Podczas prestiżowej gali BCC w Warszawie doszło do ciekawej konfrontacji realnych czynów z propagandowa tubą. Śmiałe i dokonane reformy reprezentował słowacki premier Dzurinda, honorowany na tej gali. Podatek liniowy i parę innych przełomowych ruchów uczyniły ze Słowacji europejskiego tygrysa gospodarczego oraz pożądany teren dla inwestycji.
Propagandowe zapowiedzi poczyniła wicepremier, minister finansów Zyta Gilowska, wedle rządowej zasady, że każda okazja dobra. Opowiedziała o kosmetyce podatkowej, która dla gospodarki nie niesie żadnej nowej jakości. Co i tak okazało się impresją osobistą, która zaskoczyła resztę rządu. Nic dziwnego. Między wierszami potwierdziła, iż PiS mamiło wyborców, obiecując obniżkę stawek PIT do 18 i 32 proc. oraz ulgi podatkowe na dzieci.
Tak oto odwróciły się role. Uczeń przerósł mistrza! Dynamiczna Polska była wzorem dla innych towarzyszy komunistycznej niedoli, gdy Słowacja Meciara dreptała w miejscu. Dzięki premierowi Dzurindzie i wicepremierowi Miklosowi kraj ruszył w poszukiwaniu straconego czasu i odzyskał europejską szansę. Zbiega się to w czasie z klimatem nieufności wobec ludzi gospodarczego sukcesu, kultem nieudacznictwa i epoką politycznych igrzysk w naszym kraju. Demokracja płata figle. Nieco zazdrosny, życzę jednak Słowakom, by wola ludu nie zaprowadziła ich znowu w ślepą uliczkę. Będą mieli przyspieszone wybory. Lepiej mieć bogatego sąsiada...