„Solidarność" gra na dwa fronty

Szefostwo związku wciąż trzyma sztamę z rządem, jednak sporów między związkowcami „S” a zarządami państwowych przedsiębiorstw jest coraz więcej

W środę 25 lipca przed siedzibą zarządu należących do Grupy Azoty puławskich zakładów azotowych firmowa „Solidarność” zorganizowała pikietę.

Zobacz więcej

OBYŁO SIĘ BEZ TACZEK: Środowy protest „Solidarności” przed biurowcem zarządu zakładów azotowych w Puławach wspierali związkowcy z Poznania, Wrocławia, Łęcznej i Świdnika. Choć uczestnicy pikiety mieli przygotowane taczk (symbol wotum nieufności wobec władz), na razie nie stanęły one przed siedzibą spółki. Fot. Wojciech Pacewicz

— Uczestniczyło w niej 150-200 pracowników — mówi Piotr Śliwa, szef komisji międzyzakładowej „Solidarności” w fabryce.

Związkowcy zorganizowali protest, ponieważ — jak twierdzą — zarząd dopuścił się złamania praw związkowych, szykanowania działaczy i zastraszania ich. Niedawno zwolnił też dyscyplinarnie, zdaniem związkowców — z „absurdalnego powodu”, jednego z szefów „S”. Na przywrócenie go do pracy organizacja czeka do końca tego tygodnia. Od listopada w zakładach trwa pogotowie strajkowe, a komitet strajkowy, który współtworzy „S”, przeprowadza właśnie referendum. Choć jego przedstawiciele deklarują,że strajku nie chcą, nie wykluczają takiej ewentualności. To tylko jeden z wielu przykładów ostatnich sporów na linii „Solidarność” — władze kontrolowanego przez państwo przedsiębiorstwa. Podobne toczą się też na szczeblu całych branż.

Wody się burzą

W czwartek przedstawiciele Krajowej Sekcji Pracowników Gospodarki Wodnej NSZZ „Solidarność” mieli spotkać się z władzami ministerstwa gospodarki wodnej (MGMiŻŚ), by rozmawiać o podwyżkach dla pracowników Wód Polskich. To rządowa instytucja odpowiedzialna m.in. za zatwierdzanie taryf za wodę i ścieki, zarządzanie projektami żeglugowymi oraz przeciwpowodziowymi itp. Arkadiusz Kubiaczyk, przewodniczący branżowej organizacji, twierdzi, że już półtora roku temu wzrost wynagrodzeń obiecał Jan Szyszko, były minister środowiska, zarządzający wówczas gospodarką wodną. Chcą, żeby Marek Gróbarczyk, szef MGMiŻŚ, dotrzymał słowa danego przez rządowego kolegę.

— Chcemy uregulowania zaległych, dodatkowych wynagrodzeń wynikających z podwyżek obiecanych nam półtora roku temu. Zależy nam także na rozmowach o przyszłych podwyżkach — powiedział przed spotkaniem Arkadiusz Kubiaczyk.

W Wodach Polskich pracuje ponad 5 tys. osób liczących na to, że wyższe płace dostaną wstecz, od początku zeszłego roku. Według Michała Kani, dyrektora biura prasowego MGMiŻŚ, aktualny stan finansów Wód Polskich wyklucza podniesienie wynagrodzenia o 850 zł brutto. Również Arkadiusz Kubiaczyk nie spodziewał się porozumienia i jeszcze przed rozmowami zapowiedział na 6 sierpnia akcję protestacyjną w Krakowie. Jeśli nie przyniesie skutków, kolejna może odbyć się w Warszawie. W grę wchodzi też przeprowadzenie referendum strajkowego. Związkowcy wiedzą, że Wody Polskie nie mają pieniędzy na podwyżki, ale liczą, że fundusze zapewni rząd. Szef zakładowej „S” przypomina, że pierwotnie w projekcie prawa wodnego zakładano, iż opłaty związane z gospodarką wodną będą ważnym źródłem przychodów Wód Polskich, ale ówczesna premier, Beata Szydło, nie zgodziła się na podwyżki, więc wpływy zakładane w ocenie skutków regulacji trudno osiągnąć.

— Nie będziemy czekać, aż Wody Polskie zaczną zarabiać — podkreśla Arkadiusz Kubiaczyk.

Przypomina też, że w sektorze gospodarki wodnej brakuje 900 pracowników, a podwyżki są niezbędne, by zdobyć specjalistów. Wczoraj nie udało nam się skontaktować z uczestnikami spotkania w resorcie.

Karuzela nie kręci „S”

Konflikty mają nie tylko płacowe podłoże. Za rządów PiS KGHM ma już trzeciego prezesa. Zaniepokojeni związkowcy z miedziowej „S” jeszcze przed wynikiem ostatniego konkursu napisali list do premiera Mateusza Morawieckiego: „Z ogromnym niepokojem obserwujemy, co dzieje się z klejnotem w koronie polskiej gospodarki, jak jest nazywana Polska Miedź. Od samego początku przejęcia przez PiS władzy politycznej obserwujemy niekończący się eksperyment i karuzelę osób we władzach spółki KGHM i spółek zależnych”.

Wyrazili też zaniepokojenie możliwością powołania prezesa z Warszawy, czyli Marcina Chludzińskiego. Nie poskutkowało — kandydat konkurs wygrał. Z kolei „S” w Lasach Państwowych (LP) protestowała ostatnio przeciwko niedobrym, jej zdaniem, zapisom w projekcie ustawy, na podstawie której miała powstać spółka Polskie Domy Drewniane. Pierwotnie zakładano, że jednym z jej udziałowców będą właśnie LP, które wniosą 300 ha pod budowę. Ostatecznie projektodawca zrezygnował z tego zapisu. Zdaniem Jacka Cichockiego, przewodniczącego Krajowej Sekcji Pracowników Leśnictwa „S”, ewidentnie zabrakło konsultacji społecznych projektu, a opinia wszystkich zainteresowanych, w tym związków zawodowych, powinna być wzięta pod uwagę. „S” leśników protestowała ostatnio na ulicach stolicy. Związkowcy z „S” w obawie o losy stoczni z grupy Gryfia zorganizowali też potężne manifestacje w Świnoujściu. Jeszcze inne podłoże ma konflikt o kopalnię Krupiński. Zakład należy do Jastrzębskiej Spółki Węglowej, ale jako nierentowny został przekazany Spółce Restrukturyzacji Kopalń, co oznacz, że czeka go likwidacja.

Tymczasem reaktywacją kopalni zainteresowała się brytyjska spółka Tamar Resources, która skontaktowała się z Ministerstwem Energii i wyraziła chęć zainwestowania w Suszcu kilkuset milionów złotych i utworzenia ok. 2 tys. miejsc pracy. Pomysły Tamaru bardzo ucieszyły Śląsko-Dąbrowską „Solidarność”. Potencjalny inwestor usłyszał jednak „nie” od ministerstwa, które uznało, że brytyjska firma nie jest wiarygodna. Związkowcy wciąż jednak chcą walczyć o Krupińskiego.

Centrala stoi w rozkroku

Wszystko to się dzieje, choć na szczeblu ogólnokrajowym „Solidarność” nadal ma sojusz z tworzącym rząd Prawem i Sprawiedliwością. Formalną podstawą aliansu jest podpisana jeszcze w 2015 r. umowa programowa, w której związek zobowiązał się popierać ówczesnego kandydata PiS na prezydenta, Andrzeja Dudę. Praktycznie widać to w licznych działaniach i wypowiedziach Piotra Dudy, przewodniczącego „S”.

— W działaniu „Solidarności” widać dualizm. Dół chce szybciej iść do przodu, ale góra go hamuje. Sporów na poziomie spółek jest niewiele. Polska i tak jest pustynią na tle krajów rozwiniętych — uważa Bogusław Ziętek, przewodniczący konkurencyjnego „Sierpnia 80”.

Przypomina, że „S” ma już na koncie nauczkę za „romans z władzą”. Poparcie dla rządu w czasach AWS kosztowało związek utratę wiarygodności i członków.

— Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek — tak z kolei zachowanie „S” komentuje Ryszard Zbrzyzny, szef Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego.

Jego zdaniem, „S” markuje protesty, a w kluczowych kwestiach, np. w kwestii podatku miedziowego, sprzyja rządowi.

— Za czasów AWS było podobnie, bo Marian Krzaklewski, popierając rząd Jerzego Buzka, stał w rozkroku — uważa Ryszard Zbrzyzny.

Sama Komisja Krajowa „S” wydaje się niezdecydowana.

— Częściowo popieramy politykę rządu, ale niestety nie w pełni. Jednym z obecnych krajowych problemów jest odmrożenie odpisu na zakładowy fundusz i wskaźnika wzrostu płac w sferze budżetowej. Teraz już nie prosimy o odmrożenie, tylko żądamy — mówi Piotr Machnica, z biura prezydium KK „S”.

Podkreśla, że akcje protestacyjne i spory, np. w Puławach, Wodach Polskich, Lasach Państwowych, stoczni Gryfia i KGHM, a także wokół przyszłości kopalni Krupiński, dotyczą problemów zakładowych.

— Każda jednostka organizacyjna w zakładzie pracy ma swoją osobowość prawną, a więc decyduje w kwestii zasadności sporu w porozumieniu z właściwym zarządem regionu. Taka struktura, jak komisja krajowa, nie wchodzi w kompetencje zarządu regionu i organizacji związkowych — wyjaśnia Piotr Machnica.

Jacek Cichocki mówi też, że mimo umowy programowej dla związku nie jest ważne, kto sprawuje władzę, bo zawsze reprezentuje interesy pracowników i bierze ich stronę. Gdy tylko widzi, że w firmie są zagrożenia, musi reagować. Związkowiec nie chce komentować rozdźwięku między ogólnokrajową polityką związku a działaniami na poziomie zakładów. Przyznaje jednak, że w ostatnim czasie dostrzega większą aktywność „Solidarności”.

— Akcji jest dziś więcej niż kiedyś i to w bardzo różnych branżach — i wśród pielęgniarek, i policjantów, i sektora chemicznego, i rolników. Dwa lata było dobrze, ale ostatnio coś się zepsuło, coś wyhamowało i pojawiły się niepokojące nastroje — mówi lider związkowy w jednym z protestujących przedsiębiorstw.

OKIEM EKSPERTA

Zmiany kadrowe drażnią związkowców

JANUSZ STEINHOFF, były minister gospodarki i wicepremier w rządzie Jerzego Buzka

Za czasów AWS, gdy w rządzie reprezentacja „Solidarności” była dość liczna, też dochodziło do konfliktów na poziomie branż czy przedsiębiorstw. „S” nie jest hierarchicznym związkiem i branżowe czy zakładowe organizacje mają dużą autonomię.Związkowcy obserwują zmiany kadrowe, które najczęściej mają niemerytoryczny charakter, wynikają z politycznych układów w partii rządzącej. To dla nich bardzo trudne. Dziwię się nawet, że ich protestów z tego powodu jest stosunkowo niewiele. Docierają do nich kolejne sygnały, że gospodarka szybko się rozwija, a stan budżetu jest dobry. To zachęca do wysuwania żądań płacowych, nic więc dziwnego, że jest ich coraz więcej. Trzeba jednak powiedzieć, że choć związkowcy miewają roszczeniowe podejście, to często zachowują się też bardzo racjonalnie.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer, Katarzyna Kapczyńska, Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / „Solidarność" gra na dwa fronty