Czytasz dzięki

Sowiecki nóż w plecy

opublikowano: 16-09-2020, 22:00

W 1939 r. Polska mogła pokonać III Rzeszę. O losach kampanii wrześniowej przesądziła jednak napaść Związku Radzieckiego

Czy wydarzenia sprzed 81 lat mają jeszcze przed nami jakieś tajemnice? Wygląda na to, że nie. O kampanii wrześniowej nakręcono dziesiątki filmów i napisano setki książek. Każdy szczegół wojny obronnej Polski dokładnie prześwietlono, a wnioski z badań podano do publicznej wiadomości i wielekroć powtórzono, zwłaszcza przy okazji kolejnych rocznic niemieckiej agresji. Nawet dziecko wie, że II Rzeczpospolita była za słaba, aby odeprzeć hitlerowską nawałnicę. Ta smutna konstatacja jest dla nas równie oczywista jak to, że Ziemia obraca się wokół Słońca.

Gdyby Armia Czerwona nie przyszła Wehrmachtowi z pomocą, kampania
wrześniowa mogła się potoczyć zupełnie inaczej.
Zobacz więcej

OD TYŁU:

Gdyby Armia Czerwona nie przyszła Wehrmachtowi z pomocą, kampania wrześniowa mogła się potoczyć zupełnie inaczej. Forum

Zaraz, zaraz... Czy II Rzeczpospolita faktycznie była tak słaba? Ten mit od dawna próbuje odkłamać grupa historyków, którzy twierdzą, że w 1939 r. Wojsko Polskie mogło wygrać z Wehrmachtem. Na jego korzyść działały takie czynniki, jak doświadczenie oficerów z poprzednich wojen, determinacja żołnierzy, warunki pogodowe i zdolność przewozowa kolei, a także ogromna przestrzeń, którą musieli zająć Niemcy. Co więcej — wbrew utartym poglądom dysponowaliśmy armią dobrze wyposażoną i uzbrojoną. Nasi chłopcy walczyli z agresorem prawie jak równy z równym. Pomoc Francuzów wydawała się kwestią dni. Szanse na zwycięstwo pogrzebał dopiero najazd Sowietów 17 września.

Z szablą na Tygrysa. Do zbiorowej wyobraźni silniej od faktów przemawiają jednak stereotypy. Przykładem są opisy samobójczych szarż polskiej kawalerii na hitlerowskie czołgi. Wierutne kłamstwo rozpowszechnili niemieccy i włoscy korespondenci wojenni, by zobrazować przewagę technologiczną i militarną III Rzeszy, a jednocześnie pokazać Polaków jako szaleńców. Po wojnie taką narrację kontynuowała propaganda PRL, która z lubością przedstawiała przedwrześniową Polskę jako zgniłe państwo, marnujące życie bohaterskich żołnierzy. Do utrwalania mitu w dużym stopniu przyczynił się Andrzej Wajda, który w swoim filmie „Lotna” z 1959 r. zawarł scenę z atakiem kawalerzystów na hitlerowską formację pancerną. Zachodnie społeczeństwa chętnie podchwytywały takie zmyślenia, bo pasowały do ich poglądów na temat naszego charakteru narodowego (ułańska fantazja posunięta do zwykłej głupoty).

Zdaniem części historyków, np. brytyjskich, nawet jeśli do takich szarż nie doszło, II RP była bezradna wobec nowoczesnej doktryny militarnej spod znaku swastyki. W książce „Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939” tezę tę obala dr Robert Florczyk, historyk wojskowości, były oficer amerykańskiej armii, obecnie konsultant w Waszyngtonie. Uważa on, że ani polskie wojsko nie było tak słabe, ani niemieckie tak mocne, by łatwo można było wskazać zwycięzcę — oczywiście, aż do radzieckiej inwazji (dwóm agresorom naraz nie byliśmy w stanie się oprzeć).

Wehrmacht w wersji beta. Tytułowy Fall Weiss prezentowany jest jako modelowy przykład blitzkriegu (niem. wojna błyskawiczna), tymczasem — zdaniem autora — była to dość konwencjonalna kampania, podczas której Wehrmacht dopiero się uczył, jak używać czołgów i bombowców nurkujących. Popełniał przy tym mnóstwo błędów operacyjnych i taktycznych. Wiele do życzenia pozostawiała także współpraca Luftwaffe z oddziałami lądowymi oraz motywacja żołnierzy. Wyżsi oficerowie wysyłali do Berlina meldunki o niskim morale swoich podkomendnych.

Z tego wszystkiego skrzętnie korzystało pełne ducha bojowego Wojsko Polskie. Czy było ono biedne i zacofane, jak uparcie powtarza większość podręczników? Bynajmniej. Mieliśmy więcej czołgów uzbrojonych w działka niż Brytyjskie Siły Ekspedycyjne we Francji na początku wojny, a żaden historyk nie ośmieliłby się powiedzieć, że ta formacja Jej Królewskiej Mości dysponowała przestarzałą bronią — zwraca uwagę dr Florczyk. Produkowane nad Wisłą działka przeciwpancerne i przeciwlotnicze należały do najnowocześniejszych na świecie i jeszcze latem 1939 r. eksportowaliśmy je do Wielkiej Brytanii. Nasz czołg lekki 7TP górował nad większością lekko uzbrojonych tanków Hitlera. Dumą Polaków był też bombowiec PZL-37 Łoś, lepszy od angielskiego Blenheima i niemieckiego Do 17. Wrogowi ustępowaliśmy tylko w myśliwcach, którego Messerschmitty Bf 109 nie miały sobie równych.

Zagrywka Stalina. Zabrakło nam po prostu szczęścia — a dokładnie Francuzów, którzy wbrew oskarżeniom o zdradę chcieli wypełnić swoje zobowiązanie sojusznicze. Jak w książce „Sowieci nie wchodzą” pisze Tymoteusz Pawłowski, historyk i publicysta, nie mogli uderzyć na Niemców przed 17 września przede wszystkim z powodu fatalnej pogody. Gdyby do ataku doszło, hitlerowcy zatrzymaliby się na linii Wisły lub Bugu. Część dywizji przerzuciliby na zachód. Polacy skoncentrowaliby swoje siły na wschodzie kraju, a główne walki toczyłyby się nad Renem. Stosunek sił każe sądzić, że sukces odnieśliby tam raczej Francuzi. Hitler zostałby zmuszony do zostawienia nas w spokoju i szukania rozwiązań dyplomatycznych. Stalin z pewnością by mu nie pomógł, widząc, że mamy za sobą aliantów.

Oczekiwania na rychły i szczęśliwy koniec wojny miały więc realne podstawy. Najazd bolszewicki rozwiał polskie nadzieje.

Stać cię na więcej
Newsletter autorski Mirosława Konkela
ZAPISZ MNIE
×
Stać cię na więcej
autor: Mirosław Konkel
Wysyłany raz w tygodniu
Mirosław Konkel
Jesteś lepszy, niż ci się wydaje, ale nie tak dobry, jak mógłbyś być. Zapisz się na newsletter - znajdź inspiracje i odpowiedzi na ważne pytania.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane