Śmieciowy biznes w powijakach

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2014-10-10 00:00

Recykling mógłby napędzać gospodarkę i rynek pracy. Tyle że polski rząd na razie zdaje się tego nie widzieć.

Założenie Parlamentu Europejskiego jest takie, by do 2020 r. recyklingiem objąć 50 proc. odpadów komunalnych. Tymczasem w latach 2012-13 osiągnęliśmy poziom zaledwie 20 proc. — i nasz rząd prawdopodobnie będzie zabiegał w Brukseli o dodatkowy czas na spełnienie unijnych wymogów. Jeśli UE potraktuje Polskę ulgowo, tylko na tym stracimy — twierdzi wielu przedstawicieli branży recyklingowej. Aby budować konkurencyjną gospodarkę, musimy jak najefektywniej wykorzystywać dostępne nam zasoby, co oznacza m.in. przywracanie ich do produktywnego użytku, zamiast wywożenia na składowiska.

Kowalski chce być eko

Janusz Ostapiuk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska, tłumaczył w Sejmie, że aby w gospodarce odpadami zbliżyć się do „wyśrubowanych” standardów Unii, musielibyśmy rocznie poprawiać naszą „wydajność” o 5 proc. To według niego trudny do osiągnięcia pułap, zważywszy że nawet kraje skandynawskie, które przodują na świecie w ekologii i recyklingu, nie osiągały nigdy większych przyrostów niż 3 proc. w skali roku. Czy rzeczywiście poprzeczka została zawieszona za wysoko? Jerzy Ziaja, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Recyklingu (OIGR), przekonuje, że Unia wcale nie oczekuje od nas zbyt wiele. A skoro sami chcieliśmy stać częścią UE i chętnie przyjmujemy od niej miliony euro na projekty ekologiczne, nie możemy szukać wymówek. Jak podkreśla, trzeba wywiązywać się z obietnic i zobowiązań, których podjęliśmy się jeszcze przed akcesją, co wyszłoby na dobre naszej gospodarce i podniosło poziom życia Polaków. — Władze nie myślą o tym, że recykling jest sposobem na bezrobocie. Przy przetwarzaniu odpadów mogłoby przecież powstać wiele miejsc pracy — wskazuje Jerzy Ziaja. Dodaje, że spełnienie norm UE jest w zasięgu naszych możliwości.

— Żeby to osiągnąć, należy zmodyfikować prawo, biorąc przykład z krajów o wysokim poziomie odzysku i recyklingu. Obowiązek recyklingu trzeba zmienić na obowiązek zbiórki odpadów po produktach, który powinien być finansowany w ramach rozszerzonej odpowiedzialności przemysłu — mówi prezes OIGR. Rząd do recyklingu się nie pali, nie bacząc na to, że społeczeństwo przywiązuje do tej sprawy coraz większą wagę. Prawie 89 proc. uczestników sondażu przeprowadzonego przez Fundację ProKarton i TNS Polska twierdzi, że segreguje śmieci, a połowa — że robi to często lub zawsze. Z ankiety wynika również, że stajemy się świadomymi konsumentami i zdecydowanie częściej wybieramy produkty w opakowaniach, które ulegają łatwiejszemu przetwarzaniu. Co równie ważne: zachowania z przestrzeni prywatnej rozprzestrzeniają się w biznesie.

— Nie tylko indywidualni konsumenci zauważyli potrzebę zastosowania bardziej ekologicznych rozwiązań. Duże firmy, m.in. sieci marketów spożywczych, dbają o środowisko, sortując surowce wtórne i poddając je recyklingowi — potwierdza Marcin Sobaniec, ekspert spółki HSM Polska produkującej urządzenia do recyklingu.

Pieniądze i prawo

Skoro politycy nie stają na wysokości zadania, cała nadzieja w firmach zajmujących się recyklingiem. A te coraz lepiej widzą, że na gospodarce odpadami można zarobić. Ile? Weźmy pod lupę segment rynku, którym jest skup opakowań papierowych. W Polsce zbiera się 1 mln ton papieru, a zakłady papiernicze skupują go po 200-300 zł za tonę, zatem jego przybliżona wartość wynosi od 200 do 300 mln zł rocznie.

— Rynek recyklingu będzie rósł tym szybciej, im szybciej statystyczny Polak dostrzeże korzyści wynikające z segregacji odpadów, a z używania osobnych pojemników na śmieci uczyni nawyk. Na szczęście z różnych obserwacji i badań tak właśnie zaczyna się u nas dziać — ocenia Marcin Sobaniec.

Choć rynek recyklingu dopiero u nas raczkuje, eksperci branżowi o jego przyszłość są spokojni. Dlaczego? Po pierwsze, UE wymusi na nas stosowanie standardów, które Janusz Ostapiuk uważa za wyśrubowane. Po drugie, składowanie śmieci staje się droższe niż ich przetwarzanie.