Każdego dnia z zakładów ma wyjeżdżać 1150 samochodów przeznaczonych na rynki z całego świata. Ponad 20 lat temu w tym samym miejscu koncern zaczął produkować pierwszą generację modelu.

Skoda pokazała samochód w pierwszej połowie listopada. Teraz bardziej przypomina superba, który jest oczywiście pozycjonowany wyżej. To taka odrobinę mniejsza i ciut skromniejsza wersja czeskiej limuzyny, choć pewnie na początku niejeden obserwator z mniej czujnym okiem będzie mylił na ulicy oba modele. Zniknęły dzielone przednie reflektory, trochę chyba nieudane, i pojawiły się jednobryłowe światła. Nie mają charakterystycznego dla superba poszerzenia po zewnętrznej stronie, ale są nieco węższe.
Czwarta generacja jest dłuższa i szersza od ustępującej, dzięki czemu ma także większy bagażnik. W przeliczeniu na milimetry wychodzi o 19 więcej w przypadku hatchbacka i 22 w wersji kombi. Szerokości przybyło 15 mm. Z tyłu klienci otrzymają dodatkowe 30 litrów w kombi (640 l) i 10 litrów w hatchbacku (600 l).
Co pod maską? Łatwiej wymienić, czego tam nie ma. Producent przygotował przeróżne silniki benzynowe, wysokoprężne i napędy hybrydowe. W liczbach i wariantach można się pogubić, dlatego rozprowadził to wszystko w przejrzystych tabelkach, ale rzeczywiście — dla każdego coś miłego. W ofercie jest litrowa jednostka o mocy 110 KM i dwulitrowy silnik TSI, który dysponuje 190 KM. Najmocniejszy diesel generuje 200 KM. Škoda zapewnia także tzw. miękkie hybrydy i hybrydę plug-in.
Skoda nadal jest najpopularniejszą marką na polskim rynku. Potrzebuje jednak nowości, bo konkurencja nie śpi. W zestawieniu najchętniej kupowanych nowych aut zajmuje pierwsze miejsce z wynikiem 62,3 tys. pojazdów, ale druga jest Toyota, która dostarczyła 56,5 tys. samochodów.
- Chociaż najpopularniejszym modelem po 11 miesiącach w Polsce nadal jest skoda octavia (18 598 rejestracji), to toyota corolla (17 636 rejestracji) jest tylko niespełna 1 tys. rejestracji za nią - piszemy w czwartkowym „Pulsie Biznesu”.
