Socjolog: frekwencja w referendum przekroczy 50 proc.

Michał Kobosko
opublikowano: 2003-05-30 12:57

30.5.Warszawa (PAP) - Frekwencja w referendum przekroczy 50 proc. - uważa socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego prof. Jacek Raciborski. Socjolog łączy to m.in. z dwudniowym referendum, poparciem Kościoła oraz przejrzystością procedury wyborczej.

"Przesądzone jest, że w referendum europejskim frekwencja przekroczy 50 proc., a w najlepszym razie zbliży się do 60 proc" - ocenia Raciborski. Przypomniał, że w dotychczasowych badaniach deklaracje udziału w referendum sięgały 75 proc. "Doświadczenie pokazuje, że od tej liczby należy odjąć około 20 proc. wyborców, gdyż takie były obserwowane rozbieżności między deklaracjami a uczestnictwem w dotychczasowych wyborach" - powiedział.

Z majowego sondażu IPSOS wynika, że chęć udziału w referendum europejskim deklaruje 75 proc. dorosłych Polaków; według ostatniego badania CBOS - aż 79 proc.

W opinii Raciborskiego, bardzo dobrym pomysłem jest dwudniowe referendum. Dodał, że w lecie Polacy często wyjeżdżają na krótki odpoczynek, a to bardzo zmniejszyłoby frekwencję. "W przypadku dwudniowego referendum nie jest to takie groźne, bo można głosować w sobotę rano albo w niedzielę po powrocie" - powiedział.

Dodał, że pozytywny wpływ na frekwencję może mieć także zachęcenie do głosowania ze strony Kościoła katolickiego.

W najbliższą niedzielę 1 czerwca zostanie odczytany we wszystkich kościołach na terenie całego kraju list biskupów polskich w sprawie wejścia Polski do Unii Europejskiej. Zostanie też odczytane przemówienie Jana Pawła II, które wygłosił 19 maja do rodaków na Placu św. Piotra w Rzymie.

Zdaniem profesora Raciborskiego, ważnym czynnikiem wysokiej frekwencji w wyborach jest też przejrzystość procedury. "Często wyborcy jej nie rozumieją. Jest dużo kandydatów, list, partii, wyborca jest zdezorientowany i rezygnuje z udziału w wyborach. Inaczej w referendum europejskim, gdzie pytanie jest sformułowane precyzyjnie. To ułatwia dokonanie wyboru" - podkreślił rozmówca PAP.

Wyjaśnił, że prosto sformułowane pytanie sprzyja wzięciu udziału w głosowaniu; podobnie jak w wyborach prezydenckich, gdzie jest kilku, a w drugiej turze tylko dwóch kandydatów.

Bardzo ważnym czynnikiem - na który zwraca uwagę prof. Raciborski - jest waga rozstrzyganej sprawy. "Referendum uwłaszczeniowe czy wcześniejsze referenda frekwencyjnie się nie udawały, bo ich waga nie była dla niektórych obywateli istotna bądź nie wierzono, że udział w głosowaniu cokolwiek zmieni" - powiedział Raciborski.

Dodał, że w referendum europejskim waga sprawy wydaje się bardzo wysoka. "Komunikat ten został już przekazany społeczeństwu, a temat Unii jest obecny w rozmowach" - uważa profesor. W jego przekonaniu, w Polsce działa już nacisk otoczenia. "Zdecydowana większość ludzi deklaruje, że pójdzie głosować i że poprze integrację Polski z Unią Europejską. Ludzie są konformistyczni, nacisk społeczny spowoduje, że pójdą do wyborów i wynik referendum będzie pozytywny" - uważa prof. Raciborski.

Według niego, w wyborach najczęściej nie biorą udziału ludzie najmłodsi i najstarsi. Wyjaśnił, że dzieje się tak m.in. dlatego,

że najstarsi wyborcy często bywają niedołężni bądź nie mają poczucia kompetencji i nie wiedzą, jak się zachować podczas

wyborów. Natomiast wyborcy najmłodsi często mają zdystansowany stosunek do świata polityki.

Jednak według profesora Raciborskiego, istnieje szansa, że w referendum europejskim młodzież zmobilizuje się znacznie bardziej niż w dotychczasowych wyborach. "Młodzi przyjmują bowiem argumentację, że wejście Polski do Unii Europejskiej jest dla nich szansą. Mają przy tym świadomość, że nie wszyscy będą głosować za integracją" - powiedział. (PAP)