Słaby popyt wymusza walkę cenową firm

Wiktor Krzyżanowski, Małgorzata Birnbaum
20-11-2001, 00:00

Polskie firmy obniżają ceny, by sprzedać to, co wyprodukują — wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, potwierdzających recesyjne trendy w polskiej gospodarce. Po raz pierwszy od lat ceny produkcji liczone rok do roku spadły.

Ceny produkcji sprzedanej przemysłu (PPI) były w listopadzie o 0,4 proc. niższe niż we wrześniu i 0,3 proc. niższe niż rok wcześniej — poinformował wczoraj Główny Urząd Statystyczny.

Po raz pierwszy od czasów przełomu ceny producentów (inaczej ceny hurtowe) zamiast rosnąć, spadały. Urząd jednak podał jednocześnie, że produkcja była w październiku o 7,7 proc. wyższa w porównaniu z wrześniem i o 1,4 proc. większa niż przed rokiem. Zdaniem ekonomistów, to jednak niewielka pociecha głównie ze względu na sezonowość tych danych, które uśrednione nie wyglądają wcale różowo.

— Ze statystyk GUS wynika, że w ciągu dziesięciu miesięcy 2001 roku produkcja w Polsce wzrosła tylko o 0,4 procent. Po dziewięciu miesiącach ten wzrost był nieco większy. I to tak naprawdę ukazuje co najmniej nie najlepszą sytuację naszych firm — uważa Mirosław Gronicki, główny ekonomista BIG Banku Gdańskiego.

Zgadza się z nim Marcin Mróz, ekonomista Societe Generale.

— Jest źle, ale należy pamiętać, że jeszcze może być gorzej — twierdzi.

Obaj ekonomiści uważają, że Polska dopiero zaczyna odczuwać efekty spowolnienia na Zachodzie, głównie w Europie i Stanach Zjednoczonych.

— Dotąd spowolnienie polskiej gospodarki miało podłoże głównie wewnętrzne, związane ze słabym popytem w kraju. Obecnie widać, że i eksport nam słabnie, a to oznacza, że polskie firmy nie mają co zrobić z tym, co wyprodukują — uważa Mirosław Gronicki.

Dlatego zaczyna się ostra walka cenowa — wskaźnik PPI spadł, czego jeszcze przed rokiem nikt się nie spodziewał.

— Firmy wiedzą, że jest źle, i że może być jeszcze gorzej. Żeby utrzymać pozycję na rynku, po prostu tną ceny. W takiej walce wygrają tylko najwięksi — uważa Marcin Mróz.

A walka może być długa. Tak naprawdę nic nie wskazuje bowiem, by najbliższe miesiące miały przynieść ożywienie zarówno na rynku wewnętrznym, jak i poza Polską.

— Nie mamy co liczyć na popyt wewnętrzny, a to oznacza, że sytuacja poprawi się wraz z ożywieniem koniunktury na Zachodzie. Tego jednak nie należy się szybko spodziewać — twierdzi Mirosław Gronicki.

Piotr Sperka

analityk PKO BP

- W 2002 roku wzrost gospodarczy wyniesie 1,3 proc. Zdaję sobie sprawę, że jest to scenariusz dość optymistyczny — niewykluczone, że w przyszłym roku dojdzie w Polsce do recesji, czyli spadku PKB przez dwa kwartały z rzędu. To, który scenariusz okaże się prawdziwy, zależy od sytuacji gospodarczej na świecie, a szczególnie u naszych partnerów handlowych. W pierwszych trzech kwartałach tego roku wzrost gospodarczy „napędzał” eksport. Dlatego ewentualna recesja w UE przełożyłaby się na spadek eksportu z Polski, a w konsekwencji spowodowałaby ujemny wzrost gospodarczy w naszym kraju. Dopiero w drugim lub trzecim kwartale przyszłego roku odczujemy skutki poluzowania polityki pieniężnej.

Jednak dla inwestora równie ważne jak stopy są perspektywy popytu konsumpcyjnego. Z drugiej strony, USA mogą się szybko otrząsnąć z recesji, a w krajach UE poprawa może nastąpić już w II połowie 2002 roku. Dlatego produkcja przemysłowa, która jest bardzo ważnym czynnikiem wzrostu gospodarczego, w pierwszym półroczu przyszłego roku obniży się nieznacznie, by odbić w III kwartale.

Jacek Wiśniewski

szef zespołu analiz Pekao SA

- Obecna prognoza banku to 2-proc. wzrost gospodarczy w 2002 roku. Istnieje jednak ryzyko, że będziemy tę liczbę rewidować w dół. W przyszłym roku nie można liczyć, że eksport pozostanie lokomotywą wzrostu gospodarczego w naszym kraju.

Spowolnienie ekonomiczne w Niemczech i spadek wskaźnika Ifo, który informuje o nastrojach niemieckich przedsiębiorców, jasno wskazują, że popyt zewnętrzny będzie w przyszłym roku o wiele słabszy. Dopiero 30 listopada poznamy dane dotyczące eksportu po wydarzeniach z 11 września, od kiedy otwarcie zaczęto mówić o recesji.

Eksport spadł bez wątpienia, pytanie tylko jak bardzo. Dlatego wzrost gospodarczy będzie zależał od popytu wewnętrznego. Dość znaczne obniżki stóp procentowych zwykle powodują wzrost konsumpcji. Jednak teraz sytuacja jest wyjątkowa: mamy duże bezrobocie, które będzie rosnąć. W tej sytuacji nie można spodziewać się szybkiej reakcji rynku na poluzowanie polityki pieniężnej przez władze monetarne. Firmy też na razie wstrzymały się z inwestycjami. W związku z tym przewiduję, że produkcja przemysłowa w przyszłym roku wzrośnie tylko o 2 proc.

Janusz Jankowiak

główny ekonomista BRE Bank

- Myślę, że wzrost gospodarczy w 2002 roku przekroczy nieznacznie 2 proc. Moja prognoza wzrostu gospodarczego w przyszłym roku jest zdecydowanie bardziej optymistyczna niż to, co wpisze w projekcie budżetu Marek Belka. Różnice w przewidywaniach spowodowane są odmiennym spojrzeniem na popyt krajowy. Minister finansów sądzi, że mimo tegorocznych obniżek stóp procentowych, które wpływają na mniejsze oprocentowania depozytów, oraz mimo wprowadzenia podatku od odsetek na lokatach bankowych, nie spadnie skłonność do oszczędzania. Nie można tego założenia z góry zweryfikować, bo nigdy jeszcze podobnej sytuacji nie było. Uważam je jednak za wątpliwe. Sądzę, że ludzie staną się mniej oszczędni.

W związku z tym wzrośnie popyt krajowy, co wcale nie jest pozytywną wiadomością, bo będzie temu towarzyszył wzrost inflacji. Spodziewam się również, że produkcja przemysłowa będzie nieznacznie rosła. Taka tendencja jest bardziej prawdopodobna, jeśli nie zostanie wprowadzony podatek importowy, co jest coraz bardziej prawdopodobne. Jeśli do tego dojdzie, to trudno powiedzieć, co stanie się z produkcją przemysłową.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Krzyżanowski, Małgorzata Birnbaum

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Słaby popyt wymusza walkę cenową firm