Skończyło się na strachu

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 2008-10-01 00:00

Po poniedziałkowym załamaniu giełd amerykańskich we wtorek nastroje się poprawiły. Do końca kryzysu droga jednak daleka.

Paniki nie było. Europę "uratowała" poniedziałkowa przecena

Po poniedziałkowym załamaniu giełd amerykańskich we wtorek nastroje się poprawiły. Do końca kryzysu droga jednak daleka.

Takich emocji nie było dawno. Krach, trzęsienie ziemi, czarny poniedziałek — to tylko niektóre tytuły gazet opisujące poniedziałkową zapaść na Wall Street. Wywołał ją amerykański Kongres, odrzucając plan Paulsona. To źle wróżyło na przyszłość. Najpierw zaczerwieniła się Azja. Indeks tokijskiej giełdy, największej w tej części świata, tracił nawet 4,6 proc. Po fatalnej sesji za oceanem i wyraźnych spadkach w Azji inwestorzy z duszą na ramieniu czekali na notowania w Europie. Żadnego krachu jednak nie było. Co prawda, sesje zaczęły się od spadków, ale inwestorzy szybko zaczęli kupować akcje, mocno przecenione już w poniedziałek. Tak było m.in. w Rosji, gdzie rano na chwilę znów wstrzymano handel. Jeszcze przed po- łudniem giełdy w Londynie i Paryżu wyszły na plus. Nasz WIG20, po porannych 3-procentowych spadkach, w ślad za czołowymi europejskimi indeksami, też ruszył do odrabiania strat.

— Miała być panika w Europie. Tymczasem obserwowaliśmy globalną obronę rynków — komentuje Marek Rogalski, analityk First International Traders Dom Maklerski.

Nowe ofiary

W Europie inwestorom z odsieczą przyszły rosnące kontrakty terminowe w USA, a później mocne odreagowanie tamtejszych indeksów. Pomogła zapowiedź irlandzkiego rządu dotycząca pomocy dla narodowego sektora finansowego. Przypomnijmy, że dzień wcześniej inwestorów wystraszyły kłopoty belgijskiego Fortisu (nastąpi jego częściowa nacjonalizacja), niemieckiego Hypo Real Estate (zostanie dofinansowany), islandzkiego Glitnir Bank oraz londyńskiego Bradford Bingley. To wszystko zwiększyło obawy, że trwający rok kryzys przenosi się z USA do Europy. Trzeba jednak zauważyć, że i za oceanem nie powiedział on ostatniego słowa. Ledwie kilka dni temu okazało się, że w tarapaty popadł renomowany bank inwestycyjny Wachovia Corporation. Przed bankructwem uratował go inny potentat — Citigroup.

Wielki czwartek

Obecnie najważniejsze są losy programu naprawczego autorstwa amerykańskiego ministra skarbu Henry’ego Paulsona. Zakłada on wykupienie "toksycznych" aktywów od instytucji finansowych za 700 mld USD. Kolejną batalię o zatwierdzenie programu amerykańscy kongresmeni stoczą prawdopodobnie już w czwartek. Niewielu analityków dopuszcza możliwość jego odrzucenia.

— Ewentualne szkody związane z odrzuceniem planu sprawiają, że wiele osob chce pracować razem i rozwiązać problem — powiedział w poniedziałek po przegranym głosowaniu Roy Blunt, kongresmen z Missouri.

Wczorajsza sesja pokazała, że również inwestorzy są dobrej myśli.

— Po przebiegu dzisiejszej sesji widać było, że rynki wierzą w przyjęcie planu Paulsona. Doceniają również determinację władz USA, jak i państw UE, zmierzającą do zażegnania kryzysu bankowego. Teraz czeka nas stabilizacja na niskich obrotach i miejmy nadzieję, że odbicie w piątek, po zatwierdzeniu skorygowanego planu Paulsona — przewiduje Tomasz Bardziłowski, wiceprezes zarządu Unicredit CA IB Polska.

Według Marka Rogalskiego, przyjęcie programu może oznaczać mocniejsze odreagowanie z możliwością wybicia indeksu WIG20 nawet do poziomu 2500 pkt.

2100 pkt w zasięgu

Sam program naprawczy w USA nie rozwiąże wszystkich problemów, szczególnie w Europie. Dlatego w najbliższych miesiącach na szybkie i pokaźne wzrosty na GPW nie ma co liczyć. Nie brakuje pesymistów, którzy wieszczą kolejne dołki czekające krajowych inwestorów.

— W ciągu najbliższych dwóch miesięcy indeks blue chipów może spaść do 2100 pkt. Dopiero później przyjdzie czas na konsolidację — prognozuje Marek Rogalski.

Wtóruje mu Rafał Salwa, niezależny analityk.

— W perspektywie najbliższego miesiąca WIG20 może zniżkować do 2070 pkt — uważa Rafał Salwa.

Nowy stary czynnik

W ostatnich kwartałach GPW cierpiała przez kryzys na globalnym rynku finansowym. Teraz może dojść jeszcze jeden niekorzystny czynnik.

— Kluczowa będzie kondycja polskiej gospodarki. Po ostatnich danych dotyczących produkcji przemysłowej oraz sprzedaży w handlu detalicznym widać presję spowalniającego tempa wzrostu w strefie euro — ocenia Marcin Stebakow, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego.

Prognozy dla gospodarki nie są jednak jednoznaczne. Prezes Narodowego Banku Polskiego Sławomir Skrzypek uważa, że problemy amerykańskiej gospodarki dotkną także Unii Europejskiej. To z kolei przełoży się na sytuację polskiej gospodarki, dla której Unia Europejska jest najważniejszym rynkiem zbytu. A minister finansów Jan Rostowski przekonuje, że nasza gospodarka jest szczególnie odporna na wpływ turbulencji na rynkach finansowych.

To jeszcze nie pożar

Alfred Adamiec

główny ekonomista Noble Bank

W poniedziałek amerykańskie rynki pokazały ciemną stronę mocy. Pierwsza reakcja Wall Street była miażdżąca. To pokazało kongresmenom. że rządzą pieniądze, a nie oni. Teraz politycy wezmą się do roboty. Czytałem plan Paulsona i trudno się do niego przyczepić. Dla Amerykanów jest nie do pomyślenia, żeby państwo tak silnie ingerowało w gospodarkę. Jeśli jednak podatnicy nie wezmą na siebie ciężaru ratowania sektora finansowego, to wszyscy stracą dużo więcej. Nie jest sprawiedliwe, aby za błędy inwestorów płacili wszyscy, ale nie ma innego wyjścia. Lepiej gasić płomień niż pożar. Na razie kłopoty sektora finansowego mają znikomy wpływ na gospodarkę. Jeśli plan zadziała szybko, to może tak zostać. Skutki odrzucenia planu będą dotkliwe. Kluczowy będzie grudzień. Wiele banków finansuje się krótkoterminowymi pożyczkami wygasającymi w grudniu. Niektóre instytucje mogą nie oddać pieniędzy.

Plan i tak uchwalą

Piotr Kuczyński

analityk firmy Xelion

Amerykański Kongres i tak uchwali plan pomocy dla sektora finansów. Inwestorzy na to liczą. Widać to po wtorkowej reakcji na światowych giełdach. Plan Paulsona upadł na poniedziałkowym głosowaniu tylko i wyłącznie z braku rozsądku polityków. Republikanie byli przekonani, że demokraci zagłosują za planem. Wtedy oni mogą głosować przeciw. W rezultacie miało być tak, że plan pomocy zostanie przyjęty, a republikanie wyjdą z tego jako obrońcy amerykańskich obywateli. Tak by się stało, gdyby nie to, że blisko 40 demokratów zdecydowało, że zagłosują przeciwko. W rezultacie projekt nie przeszedł. To była czysta rozgrywka polityczna. Rynek zareagował bardzo emocjonalnie. Inwestorzy poznali wynik głosowania na dwie godziny przed zamknięciem sesji. To było dla nich kompletne zaskoczenie. Ponowne głosowanie już w najbliższych dniach. Jeśli się jednak nie odbędzie, to sytuacja się mocno skomplikuje.

Maciej Zbiejcik