkreśla, że jego firma absolutnie nie zamierza wchodzić w produkcję. Spodziewa się jednak, że duzi detaliści podejmą kolejne inwestycje tego typu.

— Producenci powinni rozważyć dywersyfikację odbiorców, żeby nagle nie zostać na lodzie — dodaje szef GK Specjał. Krzysztof Badowski, szef zespołu dóbr konsumenckich i handlu detalicznego na region Europy Środkowo-Wschodniej w PwC, uspokaja, że takie inwestycje to nic nowego — wiele dużych detalicznych firm na Zachodzie ma fabryki.

— Przykłady tego typu działalności widać też w Polsce. Można się spodziewać, że będzie ich więcej, ale nie należy oczekiwać wysypu i wymiany większości produktów na półkach na wytworzone przez sieć handlową. Tego typu działalność ma rację bytu, jeśli detalista osiągnął odpowiednią skalę — przede wszystkim w przypadku produktów świeżych, takich jak mięso i przetwory, pieczywo czy nabiał oraz w kategoriach, w których udział marek prywatnych jest duży, a udziały rynkowe rozdrobnione. Nie jest to więc zagrożenie dla producentów, którzy mają silne marki, bądź bardziej przetworzone produkty, jak np. słodycze — twierdzi Krzysztof Badowski. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska Współpraca Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Sklepy stawiają własne fabryki