Dyrektor finansowy Bill Lawrence odszedł niedawno ze stanowiska zaledwie sześć miesięcy przed terminem wykupienia przez amerykańską spółkę 375 mln USD obligacji. Ta rezygnacja wywołała zaniepokojenie, bo Lawrence zaczął pracować dla Gibsona zaledwie rok wcześniej. Co gorsza producent gitar ma jeszcze 145 mln USD długu w bankach, które musiałby spłacić natychmiast gdyby nie doszło do wykupienia obligacji do połowy lipca. Prezes Gibsona, Henry Januszkiewicz ściga się z czasem stojąc przed decyzją, czy spłacić dług, zamienić go na akcje, czy ogłosić niewypłacalność. Na razie wynajął bank inwestycyjny Jeffries, aby pomógł firmie poradzić sobie z problemami finansowymi.

Na razie Gibson w wydanym oświadczeniu deklaruje, że realizowane „odchudzenie” spółki pozwoli jej osiągnąć w „następnym roku” najlepsze wyniki w historii i osiągnie możliwość spłacenia długu w ciągu siedmiu lat.
Przedstawiciel Moody’s Investors Service powiedział jednak Digital Music News, że „ten rok będzie krytyczny” dla Gibsona, który pomimo ponad 1 mld USD przychodów ma problemy finansowe.
- Zaczyna im brakować czasu i to coraz bardziej, a jeśli to się skończy bankructwem, prezes Januszkiewicz będzie musiał oddać całą firmę – powiedział przedstawiciel agencji ratingowej, która już obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej Gibsona.
