Słabszy frank nie przyniósł przełomu

Roman Przasnyski
opublikowano: 07-09-2011, 00:00

Wtorkowa sesja, wbrew obawom, zaczęła się od niewielkiej przewagi byków. Podobnie było też na głównych giełdach europejskich. Nic nie zapowiadało tak radykalnej zmiany nastrojów, po poniedziałkowej panicznej wyprzedaży, poza chęcią choćby niewielkiego jej skorygowania. Mimo to WIG20 zaczął dzień od zwyżki o 0,4 proc., a pozostałe indeksy minimalnie mu ustępowały. Nerwowość dała znać o sobie już w trakcie pierwszej godziny handlu, gdy niedźwiedziom udało się sprowadzić wskaźnik największych spółek 0,7 proc. poniżej poniedziałkowego zamknięcia. Gdy wydawało się, że powrót do spadkowego scenariusza jest nieunikniony, w sukurs bykom nieoczekiwanie przyszedł Szwajcarski Bank Centralny. Jego decyzja o powiązaniu kursu franka z euro i zakotwiczeniu go na poziomie 1,2 franka za euro spowodowała trzęsienie ziemi na rynku walutowym i spore, choć krótkotrwałe, konsekwencje na giełdach i rynkach surowcowych. W ciągu kilku minut frank osłabł wobec dolara, euro i złotego po około 9 proc. Inwestorzy grający na umocnienie szwajcarskiej waluty musieli przeżywać trudne chwile, bo posunięcie szwajcarskiego banku stanowiło dla nich potężny cios. Wkrótce okaże się, czy nokautujący.

Przy okazji taniejący frank wstrzymał złoto i ruszył akcje. Notowania kruszcu, które tuż przed ogłoszeniem decyzji w sprawie franka ustanowiły nowy rekord 1921 dolarów za uncję, gwałtownie spadły. Z kolei na rynkach akcji doszło do sporych zwyżek. Jednym z przodowników tego ruchu była Warszawa. WIG20 w swym optymizmie dojechał do 2323 punktów, zyskując 2 proc. Na tym jednak pomoc franka się skończyła. Przebieg notowań sporej części naszych spółek przypominał mecz ping-ponga.

Na rynku akcji frank przegrał jednak w końcu ze słabymi danymi makroekonomicznymi. Gospodarka strefy euro wzrosła w drugim kwartale o 1,6 proc., nieco mniej, niż się spodziewano, zamówienia w niemieckim przemyśle spadły zaś w lipcu o 2,8 proc., dwukrotnie mocniej, niż oczekiwano.

Amerykańscy inwestorzy po powrocie na parkiet w pierwszym momencie byli pod wrażeniem tego, co stało się w poniedziałek w Europie. Indeksy na Wall Street zaczęły dzień od spadków po 2,5 proc. Gdy po raz drugi wydawało się, że nic już giełd przed przeceną nie uchroni, znów nastąpił przełom. Okazało się, że indeks aktywności w amerykańskich usługach nieoczekiwanie wzrósł. Większość europejskich indeksów zareagowała wzrostem. Jednak radość trwała krótko. Wskaźniki za oceanem ledwie jednak drgnęły i zaraz powróciły do skali spadku sprzed publikacji. WIG20 ostatecznie zyskał jednak 0,6 proc. Obroty wyniosły 880 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy