Soki wróciły na szczyt… i pną się wyżej

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2016-09-27 22:00

Jedna z nielicznych kategorii, w których Polska pod względem konsumpcji nie odstaje od Zachodu, wciąż ma potencjał — warzywny i superowocowy.

W tym roku sprzedaż soków, nektarów i napojów owocowych (SNN) po raz pierwszy przekroczy poziom z… 2010 r. — podaje KPMG za firmą badawczą Euromonitor International. Wydamy na nie ponad 6 mld zł wobec 5,94 mld zł w 2010 r., a zdecydowana większość producentów przepytana przez KPMG mówi o dobrej lub bardzo dobrej sytuacji w branży. — Od trzech lat branża odnotowuje wzrost, a odzyskanie rynku to ciężka praca edukacyjna, czyli informowanie o walorach soków, a także marketingowa i dystrybucyjna. W odróżnieniu od innych rynków europejskich, gdzie wciąż widać zniżki, u nas przyniosła efekty — komentuje Julian Pawlak, prezes Krajowej Unii Producentów Soków.

None
None

Czołówka a sufit

SNN to jedna z nielicznych spożywczych kategorii, w których pod względem konsumpcji na mieszkańca (wolumenowo) nie jesteśmy daleko w tyle za krajami zachodnimi, jak np. w przypadku wody, napojów gazowanych, energetyków czy mrożonej herbaty. Statystyczny Polak wypił w ubiegłym roku 35 litrów SNN, litr mniej niż europejski lider, czyli Niemiec. Wydał na nie jednak 37 EUR wobec 65 EUR sąsiada zza Odry. Większość, bo 57 proc. przepytanych przez KPMG przedsiębiorców, spodziewa się 6-10-procentowego wzrostu wolumenu w tym roku, a 43 proc. przewiduje 2-5-procentową dynamikę.

— W tym roku sokom sprzyja duża podaż owoców w atrakcyjnych cenach, co przekłada się na cenę produktu finalnego, która ma duże znaczenie dla polskiego konsumenta. Zdajemy sobie sprawę, że przy tak wysokiej konsumpcji dalszy wzrost nie będzie spektakularny, ale cały czas jest możliwy. Sufitu jeszcze nie widzimy — twierdzi Julian Pawlak.

Tłok jak w tłoczni

Za najjaśniej świecącą gwiazdę kategorii uznawane są soki nie z koncentratu (NFC). W Polsce ta gwiazda dopiero wschodzi — przypada na nią tylko 2 proc. rynku wolumenowo, a 4 proc. wartościowo, podczas gdy we Francji ponad połowa, a w Wielkiej Brytanii prawie połowa wartościowo i niemal 40 proc. pod względem wolumenu.

— Boom jest, więc przybywa graczy — wielu sadowników zajęło się produkcją, do branży dołączyły też koncerny. Na razie jednak szybciej niż konsumpcja rośnie produkcja. W ubiegłym roku po raz pierwszy nie udało mi się znacząco zwiększyć obrotów, w tym roku na razie też jest stabilnie, a z rozmów z innymi producentami wynika, że już zaczęły się przetasowania i część linii do tłoczenia jest na sprzedaż — mówi Krzysztof Maurer z Tłoczni Maurer. Tłumaczy, że to duzi zdecydują o losach tej części rynku.

— Jeśli koncerny zdecydują się na dużą promocję, to konsumpcja urośnie, na czym skorzystają też inni. Na razie jednak widać walkę cenową. Coś, co kiedyś było produktem premium, bywa tańsze od wody butelkowanej. Budzi to słuszne wątpliwości konsumentów co do jakości, co może ich zniechęcić do całej kategorii — twierdzi Krzysztof Maurer.

Co poza NFC jest jeszcze szansą dla producentów? Anna Barabasz-Sawińska, dyrektor marketingu CEE w Grupie Maspex Wadowice, mówi o dynamicznie rosnącym segmencie musów owocowych i niszowym, ale perspektywicznym segmencie soków warzywnych. Jej zdaniem, do zagospodarowania pozostają też cały czas owoce o dużych walorach zdrowotnych, jak aronia czy żurawina. © Ⓟ