Słabnie korelacja GPW z rynkami zachodnimi
Korelacja warszawskiej giełdy z zachodnimi rynkami ostatnio wyraźnie osłabła. Główny wpływ na koniunkturę na GPW mają obecnie wskaźniki makroekonomiczne.
Przez ostatni rok dane makroekonomiczne miały decydujący wpływ na kształtowanie się koniunktury na warszawskiej giełdzie. Gospodarka po okresie relatywnie szybkiego tempa rozwoju wyraźnie zwalnia. Inwestorzy przywiązują więc dużą wagę do pogarszających się wskaźników, co z kolei spycha w dół wartość indeksów giełdowych.
Na początku był DJ
Nie zawsze sytuacja makroekonomiczna odgrywała tak dużą rolę, jak obecnie.
— Wskaźniki makroekonomiczne nabrały wielkiego znaczenia w drugiej połowie 2000 roku. Mimo że niepokojący poziom deficytu na rachunku bieżącym znany był inwestorom już w marcu ubiegłego roku, decydującej roli nabrał dopiero w sierpniu 2000. Wcześniej inwestorzy realizowali zyski internetowej hossy, którą z kolei wywołało ślepe naśladowanie indeksu Nasdaq — mówi Sebastian Słomka, analityk BDM PKO BP.
Uczestnicy rynków zawsze szukają informacji i impulsów, które mogą nadać kierunek rozwoju sytuacji. W przypadku Warszawy na początku był to indeks Dow Jones, później gracze inspirowali się wydarzeniami na rynku Nasdaq. Ostatnio najważniejsze stały się polskie wskaźniki i wydarzenia, m.in. związane z budżetem.
— Trzeba jednak pamiętać, że choć obecnie na giełdzie decydujące znaczenie mają lokalne czynniki gospodarcze, cała globalna gospodarka odczuwa spowolnienie tempa rozwoju, a wartość większości światowych indeksów stopniała o połowę. Postępująca globalizacja sprawia, że systematycznie zacieśnia się sieć powiązań gospodarek krajowych. Osłabienie w Niemczech wywiera znaczący, negatywny wpływ na rodzimą gospodarkę — mówi analityk BDM PKO BP.
Pozorne uwolnienie
W ostatnich dniach rynek wykazuje nie spotykaną dotąd siłę w porównaniu z giełdami zachodnimi. GPW już drugi tydzień zakończyła na plusie, podczas gdy wartość Dow Jones zszedł poniżej psychologicznego poziomu 10 tys. punktów.
— Wydaje się, że nasza giełda wyprzedziła sytuację na zachodnich rynkach. Wrzesień to zwykle trudny okres inwestycyjny, przede wszystkim za oceanem. Wynika to z cykliczności. Inwestorzy zaczynają dyskontować tradycyjnie słabsze rezultaty spółek po trzecim kwartale — mówi Waldemar Bojara, doradca inwestycyjny DM BOŚ.
— Rynek wcześniej zdyskontował negatywne informacje i obecnie są one uwzględnione w cenach. Wydaje się, że dno zostało już osiągnięte i jakiekolwiek pozytywne informacje podbijają indeksy do góry. Jednocześnie bagatelizowane są negatywne wiadomości — mówi Sebastian Słomka.
Zdaniem analityków, za ostatnią korektą wzrostową stoją fundusze emerytalne, które otrzymały od ZUS nowe środki.
— Wydaje się, że fundusze rozpoczęły ostrożne akumulowanie akcji, które w horyzoncie długoterminowym znajdują się na atrakcyjnym poziomie cenowym — dodaje analityk BDM PKO BP.
Analitycy zaznaczają jednak, że po okresach ujemnej korelacji polskie indeksy ponownie podążały w kierunku wytyczanym przez wskaźniki najbardziej wpływowych rynków.
— Obecnie na GPW dominują krajowi gracze, natomiast zagraniczni inwestorzy ograniczyli podaż akcji. Jednak w przeważających okresach polski rynek będzie reagował na wydarzenia na giełdach światowych, gdyż sytuacja wielu polskich spółek w dużym stopniu uzależniona jest od koniunktury na Zachodzie. Spodziewam się, że będzie wzrastać uzależnienie polskich indeksów od wskaźników giełd europejskich w obliczu wejścia do Unii Europejskiej. Chociaż powiązania regionalne będą nabierać coraz większego znaczenia, nie można zapominać o USA, które wywierają największy wpływ na gospodarkę światową — mówi Andrzej Łucjan, analityk BM BPH.
Rola ekonomii
Specjaliści uważają, że po półtorarocznej bessie obecne problemy gospodarcze kraju są uwzględnione w cenach akcji. Zaznaczają jednocześnie, że uzależnienie koniunktury giełdowej od sytuacji makroekonomicznej w następnych miesiącach wcale nie zmaleje.
— Spowolnienie dynamiki wzrostu PKB jest obecnie najważniejszym problemem. Rynek czeka na pierwsze oznaki ożywienia w gospodarce. Jeśli faktycznie one wystąpią, giełdę czekają wzrosty — twierdzi Sebastian Słomka.
Rośnie liczba wskaźników koniunkturalnych, które gracze biorą pod uwagę przy ocenie bieżącej sytuacji rynkowej. Duża ich liczba może wprowadzać zamieszanie i dezorientację, podobnie jak za oceanem, gdzie w trakcie jednego dnia publikowane są wskaźniki pozwalające często na wyciąganie sprzecznych wniosków. Utrudnia to ocenę, zwłaszcza w sytuacji, kiedy inwestorzy szukają wiarygodnego impulsu do kupna przecenionych walorów. Tymczasem, według analityków, handlujący na GPW będą zwracać szczególną uwagę na sytuację wokół budżetu i oczekiwaną nowelizację ustawy przez nową ekipę rządzącą. Ważne będzie też saldo rachunku obrotów bieżących, a także poziom in- flacji.
— Do końca roku na naszej giełdzie największą rolę poza budżetem i inflacją odgrywać mogą również spekulacje pod ewentualną kolejną redukcję stóp procentowych — przewiduje Waldemar Bojara.