Przedwczoraj w USA taniały nie tylko akcje Intela, ale przede wszystkim wytwórców urządzeń służących do produkcji półprzewodników. Spadał również kurs rywala Intela — AMD. Rynek doszedł do wniosku, że dobre wyniki Intela w czwartym kwartale są częściowo rezultatem odebrania klientów tej firmie. Wyniki innych spółek nie były dobre. Chociaż Bank of America podał dane nieco lepsze od oczekiwanych, jednak oświadczył, że popyt na kredyty spada, a ilość złych kredytów rośnie. To poważne ostrzeżenie dla sektora bankowego. Dzisiaj znowu raporty podaje wiele firm, a najważniejszy będzie komunikat General Electric. Nie znam wczorajszych wyników spółek, a przecież takie firmy jak IBM czy Microsoft mogą bardzo mocno wpłynąć na rynki trakcie dzisiejszej sesji.
W środę, po raz pierwszy od pięciu sesji rynek amerykański spadł dosyć wyraźnie. To oczywiście nie jest jeszcze dowód, że zbliża się koniec wzrostów, ale należy zwrócić uwagę na reakcję na wyniki spółek. Nie dziwi spadek kursu Apple Computer. Ponowna strata nie nastraja optymistycznie. I mało kto już daje się nabrać na przeróżne odliczanie kosztów, po którym wykazywany jest zysk zgodny z prognozami. Tyle tylko, że spółka zapowiedziała zyski w tym kwartale, a jednak kurs lekko spadł. Zazwyczaj rynek promował takie zapowiedzi mocnym wzrostem wycen. Niepokoić musi również reakcja na wyniki Yahoo! Były dobre, lepsze od prognoz w każdej kategorii i nic złego spółka nie powiedziała o przyszłości, a kurs spadł o ponad 6 proc. Fakt, że był bliski dwuletniego maksimum, ale reakcja rynku martwi. Symantec po bardzo dobrych wynikach wzrósł tylko o 3,4 proc. Tylko, bo jak na amerykańską giełdę to nie jest dużo po znakomitych wynikach — powinno być powyżej 10 proc. Zaczynam podejrzewać, że dobre wyniki są już zdyskontowane w cenach, a inwestorzy tylko marzą o realizacji zysków.
Inwestorów mógł również martwić wzrost cen ropy naftowej — sięgnął dwuletniego maksimum. Zapasy tego surowca w USA spadały kolejny tydzień. Wydaje się, że cena ropy wybija się z formacji flagi, potwierdzając sygnał dany przez odwróconą formację RGR — powinna przekroczyć 40 USD. To będzie podnosiło kursy akcji koncernów paliwowych, ale fatalnie wpływa na całą gospodarkę światową. Ze strefy makroekonomii rynek też nie mógł czerpać pociechy. Fed w swojej Beżowej Księdze (raport oceniający gospodarkę w USA) również nie podał niczego, co mogłoby pomóc rynkowi. Stwierdzono wręcz, że od listopada do chwili obecnej wzrost był bardzo niepewny, zatrudnienie nie rosło, a na drodze do ożywienie piętrzą się liczne trudności.
Czwartkowe dane makro z USA (inflacja i tygodniowa zmiana bezrobocia) nie miały żadnego znaczenia. Dzisiaj za to mogą mieć bardzo duży wpływ na rynki światowe. Bilans handlowy (14.30) zostanie przyjęty obojętnie (może mieć jednak wpływ na notowania dolara), ale warto zawsze popatrzyć, jak wygląda eksport i import. To dużo mówi o stanie gospodarki. Prognozowany jest deficyt wysokości 36,4 mld USD. Dużo bardziej istotne dane rynek dostanie o 15.15. Wtedy dowiemy się, jak wyglądało wykorzystanie potencjału przemysłowego w grudniu (prognoza 75,7 proc.) oraz dynamika produkcji przemysłowej (prognoza + 0,2 proc.). Prawdopodobnie najmocniej rynek zareaguje na wstępny odczyt indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan w styczniu. Rynek oczekuje niewielkiej poprawy z 86,7 do 87 pkt.
Indeksy w Eurolandzie trzymały się blisko zera, ale po północnej stronie. Inwestorzy wiedzieli, że nie mają powodu do podejmowania gwałtownych decyzji. Nasz rynek zachował się dziwnie — w czasie sesji pojawiła się panika sprowadzająca WIG 20 do ujemnej, 2-proc. zmiany wartości. Rynek się już nie podniósł. Fundusze były wyraźnie przestraszone reakcją rynku amerykańskiego nawet na dobre wyniki spółek. Dzisiaj wzrost możliwy będzie jedynie wtedy, jeśli nastąpiła wyraźna poprawa nastroju w USA. Uważam jednak, że nawet jeśli tak się stanie, będzie to jedynie odbicie.