Słowacki Bal

Michał Mizera
opublikowano: 2004-05-14 00:00

Francuzi mają Komedię Francuską — Dom Moliera. Brytyjczycy — Ro-yal Shakespeare Company. Nasz Teatr Narodowy, Dom Wyspiańskiego, też ma piękną historię. Często był najlepszym zespołem teatralnym, zawsze — punktem odniesienia dla innych scen. W Europie każdy kraj ma narodową scenę — do dziś to miejsca debat o historii, narodowej mentalności, patriotyzmie. Nie inaczej na Słowacji. Slovenské Národné Divadlo odrodziło się po przełomie 1989 r. W niedzielę, na zaproszenie Jana Englerta, teatr ten pokaże w Warszawie autorską wersję „Balu” Jean-Claude’a Penchenata. Spektakl miał premierę w marcu 2001 r., wyreżyserował go Martin Huba.

Konstrukcja „Balu” daje możliwość dostosowania scenariusza do lokalnej specyfiki. Skorzystał z tego Zbigniew Brzoza w Teatrze Studio, którego polska wersja — „Bal pod Orłem” — została niesłusznie pominięta w recenzenckich zachwytach. Czy podobnie jest z jego słowackim odpowiednikiem? Pojawią się różnice wynikające z odmiennych dziejów. Całość to tańczona historia XX w.: od rozpadu Austro-Węgier począwszy. Bolesny punkt to 1968 r. i bratnia pomoc narodów słowiańskich... Ale niezależnie od przemian: ludzie — ze swoimi snami i urojeniami — nadal tańczą w korowodzie: od tanga przez twista, rock and rolla po techno.

Teatr Narodowy, spektakl: 15 V, g. 19, bilety: (22) 69 20 604, 69 20 664, e-mail: [email protected]