Czy Google znalazł sposób na ożywienie globalnego zainteresowania sztuką — zadają sobie pytanie amerykańskie media, a wystarczyło wykorzystać popularność pospolitego selfie. Funkcja, jaką amerykański gigant IT wprowadził w grudniu do swojej aplikacji Arts & Culture, dostępnej tylko w USA, z pewnością podbiła jej popularność. W ubiegłym tygodniu stała się najczęściej ściąganą aplikacją w sklepie iTunes.

Tylko w Google Play zainstalowało ją już od 5 do 10 mln osób. Wszystko dzięki modzie na hasztag „doppelgängers in museums”. Nowy trend można zaobserwować m.in. na Instagramie i Twitterze — chodzi o publikowanie zdjęć z portretem własnego sobowtóra, uwiecznionego na dziele sztuki (namalowanym często kilka wieków wcześniej).
Internauci zaczęli chwalić się podobieństwem do postaci z wybitnych obrazów, które można odnaleźć w galeriach i muzeach na całym świecie.
„Trend staje się internetowym wirusem (…) w mediach społecznościowych mnożą się generowane przez algorytm dyptyki z seflie po lewej i portretem z obrazu po prawej” — napisał „The New Yorker”.
Aplikacja Google’a na podstawie specjalnie wykonanego selfie (en-face oraz z profilu) jest w stanie wygenerować podobną twarz, przeszukując bazę dzieł sztuki. Aplikacja pierwotnie przeznaczona była dla osób, które po prostu chcą mieć łatwy dostęp do dzieł sztuki zebranych w 12 tys. muzeach i galeriach w 70 krajach.
Nie przestaje budzić emocji — wcześniej zrobiło się o niej głośno w mediach z powodu oskarżeń o to, że gromadzi dane biometryczne użytkowników, łamiąc ich prawo do ochrony danych osobowych.
