Czytasz dzięki

Słoik słodkich wspomnień

Patrycja Pustkowiak
opublikowano: 25-06-2020, 22:00

Pszczoły są dla nich najważniejsze. Każdego dnia „miodziarze” pielęgnują i chronią wielomilionową populację tych niezwykłych owadów, pozyskując przy tym naturalny miód. Pasieki Rodziny Sadowskich to pszczelarski biznes, który wkrótce może się stać największą taką firmą w Polsce.

Zaczęło się nie najlepiej. Pszczoła użądliła założyciela Pasiek Rodziny Sadowskich w nos. Spuchł i strasznie cierpiał. Na szczęście okazało się, że nie ma uczulenia na pszczeli jad. Nie tylko się nie zniechęcił, lecz zaraz wrócił do pracy przy ulach. To było w 2009 r. Wtedy Arkadiusz Sadowski, nastolatek i mieszczuch, szukał sezonowej pracy. Mieszkał w Płocku, skończył liceum i właśnie znalazł zatrudnienie w lokalnym gospodarstwie pszczelarskim jako pomocnik pszczelarza.

Nasza firma jest warta jakieś 40 mln zł. Liczymy, że w przyszłym roku będzie to około 100 mln. Jeszcze rok temu przygotowywaliśmy wysyłki w prywatnym garażu pod moim mieszkaniem. W tym roku zbudujemy nowy magazyn, a w przyszłym — kolejną rozlewnię i pakowalnię, co pozwoli nam utrzymać wysokie tempo produkcji — wylicza Arkadiusz Sadowski, założyciel Pasiek Rodziny Sadowskich (z prawej). Na zdjęciu z Jakubem Wilgosiewiczem, dyrektorem sprzedaży firmy.
Wyświetl galerię [1/8]

Miodowe zyski.

Nasza firma jest warta jakieś 40 mln zł. Liczymy, że w przyszłym roku będzie to około 100 mln. Jeszcze rok temu przygotowywaliśmy wysyłki w prywatnym garażu pod moim mieszkaniem. W tym roku zbudujemy nowy magazyn, a w przyszłym — kolejną rozlewnię i pakowalnię, co pozwoli nam utrzymać wysokie tempo produkcji — wylicza Arkadiusz Sadowski, założyciel Pasiek Rodziny Sadowskich (z prawej). Na zdjęciu z Jakubem Wilgosiewiczem, dyrektorem sprzedaży firmy.

— Nie wiem czemu, ale jakoś ciągnęło mnie do pracy w polu. I to był strzał w dziesiątkę — twierdzi Arkadiusz Sadowski.

Przepracował tam całe wakacje. Chociaż rozpoczął studia na dwóch kierunkach: stosunkach międzynarodowych i politologii na UMK w Toruniu, złapał bakcyla pszczelarstwa na dobre, więc wrócił do pracy w pasiece następnego lata, gdy tylko skończył się rok akademicki. Początkowo wiedzę o owadach zdobywał od pszczelarza, któremu pomagał w czasie wakacji. To mu nie wystarczyło, dlatego rzucił się na specjalistyczną literaturę. Chciał poznać wszystkie tajniki ula.

— Pszczoły mnie zafascynowały, całkowicie pochłonęło mnie to, jak żyją, pracują i komunikują się. Od razu też wiedziałem, że chcę mieć własną pasiekę. Nie obyło się bez nauki na błędach, bo jako nowicjusz dopiero zdobywałem prawdziwe doświadczenie — wspomina pszczelarz.

Tylko rój przetrwa

Początkowo kupił pięć uli. Nabył też ziemię we wsi Srebrna na granicy Mazowsza i Kujaw.

— Pomagali mi rodzice. Nie było to łatwe, bo na początku, gdy ich o to prosiłem, patrzyli na mnie jak na kosmitę. Nie wierzyli, że to się uda, szczególnie że miałem opinię osoby, która ma dwie lewe ręce do roboty. Moja determinacja prędko zaczęła ich jednak przekonywać. W moim przypadku potwierdziło się powiedzenie, że aby rozpalić innych, samemu trzeba płonąć… Ognia na szczęście nigdy mi nie brakowało — mówi z uśmiechem Arkadiusz Sadowski.

Nie było lekko, bo to nie jest tani interes. W pełni wyposażony ul z pszczołami kosztuje od 500 do

1 tys. zł. Do tego trzeba mieć ziemię, na której stanie cały dobytek, a także budynek, w którym będzie można odwirować miód i magazynować sprzęt. Pszczelarz z Płocka uparcie realizował jednak swój plan. Niebawem miał już 18 uli. Z pomocą rodziców konsekwentnie rozwijał działalność. Po kilku latach, nieustannie inwestując, był już właścicielem 300 uli. Wtedy pojawił się pomysł założenia spółki, do której zaprosił przyjaciół. Łukasz Michalak, Jakub Wilgosiewicz i Tomasz Barski również zainwestowali w nią swoje pieniądze. Stworzyli zgraną grupę ludzi, którzy postanowili wołać na siebie „miodziarze”, a swoje motto zaczerpnęli z parafrazy „Pieśni lodu i ognia”, powieści fantasy George’a R.R. Martina: „Gdy spadnie śnieg i nadejdzie mroźny wicher, samotna pszczoła padnie, lecz rój przetrwa”. Pracują w przyjacielskiej atmosferze, wspierając się nawzajem i unikając konfliktów.

Wszystko na jedną kartę

Łukasz Michalak jako jedyny z zespołu wywodzi się z rodziny z tradycjami pracy pszczelarskiej. Jego dziadek był pszczelarzem, a rodzice przekazali mu kilka uli. Traktował je jednak jak hobby — został nauczycielem. Jakub Wilgosiewicz pracował w działach sprzedaży różnych firm farmaceutycznych, a Arkadiusz Sadowski — w firmach farmaceutycznych oraz w firmie consultingowej, w której odpowiadał za budowę efektywnych zespołów sprzedaży w korporacjach farmaceutycznych działających w Polsce. Dziś, z perspektywy czasu, wszyscy zgodnie oceniają, że brak doświadczenia w pszczelarstwie paradoksalnie im pomógł, a kompetencje zdobyte w korporacjach pozwoliły im działać z rozmysłem i podejmować bardziej świadome decyzje.

— Pochodzę z Czechowic-Dziedzic. Zaproszony do współpracy przez Arka, podjąłem błyskawiczną decyzję — wraz z całą rodziną zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do Płocka. To była kolosalna zmiana, która procentuje do dziś — uważa Jakub Wilgosiewicz, który w pasiece jest dyrektorem sprzedaży.

— Każdy z nas postawił wszystko na jedną kartę. To było duże ryzyko, które jednak się opłaciło — twierdzi Arkadiusz Sadowski.

Prezes pasieki ma taki dar przekonywania, że pasją zaraził nie tylko rodziców i kolegów, którzy zaczęli prowadzić z nim interes, lecz także najbliższą osobę. Przyszłą żonę Iwę Jasińską poznał, gdy studiowała grafikę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zaangażowała się w pracę dla firmy od strony marketingowej i prędko w nią wsiąknęła.

— Iwa stworzyła cały koncept graficzny marki. Oryginalny dizajn naszych etykiet, pudełek czy reklam to jej autorski pomysł. Obecnie dużą część jej pracy stanowi projektowanie zestawów upominkowych dla firm, z przeznaczeniem na prezenty dla kontrahentów czy pracowników. Swoją pracę pokochała, doskonale wyczuwa aktualne trendy, a firma tylko na tym korzysta — mówi założyciel Pasiek Rodziny Sadowskich.

Skąd oni wszyscy wzięli na to odwagę? Jakub Wilgosiewicz tłumaczy, że decyzja — choć błyskawiczna — nie była jednak aż tak szalona. Podjęli ją po starannej kalkulacji. Wbrew pozorom polski miód nie jest łatwo dostępny — krajowa produkcja nawet w połowie nie zaspokaja zapotrzebowania. Dlatego lwia część miodu sprzedawanego w Polsce pochodzi z importu. Aby się o tym przekonać, wystarczy dokładnie czytać etykiety na opakowaniach. Na większości z nich figuruje napis: „Miód pochodzi z krajów Unii Europejskiej i spoza UE”. To dlatego, że w Polsce nie można sprzedać miodu pochodzącego w całości spoza Unii Europejskiej. Z tego powodu do 95 proc. miodu chińskiego dodaje się 5 proc. polskiego. Taki produkt może być podrasowany antybiotykiem i nie mieć wysokich wartości zdrowotnych.

Razem dla dobra pszczół

Oni mieli inne założenia. Natura przede wszystkim. I mieli rację. Miodowy pomysł szybko wypalił i zaczął przynosić zyski. A oni do biznesu od początku podchodzili bardzo rozwojowo.

— Kiedy działałem sam, wszystko, co zarobiłem, inwestowałem. To pozwoliło mi stworzyć bazę. W ten sposób doczekałem się biznesu wartego około miliona złotych. Przyjaciele dołożyli drugi milion. Dziś nasza firma jest warta jakieś 40 mln zł. Liczymy, że w przyszłym roku będzie to około 100 mln. Teraz ruszyliśmy do przodu sześciokrotnie. Tegoroczny maj zakończył się piętnastokrotnym wzrostem sprzedaży w porównaniu z majem 2019 r. Jesteśmy w ciągłym pędzie, który pozwala nam sprawnie przeskalowywać działanie. Jeszcze rok temu przygotowywaliśmy wysyłki w prywatnym garażu podziemnym pod moim mieszkaniem — cóż, tak zaczynali wszyscy wielcy (śmiech)! Dziś dysponujemy nowoczesną infrastrukturą. W tym roku zbudujemy nowy magazyn, a w przyszłym kolejną rozlewnię i pakowalnię, co pozwoli nam utrzymać wysokie tempo produkcji — wylicza Arkadiusz Sadowski.

Jego zdaniem o sukcesie firmy przesądziło myślenie szerszymi kategoriami niż tylko zysk.

— Nie byliśmy nastawieni wyłącznie na zarobek, po prostu chcieliśmy coś budować. Fascynowała nas branża pszczelarska i mieliśmy do niej specyficzne podejście — nie tylko zbieramy miód, ale dajemy też coś lokalnej społeczności. Działamy na rzecz okolicznych rolników w dwóch województwach — twierdzi założyciel firmy.

Jak? Choćby podejmując działania na rzecz ochrony pszczół. Pasieki Rodziny Sadowskich od marca do końca czerwca każdego roku dodają do wszystkich sprzedanych słoików miodu saszetki z nasionami roślin miododajnych — facelii, czarnuszki, ogórecznika. Dzięki temu każdy może zasiać swoją małą łąkę, która stanie się miejscem przyjaznym dla pszczół. Ponadto firma uczy rolników, jak prowadzić gospodarstwa bez stosowania szkodliwych dla owadów oprysków. Jak ważne są pszczoły w ekosystemie, wiadomo choćby dzięki słynnej wypowiedzi Alberta Einsteina: jeśli te owady wyginą, w ciągu czterech lat wymrą i ludzie.

— To dlatego, że miód jest tylko produktem ubocznym pracy pszczół. Najważniejsze jest zapylanie roślin, utrzymywanie ich przy życiu, co zapewnia też pożywienie człowiekowi. Pszczoły zapylają około 90 proc. drzew i krzewów owocowych. Ich wyginięcie w bardzo poważny sposób odbiłoby się na całej przyrodzie — tłumaczy Arkadiusz Sadowski.

Miód z maliną i kakao

Dziś pszczoły nie potrafią już żyć samodzielnie. Potrzebują profesjonalnej pomocy pszczelarza. W Pasiekach Rodziny Sadowskich miodziarze opiekują się około stu milionami pszczół. Jednym z najważniejszych założeń ich pracy jest zapewnienie im przyjaznych warunków do życia i dbałość o środowisko naturalne. Firma nie stosuje żadnych środków, które miałyby na nie zły wpływ, a wyprodukowany miód umieszcza wyłącznie w szklanych słoikach, sprzeciwiając się używaniu plastiku. Poza tym że naturalny miód jest smaczny i zdrowy (działa bakteriobójczo, przeciwstarzeniowo, przeciwnowotworowo, wzmacnia serce i pobudza układ odpornościowy do walki z infekcjami), pięknie też wygląda.

— Miód to wyjątkowy produkt, bo każda osoba ma miłe wspomnienia z nim związane. Staramy się wyróżnić nasz towar na tle reszty rynkowej oferty. Postawiliśmy na oryginalną grafikę i ciekawe etykiety. Dzięki wyjątkowemu dizajnowi nasze miody nadają się też świetnie na prezent — zaznacza Jakub Wilgosiewicz.

Są dostępne zarówno pojedynczo, jak i w zestawach — w stylowym opakowaniu, z łyżeczką lub nabierakiem do miodu. Oferta może zaskoczyć nawet wytrawnych znawców tego smakołyku. Obok miodów tradycyjnych — lipowego, gryczanego czy akacjowego — są również smakowe, czyli wzbogacone naturalnymi dodatkami: malinami, porzeczkami, a nawet kakao. Szczególnie upodobały je sobie dzieci. Ceny miodów są bardzo zróżnicowane — wielokwiatowy 260 g dostaniemy za 11 zł, zestawy są droższe — za złożony z trzech miodów po 450 g trzeba zapłacić 95 zł. Prócz tego przez firmową stronę można też kupić akcesoria — choćby ceramiczny pojemnik na miód 600 ml wraz z nabierakiem za 39 zł.

Przyszłość leży w pszczołach

Firma wciąż się rozwija. Rok temu pracowało w niej osiem osób, teraz jest już 30.

— Wyszkoliliśmy nowych pracowników, którzy wiedzą, co robić. Mamy świetny zespół, dzięki któremu nie musimy myśleć o tym, co się dzieje w rozlewni czy w polu. Skupiamy się na planowaniu — podkreśla Arkadiusz Sadowski.

Plany są ambitne. W przyszłym roku właściciele Pasiek Rodziny Sadowskich zamierzają zwiększyć liczbę uli z 2 do 3 tys., co sprawi, że firma będzie największym gospodarstwem pszczelarskim w Polsce. Ponadto chcą zbudować kolejną pakowalnię i rozlewnię. I oczywiście dbać o dobro pszczół. Bo te są najważniejsze, klienci zaraz po nich.

PATRYCJA PUSTKOWIAK

Pisarka i dziennikarka. Autorka powieści „Nocne zwierzęta” (WAB, 2013), nominowanej do Nagrody Literackiej Nike i Nagrody Literackiej Gdynia, i „Maszkaron” (Znak, 2018), a także wywiadu rzeki z Manuelą Gretkowską „Trudno z miłości się podnieść”. Regularnie współpracuje m.in. z „Harper’s Bazaar”, „Elle” i „Pulsem Biznesu Weekend”. Lubi czytać książki, pić wino i rozmawiać z ludźmi. FOT. MATEUSZ KUBIK

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Patrycja Pustkowiak

Polecane