Słoiki zawierają rozmaite smaki

Jacek Zalewski
opublikowano: 17-10-2018, 22:00

Samorządowe materiały wyborcze w gruncie rzeczy są podobne, wszyscy obiecują kilometry nowych ulic, domy kultury, baseny, etc. — powszechną gminną/miejską szczęśliwość.

Dlatego kandydaci chwytają się każdej metody wzmocnienia szans. Jak zawsze przed wyborami samorządowymi nasiliło się zjawisko wędrówki elektoratu. Tym razem nie można pobrać z macierzystej gminy zaświadczenia uprawniającego do głosowania wszędzie, uczestniczą tylko objęci gminnym rejestrem wyborców.

Zobacz więcej

Fot. Michał Dyjuk

Z automatu umieszczane są w nim osoby stale zameldowane, ale rejestr ma również furtkę dla niezameldowanych. Trzeba złożyć wniosek w gminie/mieście realnego zamieszkiwania i po uzyskaniu pozytywnej decyzji wójta/burmistrza/prezydenta pełnoprawnie się głosuje. W gminie macierzystej taki wyborca jest z rejestru wykreślany, co wyklucza udział podwójny. Procedura trwa około trzech dni, zatem przenosiny z myślą o zdążeniu na 21 października właśnie się skończyły. Notabene przepisanie się do innego rejestru nie jest epizodyczne, lecz bezterminowe, aż do jego odwołania, z czego wielu wyborców nie zdaje sobie sprawy i później zapomina. Oczywiście przed wydaniem decyzji wójt/burmistrz/prezydent kodeksowo „jest obowiązany sprawdzić, czy osoba wnosząca wniosek o wpisanie do rejestru wyborców spełnia warunki stałego zamieszkania na obszarze danej gminy”. To zapis pojemny, ponieważ nie wiadomo, czy wystarczy okazać dokument o wynajmie, czy straż miejska ma przepytać sąsiadów etc. W każdym razie umożliwia nieograniczoną kreatywność.

Przepis obowiązuje od lat i zawsze zdarzały się wypadki jego nadużywania. W małej skali sprowadzenie przez kandydata na radnego w jednomandatowym okręgu kilkunastu członków rodziny lub znajomych może rozstrzygnąć o mandacie. W wyborach proporcjonalnych na listy import elektoratu idzie w setki sztuk. W historii polskiego samorządu zdarzyły się przypadki, gdy wydający decyzje o wpisie wójt/burmistrz/prezydent cały tłum elektoratu przyjmował fikcyjnie we… własnym mieszkaniu. Pamiętny jest skandal z podwarszawskiego Nadarzyna, w którym pierwsze bezpośrednie wybory wójta w 2002 r., a przy okazji rady gminy, zostały sądownie unieważnione właśnie z powodu hurtowego wykorzystania lotnego elektoratu. Sądowa procedura potrwała aż połowę kadencji i uprawomocniła się dopiero w 2004 r. Wybory powtórzono także w nadarzyńskim okręgu do rady powiatu pruszkowskiego, ale do sejmiku mazowieckiego już nie — sąd uznał, że skala przekrętu na tym poziomie nie wypaczyła wyniku.

Przypominam ekstremalny przykład w kontekście statystyk publikowanych przed niedzielnymi wyborami. Na przykład w Warszawie zjawisko wpisywania się do rejestru przybrało rozmiary wielokrotnie większe, niż w 2014 r., i sięgnęło aż 30 tys. wyborców. Jeśli wszystko odbywa się uczciwie i faktycznie mieszkające w stolicy tzw. słoiki pragną ustabilizować swoje czynne prawo wyborcze — to w porządku. Jeśli adresy zamieszkania wpisywane są fikcyjnie — grozi odpowiedzialność. Z pewnością jednak przenosiny tuż przed wyborami do rejestru, zwłaszcza w wielkich miastach, nie są przypadkowe i każdy taki głos został z góry zaadresowany. Nie da się jednak uogólnić — do kogo. Stąd konsumpcyjny wniosek zapisany w tytule. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Słoiki zawierają rozmaite smaki