Spadki na rynkach szybko nie znikną

Kamil Koprowicz
opublikowano: 07-03-2012, 00:00

Druga runda pomocy dla banków nie przyniosła ulgi rynkom. Inwestorzy mają kolejne powody do sprzedaży akcji i złotego

Na rynkach finansowych w ostatnich dniach znowu zrobiło się nerwowo. Wczorajsza sesja na europejskich giełdach płynęła pod kątem spadków. Czerwony kolor zagościł na prawie wszystkich parkietach Starego Kontynentu. Po godz. 15 niemiecki DAX tracił ponad 1,5 proc., francuski CAC ponad 2 proc., londyński indeks FTSE 1 proc., a WIG20 1,3 proc. Kurs złotego wobec głównych walut spadał już 4 sesję z rzędu. Inwestorzy na rynku forex musieli płacić za euro 4,16 zł, kurs dolara wzrósł do 3,17 zł, a notowania franka szwajcarskiego przekroczyły ważną granicę 3,45 zł. Od początku miesiąca złoty stracił już 12 groszy względem dolara, 6 groszy do euro i 5 groszy względem franka szwajcarskiego.

Czerwono na dłużej

Inwestorzy skupiają się na złych wiadomościach, mimo drugiej rundy wsparcia banków przez EBC i kolejnych dobrych danych z USA. Na rynkach znowu rośnie niechęć do ryzyka, co wpływa negatywnie na polską giełdę i notowania złotego. Analitycy nie oczekują rewelacji w najbliższym czasie. Obecne spadki na rynkach mogą zagościć na dłużej.

— W lutym polska giełda dostała zadyszki, inwestorzy omijali nasz rynek i kierowali kapitał do Rosji. Do zakupów zniechęcała sprzedaż udziałów PGE i obawy o podobne transakcje w innych spółkach skarbu państwa. Obecnie oczekuję kilku tygodni słabego rynku. W USA spodziewam się korekty po silnych zwyżkach z ostatnich miesięcy — mówi Szymon Ożóg, szef działu analiz Espirito Santo Investment.

— Nie widzę przełomu na rynku i zmiany trendu na spadkowy. Niestety na lepszą sytuację będziemy musieli jeszcze poczekać,nawet kilka tygodni. Dobre nastoje na GPW powinny powrócić, po zakończeniu korekty spadkowej na Wall Street — dodaje Piotr Kaczmarek, analityk BDM.

Powodów nie brakuje

Mimo rozwiązania głównych bolączek rynku inwestorzy nadal mają kilka powodów do zamykania pozycji. Jeszcze w poprzednim tygodniu szef Fedu Ben Bernanke przy okazji półrocznego raportu o polityce monetarnej oddalił perspektywę przeprowadzenia operacji QE3 — kolejnej rundy wsparcia rynku dolarami. Kiepskie wiadomości napłynęły również ze Starego Kontynentu.

— Ostatnie dane makroekonomiczne z Europy nie napawają optymizmem. Wartości wskaźników PMI uległy pogorszeniu, a dane ze Stanów Zjednoczonych mają mieszany wydźwięk. Atmosferę podgrzewa wysoka cena ropy i wiadomości o słabnącej gospodarce Chin — tłumaczy Szymon Ożóg.

Kurs złotego będzie spadał

Na negatywne czynniki zwraca uwagę Marek Rogalski z DM BOŚ Banku. Według analityka, pierwsza fala strachu na rynku walut ma utrzymać się do czwartku. Tego dnia zostanie podana wysokość umorzenia greckiego długu przez wierzycieli. Jeżeli udział wierzycieli osiągnie zakładany przez rząd 90 proc., rynek skupi się na innych problemach. Niższa wartość wywoła obawy o drugi pakiet pomocy dla Grecji.

— Potem rynek może obawiać się rosnących cen ropy. Faktyczny wpływ ropy na gospodarkę wyjaśnią dane z USA za marzec. Na przełomie kwietnia i mają inwestorzy mogą reagować nerwowo na zbliżające się wybory prezydenckie we Francji i parlamentarne w Grecji — uprzedza Marek Rogalski. Analityk podchodzi sceptycznie do dalszych notowań polskiej waluty.

— W średnim terminie kurs złotego może spaść do 4,22-4,28 zł za euro, 3,20-3,28 zł za dolara i 3,47-3,51 za franka szwajcarskiego. Spodziewam się utrzymania nerwowych nastrojów na rynku do końca maja. Wówczas euro może kosztować nawet 4,35 zł, dolar 3,43 zł a frank 3,58 zł — dodaje Marek Rogalski.

Szczyt Dow Jones jak przed krachem

Większość amerykańskich inwestorów przyjęła pokonanie przez Dow Jones Industrial 13 tys. pkt w zeszłym tygodniu jak święto. Ostatni raz kurs indeksu był tak wysoko w maju 2008 r. Wskaźnik obejmujący spółki przemysłowe zostawił w tyle indeks Dow Jones transportation. Według amerykańskich analityków, ta sytuacja może oznaczać kłopoty dla rynku. Dow Jones Industrial obejmuje największe i najbardziej stabilne finansowo spółki z sektora przemysłowego. Wskaźnik Dow Jones transportation, pradziadek wszystkich amerykańskich indeksów, powstał w 1884 r. W jego skład wchodzą spółki z przemysłu kolejowego, transportu morskiego i lotniczego. Analitycy z USA, w celu powiązania notowań Dow Jones Industrial z zachowaniem innych indeksów, prześledzili zachowanie rynku kilkadziesiąt lat wstecz. Notowania spółek transportowych spadły o 3 proc. w lutym, w tym samym czasie notowania Dow Jones Industrial wzrosły o 2,5 proc. Z reguły obydwa indeksy notują szczyty w tym samym czasie. Wyjątki nie napawają optymizmem. Według analizy technicznej, sytuacja, w której jeden z indeksów zbliża się do szczytów, a drugi spada, oznacza ciężkie czasy dla rynku. Tak bowiem było przed paniczną wyprzedażą na Wall Street w 1929, 1937 i 2000 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Koprowicz

Polecane