Słomiany zapał? Nie, elektrownia na słomę

Gmina Daszyna chce mieć elektrociepłownię… na słomę. Inwestycja pochłonie 35,5 mln zł.

Do 2019 r. mieszkańcy niewielkiej gminy w woj. łódzkim będą mogli korzystać z energii i ciepła produkowanego ze słomy. Gmina ogłosiła właśnie przetarg na elektrociepłownię, w której będzie to podstawowy surowiec opałowy. Obok słomy technologia ma umożliwić także produkcję energii i ciepła ze zrębków, czyli nierozdrobnionych przez maszyny cząstek drewna.

Zobacz więcej

Publicdomainpictures.com

— Chcemy zasilić w ten sposób w prąd i ciepło tereny Daszyny i częściowo wsi Walew — wyjaśnia Zbigniew Cywiński z urzędu gminy.

Obiekt ma powstać do 2019 r. Przetarg na projekt i wykonawcę zakończy się 6 grudnia otwarciem ofert. Szacunkowy koszt zamówienia to 35,5 mln zł. Gmina zdecydowała się na formułę „zaprojektuj i zbuduj”, co oznacza, że potencjalny inwestor będzie musiał również zaprojektować budynek. Dzięki temu samorząd mógł zgłosić projekt do konkursu w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego. Teraz czeka na decyzję w sprawie unijnego dofinansowania. Władze gminy podpisały już umowę na finansowanie z innego źródła. Jest nim Kreditanstalt für Wiederaufbau (KfW), czyli państwowy niemiecki bank rozwoju we Frankfurcie nad Menem (chodzi o fundusze niemieckiego ministerstwa ds. ochrony środowiska, budownictwa i bezpieczeństwa jądrowego). Bank udzieli gminie dotacji (50 proc. kosztów) i będzie nadzorował inwestycję. 5 proc. będzie pochodziło z budżetu gminy. W Niemczech takie elektrociepłownie powstają już od dawna. W Polsce ze słomy jako z surowca energetycznego korzysta się rzadko. Najczęściej elektrownie na takie paliwo powstają, by produkować prąd dla przemysłu.

— Produkcja bioenergii jest w Polsce raczej nieopłacalna, jeśli nie dopłaca do niej państwo — twierdzi przedstawiciel branży, który chce pozostać anonimowy. Jego zdaniem, im niższa moc urządzeń do produkcji energii i ciepła, tym wyższe jednostkowe koszty inwestycyjne. A elektrociepłownia w Daszynie ma być stosunkowo niewielka i wyposażona w kocioł parowy i turbinę parową. Moc elektryczna ma wynosić 669 kW, a moc cieplna urządzeń do produkcji ciepła i chłodu — 5 MW. Spalane paliwo będzie się składało w 100 proc. ze słomy i zrębków. O korzyściach z budowy takich obiektów na słomę przekonuje norweska firma TergoPower, która chce w Polsce budować duże elektrownie na ten ekologiczny surowiec.

— Przetarg w Daszynie to dla nas zbyt mała skala — mówi Jacek Wojerz, dyrektor w Tergo Power Polska. O tej spółce było ostatnio głośno w związku z jej planami w Lublinie. Chce tam postawić elektrownię na słomę na terenach po dawnych zakładach Daewoo. Miasto zablokowało jednak inwestycję, odmawiając pozwolenia środowiskowego. Lubelski magistrat uzasadnił tę decyzję m.in. szkodliwym wpływem na środowisko w związku ze zwiększeniem ruchu tirów, które będą dowozić słomę. Przeciwko inwestycji protestowali także mieszkańcy.

— Wpływ takich obiektów na środowisko jest znikomy, a emisja CO 2 jest dużo mniejsza niż w przypadku elektrowni na węgiel. Poza tym to gwarancja zysków dla lokalnych rolników na lata — twierdzi jednak Jacek Wojerz. Jego spółka w Lublinie zamierza zainwestować 150 mln euro. Chce również zbudować podobny obiekt w Biłgoraju. W Daszynie działa już niewielka ciepłownia na słomę. Zasila m.in. szkołę, urząd gminy i budynki komunalne. Wójt Zbigniew Wojtera twierdzi, że koszty wytwarzania biomasy są stosunkowo niskie.

— W tym przypadku ekonomia idzie w parze z ekologią, a gminy coraz częściej przekonują się do takich inwestycji. — mówi wójt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Samorządy / Słomiany zapał? Nie, elektrownia na słomę