Od początku roku jen osłabił się do dolara o około 2 proc. Ostatnia deprecjacja jest pochodną reformy największego na świecie Państwowego Funduszu Emerytalnego w Japonii (GPIF). Zmiany w zarządzaniu gigantycznymi aktywami GPIF, sięgającymi 1,2 bln USD, sprowadzają się do zwiększenia udziału akcji (w tym także zagranicznych), kosztem mniejszego udziału obligacji skarbowych. To pierwsze może pozytywnie wpłynąć na koniunkturę na japońskiej giełdzie, a drugie — osłabiać jena. Dalszej przecenie japońskiej waluty sprzyjają także spekulacje dotyczące zwiększenia stymulacji monetarnej przez tamtejszy bank centralny.
Taniejący jen może mieć wpływ na portfele nie tylko tych, którzy inwestują w waluty, lecz również klientów funduszy akcji japońskich. Na krajowym rynku funkcjonują dwa: PKO Rynku Japońskiego oraz ING Japonia. Ten pierwszy zyskał w tym roku 0,2 proc., a drugi zarobił 2,5 proc. Różnica 2 pkt. proc. wynika właśnie z przeceny jena. Fundusz ze stajni ING zabezpiecza się przed ryzykiem wahań kursowych za pomocą kontraktów terminowych, a ten z PKO tego nie robi.
— Tani jen pomaga spółkom eksportowym, które stają się bardziej konkurencyjne, co wspiera ich wyceny akcji na giełdzie. Ale jeśli fundusz nie zabezpiecza się przed ryzykiem osłabienia się jena, to na poziomie wyceny jednostki traci tyle, ile potaniała waluta — tłumaczy Paweł Cymcyk z ING TFI. Różnicę tę doskonale widać w dłuższym horyzoncie. Przez ostatnie 3 lata jen osłabił się do dolara o prawie 40 proc. W tym czasie ING Japonia zarobił prawie 80 proc., a PKO Rynku Japońskiego niecałe 20 proc.