Sojusz porysował się wewnętrznie

11-07-2018, 22:00

Pod sojuszniczym kotłem buzuje, czego przyczyną stało się objęcie prezydentury przez Donalda Trumpa.

Rada Północnoatlantycka, czyli najwyższa władza Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO), zbiera się znacznie rzadziej od jej odpowiedniczki — Rady Europejskiej. Organ unijny obraduje raz na kwartał, a realnie częściej, organ sojuszu zaś — raz na dwa lata, chociaż ostatnio raz na rok. NATO prowadzi z UE w liczbie państw 29:28, w tym 22 należą do obu struktur. A zatem większość prezydentów/premierów jest przyzwyczajona do specyfiki obu typów szczytów. NATO-wskie przygotowywane są długo, ale trwają krótko, zgodnie z precyzyjnym harmonogramem. Stylem UE są natomiast wielogodzinne nasiadówki nocne, odkładanie na kolejny szczyt decyzji, walka o każde słowo w konkluzjach. Przez siedem dekad NATO budowało swój wizerunek silnej pięści i przyzwyczaiło członków oraz resztę świata, że stanowi decyzyjną jedność.

Zobacz więcej

Polityczną wierchuszkę NATO najbardziej zjednoczył w Brukseli zachwyt nad lotniczą defiladą. Fot. Ludovic Marin

Bezkonfliktowa atmosfera należy już do przeszłości, mimo podtrzymujących fikcję deklaracji polityków.

Znamiona zewnętrzne zostały zachowane, jednak pod sojuszniczym kotłem buzuje, czego przyczyną stało się objęcie prezydentury przez Donalda Trumpa. Obalając wszelkie kanony, postanowił naruszyć także przestrzegany od powstania NATO podział kompetencyjny — sekretarzem generalnym jest polityk europejski, natomiast naczelnym dowódcą sił sojuszniczych w Europie generał (raz był nim admirał) amerykański. Pochodną takiego podziału był duch generalnie europejski w polityce NATO, równoważony amerykańską doktryną militarną. Ten drugi element się utrzymuje, obecny szczyt, zgodnie z projektem USA, np. powołał dwa nowe dowództwa logistyczne. Odtworzone w amerykańskim Norfolk będzie sterowało ruchem nad Atlantykiem, zlokalizowane zaś w niemieckim Ulm — na obszarze Europy. Cóż, sztabów ci u nas dostatek — przecież już istnieją dwa dowództwa strategiczne, w Mons koło Brukseli i we wspomnianym Norfolk, oraz dwa operacyjne — we włoskim Neapolu i holenderskim Brunsumm. O placówce takiej rangi na wschód od Odry i Nysy nie ma mowy, podobnie zresztą jak o stałych bazach z żołnierzami amerykańskimi. Naiwne oczekiwania ekipy tzw. dobrej zmiany okazały się chciejstwem. Pozostaje zadowolić się zatwierdzonym amerykańskim projektem 4 x 30, którego istotą jest utrzymywanie wysokiego poziomu gotowości.

Donald Trump zmianę polityki NATO wmontował w swoje przesłanie „America first”. Zaczął od przejrzenia militarnych wydatków i zapowiedział koniec utrzymywania się europejskich sojuszników na amerykańskim garnuszku. Według wyliczeń NATO, USA przeznaczają na armię 3,5 proc. ogromnego PKB, sam prezydent natomiast ogłosił, że realnie aż 4,2 proc. Trzeba jednak pamiętać, że NATO traktatowo działa wyłącznie powyżej zwrotnika Raka, tymczasem interesy i wydatki amerykańskie obejmują również pas tropikalny oraz południową część globu. W każdym razie obecny prezydent rzucił zawężany dotychczas wątek militarny na szerokie tło amerykańskich interesów gospodarczych. Z punktu widzenia NATO absurdem jest np. uderzenie celne na… traktatowych sojuszników, czyli Kanadę oraz państwa UE. Za absurd do kwadratu wypada uznać uzasadnienie — otóż podstawą prawną obłożenia haraczem NATO-wskiej stali i aluminium stały się uśpione przez wiele lat przepisy o.. amerykańskim bezpieczeństwie narodowym. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Polityka / Sojusz porysował się wewnętrznie