W tym roku na kosmetyki chroniące przed słońcem, ale też pielęgnujące skórę po opalaniu i samoopalające wydamy prawie 198 mln zł — prognozuje firma badawcza Euromonitor International. Mają je w portfelu tacy wyjadacze jak Ziaja czy Dr Irena Eris, ale też młode marki, jak Janda, a kolejne debiuty podbijają wartość rynku. To jednak niekoniecznie biznes, raczej pozycja obowiązkowa dla wizerunku — tłumaczy jeden z graczy.
Po trzykroć pogoda
— W zeszłym roku rynek wzrósł wartościowo o 4 proc. (w cenach bieżących), a więc mocniej niż rok wcześniej. Wpływ na to miały dwa czynniki: korzystna, słoneczna pogoda połączona z częstszymi wyjazdami Polaków na wakacje i rosnąca świadomość różnych aspektów związanych z opalaniem, w tym ryzyka dla zdrowia. Stąd poszukiwanie lepszej ochrony przed promieniami UV — mówi Povilas Sugintas, analityk Euromonitor International.
Joanna Kowalczuk, kierownik marketingu w firmie Ziaja, przyznaje, że segment pielęgnacji słonecznej jest bardzo specyficzny ze względu na sezonowość oraz dużą zależność od pogody.
— To rynek, na którym liczą się trzy rzeczy: pogoda, pogoda i pogoda. Dlatego tak naprawdę trudno coś przewidzieć z roku na rok i porównywać. Sprzedaż zaczyna się w maju, choć w tym roku początek sezonu był bardzo słaby. W październiku widać, ile zostało sprzedane, a ile zwrócone do producentów — dodaje Henryk Orfinger, prezes Dr Ireny Eris. Kilka trendów można już jednak wyłapać. Widać przejście od kosmetyków z niższą ochroną do tych z wyższą i absolutną dominację masowej półki, która odpowiada za 90 proc. rynku.
— Większość konsumentów nie dostrzega w tym segmencie dodatkowych korzyści z zakupu kosmetyków z wyższej półki. Dlatego cenę uważa za nieusprawiedliwioną i nie poszukuje bardziej zaawansowanych, a przez to droższych produktów — wyjaśnia Povilas Sugintas. Rynek kosmetyków słonecznych w Polsce podążył za trendami, które widać w kategorii kosmetyków do pielęgnacji.
— Chodzi już nie tylko o ochronę przed słońcem, ale działanie regenerujące, nawilżające czy przeciwdziałające łuszczeniu się skóry, a więc produkty z dodatkową, konkretną wartością dodaną. Polscy konsumenci coraz częściej zwracają też uwagę na naturalne pochodzenie składników — mówi analityk Euromonitora.
Byle się pokazać
Wśród kategorii, które tworzą ten rynek, najsilniej, bo aż o 7 proc., urosła w zeszłym roku największa — kosmetyków chroniących przed słońcem. — Tu pojawiło się też najwięcej nowych produktów i widać było największe wsparcie marketingowe — dodaje Povilas Sugintas.
Z analiz Euromonitora wynika, że ruch na rynku przez kolejne lata (poza rosnącą świadomością konsumentów i obawą o zdrowie) ma nakręcać m.in. rozwój kosmetyków dla konkretnych grup wiekowych i rodzajów skóry.
— To, że ten rynek rośnie, a produkty słoneczne wprowadzają szybko także nowi gracze, nie oznacza, że jest szczególnie atrakcyjny. Trzeba się tu pokazać ze względu na relacje z handlemi konsumentami, tzn. pokazać kompleksowe portfolio, bo to także kwestia wizerunku firmy. Są jednak lata, kiedy część firm dokłada do tego biznesu — twierdzi Henryk Orfinger. To kwestia dodatkowych kosztów, których nie ma w innych kosmetycznych kategoriach.
— Jesienią są zwroty, które bywają różne, zależnie od pogody. Trzeba je przyjąć do magazynu, zapłacić za logistykę, a potem rozpakowanie i utylizację bądź częściowe przywrócenie wartości. To ogrom pracy, który dużo kosztuje — twierdzi Henryk Orfinger. W tym roku, jego zdaniem, oprócz pogody jest drugie ryzyko — związane z sezonowym zatrudnieniem.
— W maju i czerwcu ruszają tymczasowe punkty sprzedaży, m.in. na Wybrzeżu, w których sprzedawane są też kosmetyki. O kłopotach ze znalezieniem sezonowych pracowników słychać zewsząd. Pytanie, ile z tych punktów ruszy i w jakim stopniu wpłynie to na wyniki kategorii, które są w nich sprzedawane — zastanawia się szef Dr Ireny Eris.
Według Euromonitora, największe słonecze marki w zeszłym roku to: Dax Sun należący do Dax Cosmetics, Soraya z portfela Grupy Orkla, Nivea Sun Beiersdorfu, Lirene, stworzone przez Dr Irenę Eris, i Ziaja.


