Janusz Kaczurba: Słabość eksportu szkodzi naszej kandydaturze do UE
NEUTRALNE PAŃSTWO: Kolejne polskie rządy, w przeciwieństwie do administracji krajów wysoko rozwiniętych nie podejmowały aktywnej polityki proeksportowej — mówi Janusz Kaczurba, dyrektor KIG-Euroconsulting.
Mimo osiągnięć dekady transformacji, sytuacja polskiego eksportu nadal kładzie się cieniem na polskiej gospodarce. Co więcej, cień ten sięga aż do Brukseli, gdzie władze Unii często traktują niewystarczającą ekspansję eksportową Polski jako pośredni dowód ograniczonej konkurencyjności międzynarodowej naszych produktów i usług. Takie spostrzeżenia rzutują z kolei niekorzystnie na ocenę polskiej kandydatury do członkostwa w Unii Europejskiej. Mówimy zatem o sprawie wielorako powiązanej z naszymi interesami gospodarczymi i politycznymi.
CENTRALNYM PROBLEMEM nie jest sam fakt deficytu handlowego, skądinąd zrozumiały w dynamicznie rosnącej gospodarce, zasilanej znacznym strumieniem inwestycji zagranicznych. Problemem jest skala tego deficytu, a zwłaszcza jego relacja do wpływów eksportowych i do ogólnego poziomu obrotów, na którym ten ujemny bilans występuje.
NA MIESZKAŃCA POLSKI przypada nadal niewiele ponad 700 USD wpływów eksportowych, kilkakrotnie mniej niż w innych krajach kandydujących do Unii Europejskiej — na Węgrzech (1800 USD) czy w Słowenii (4200 USD). Umiarkowany jest też udział eksportu w PKB, sięgający w ostatnich latach 17-19 proc., wobec 47 proc. w Czechach lub 55 proc. w Słowacji. W tych warunkach deficyt handlowy wzrósł aż 25-krotnie w okresie dekady.
NAJWIĘKSZY BRAK równowagi obrotów, sięgający w 1999 r. łącznie niemal 16 mld USD, dotyczy produktów przemysłu elektrycznego, maszynowego i chemicznego, to znaczy działów decydujących w naszych warunkach o międzynarodowej konkurencyjności całej struktury przemysłowej. W eksporcie nie ma obecnie szeroko znanego produktu, który u zagranicznego odbiorcy koja-rzyłby się z Polską, tak jak ongiś kojarzyła się z Węgrami kostka Rubika, a dziś z Danią klocki Lego lub Nokia z Finlandią.
SEKTOR ŻYWNOŚCIOWY, oparty na zaliczanych do największych w Europie zasobach ziemi i zatrudnienia, utracił już przed laty tradycyjną pozycję eksportera netto. Jego zagraniczna sprzedaż sięgająca 3 mld USD rocznie jest w przybliżeniu 10 razy mniejsza niż rolno-spożywczy eksport Holandii.
POLSCY EKSPORTERZY są zbyt silnie skoncentrowani na Europie, nawet w porównaniu z większością krajów UE. Pochlebny jest niewątpliwie fakt, iż jesteśmy ósmym największym zewnętrznym dostawcą do Unii. Martwić natomiast musi nasza niewielka obecność na zamorskich rynkach państw rozwiniętych i rozwijających się, gdzie sprzedajemy towary o wartości niespełna 3 mld USD.
DOTKLIWĄ słabością jest relatywnie mała liczebność grona znaczących eksporterów. W końcu 1999 r. firmy, dla których eksport był podstawowym źródłem przychodu, stanowiły jedynie 6,4 proc. ogólnej liczby przedsiębiorstw (tyle samo co w 1996 r.). Jeszcze węższa była grupa dużych eksporterów, deklarujących eksport o wartości ponad 8 mln EUR rocznie. Ostatnio należało do niej 368 przedsiębiorstw, tj. w przybliżeniu co trzydzieste przedsiębiorstwo eksportujące.
SZCZUPŁE I ROZPROSZONE środki przeznaczone na promocję eksportu są wielokrotnie mniejsze niż w porównywalnych do Polski krajach, nie mówiąc już o liderach handlowych. Nawet one są przedmiotem niekończących się sporów kompetencyjnych, toczących się między instytucjami rządowymi. Praktykowana u nas doktryna gospodarcza hołduje zasadzie unikania aktywnej polityki strukturalnej wobec przemysłu, neutralnej funkcji państwa wobec struktury w stopniu dawno już uznanym za przesadny w większości wysoko rozwiniętych gospodarek.
WOKÓŁ DZIAŁAŃ na rzecz poprawy tych niekorzystnych zjawisk zbudować trzeba mocny sojusz polskiego biznesu i zainteresowanych organów państwa. Temu właśnie celowi służyć mają prace konferencji „Przyszłość polskiego eksportu”.
Janusz Kaczurba jest dyrektorem KIG-Euroconsulting