Spece od ciepła i wody

Sylwester Sacharczuk
opublikowano: 16-07-2008, 00:00

Jeden był lepszy z teorii,drugi z praktyki. Tak powstała firma, która w swej branży w północno-wschodniej Polsce nie ma sobie równych.

Spółka Nikot z Białegostoku

Jeden był lepszy z teorii,drugi z praktyki. Tak powstała firma, która w swej branży w północno-wschodniej Polsce nie ma sobie równych.

Przedsiębiorstwo instalacyjne Nikot to największa na Podlasiu firma wykonująca wszelkie prace związane z instalacjami sanitarnymi i grzewczymi. Od centralnego ogrzewania, kotłowni i robót wodno-kanalizacyjnych po wentylację, klimatyzację i oczyszczalnie. Właściciele spółki, Mikołaj Nikołajuk i Antoni Otapowicz, skończyli to samo technikum w Białymstoku. Tu zostali technikami wyposażenia sanitarnego. Potem ich drogi się rozeszły, ale pracowali w jednej branży. Od końca lat 80. prowadzili zakłady instalatorstwa sanitarnego. Zaczęli ze sobą współpracować, aż padła myśl, aby działać jako jedna firma.

— W pewien sposób uzupełnialiśmy swoje umiejętności. Ja od lat działałem jako wykonawca, z kolei Mikołaj bardziej pracował nad teorią i wykonywał prace biurowe. I to było doskonałe połączenie naszych doświadczeń. Oczywiście duże znaczenie miało też połączenie zasobów finansowych, co pozwoliło na prężniejsze działanie w tej branży — opowiada współwłaściciel spółki Antoni Otapowicz.

Do powstania spółki doszło w 1994 roku. Nazwa Nikot pochodzi od pierwszych członów nazwisk właścicieli.

— Kiedy jeszcze prowadziliśmy zakłady samodzielnie, były to lata kryzysowe, największym problemem rynku był brak materiałów. Brakowało dosłownie wszystkiego. Jednak z naszą fuzją trafiliśmy na dobry moment. Gospodarka zaczęła działać bardziej dynamicznie, wchodziły nowe technologie i materiały, było więcej zamówień — wspomina Mikołaj Nikołajuk, drugi współwłaściciel.

Rozwinęli skrzydła

Firma zaczęła od wymiany instalacji centralnego ogrzewania i wodno-kanalizacyjnych. Wykonywała je w PRL-owskich blokach z wielkiej płyty, a także w domkach jednorodzinnych. Nikot rozwijał się i stale poszerzał ofertę. Doszły prace związane z wentylacją i klimatyzacją, wykonywaniem kotłowni i oczyszczalni ścieków.

— Niewątpliwie przełomem w naszej działalności było rozpoczęcie współpracy w roli podwykonawców u generalnych wykonawców dużych inwestycji. To pozwoliło nam rozwinąć skrzydła — mówi Mikołaj Nikołajuk.

Spółka realizowała prace instalatorskie w mieszkaniach, ale także w szpitalach, szkołach, przedszkolach, salonach samochodowych czy urzędach. Świetna passa zaczęła się dla niej z początkiem tego wieku.

— Przyszedł czas na dużo większe zamówienia i coraz większe obroty. Firma się rozrosła i w 2003 roku musieliśmy zmienić siedzibę, bo dotychczasowa była już zbyt mała. Również wejście Polski do Unii Europejskiej poprawiło naszą sytuację. Budownictwo ruszyło dynamicznie do przodu, pojawiło się wielu inwestorów z zagranicy, wzrosła liczba zamówień — opowiada Nikołajuk.

W każdych warunkach

Jednak za najlepszy w historii firmy współwłaściciele uznają rok ubiegły.

— Podpisaliśmy i zrealizowaliśmy kilka ważnych umów, między innymi na bardzo duże galerie handlowe. Nie muszę dodawać, że są to obiekty, które wymagają mnóstwa prac instalacyjno-sanitarnych. W związku z tym przez rok nasze obroty zwiększyły się o 150 procent — zwraca uwagę Mikołaj Nikołajuk.

Nikot skupia się na rynku podlaskim, chociaż realizował też inwestycje w aglomeracji warszawskiej. Dziś firma ma na swoim koncie wszystkie rodzaje prac związanych z instalacjami sanitarnymi i grzewczymi.

— Nie chcę, aby zabrzmiało to źle, ale w tej branży chyba nie ma problemu, którego nie potrafilibyśmy rozpracować. Przerobiliśmy już wszystkie możliwe zagadnienia. Skomplikowane jest na przykład wykonywanie oczyszczalni — ze względu na bardzo zaawansowane technologie. Czasem trafiamy na trudne warunki, kiedy przykładowo trzeba wykonywać roboty w godzinach pracy zakładu. Niedawno robiliśmy salę operacyjną w szpitalu klinicznym, który ciągle musiał być otwarty — i sobie poradziliśmy. Wszystkie warunki bezpieczeństwa i higieny zostały zachowane — mówi Nikołajuk.

Zwraca uwagę, że szybkość prac firmy zależy od zaawansowania robót ogólnobudowlanych.

— Najprostszy przykład: nie powiesimy grzejnika, jeśli ściana za nim nie jest otynkowana — tłumaczy Nikołajuk.

Rewolucja w branży

Instalatorstwo sanitarne to bardzo trudna branża.

— Trzeba walczyć o rynek, bo konkurencja jest duża, a zleceń niewiele. Po prostu nie ma ustabilizowanego pakietu zamówień. Problemem jest — jak chyba w każdej branży — brak fachowców. Mamy trudności ze znalezieniem dobrych monterów, spawaczy, bo sporo wykwalifikowanych osób wyjechało za granicę. I przez to, że dobrych pracowników jest tak mało, ich płace automatycznie idą w górę. Z kolei średnich i słabych robotników jest bardzo dużo — uważa Otapowicz.

W ciągu kilkunastu lat branża instalatorstwa sanitarnego przeszła rewolucję.

— Zmieniły się technologie, co przekłada się na szybsze wykonanie robót. W latach 90. nowoczesne techniki dopiero zaczynały do nas wchodzić, dziś są już niemal standardem. Oczywiście mają swoją cenę, ale dają znacznie lepszą jakość. Zupełnie inaczej wygląda też budowa mieszkań czy obiektów handlowych — dziś mamy wyższe standardy przeciwpożarowe i bezpieczeństwa. Choćby instalacje tryskaczowe, czyli stałe urządzenia gaśnicze, są praktycznie w każdym obiekcie — mówi Nikołajuk.

Jaka jest przyszłość firmy?

— W budownictwie mieszkaniowym widać stagnację. Jeśli chodzi o obiekty handlowo-usługowe, to na podlaskim rynku, gdzie głównie działamy, w ostatnim czasie stanęło ich więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Kolejne się budują, ale niebawem rynek zostanie nasycony. Natomiast będą realizowane kolejne obiekty przemysłowe. W tym widzimy przyszłość — mówi Mikołaj Nikołajuk.

Po pracy regeneracja

Firma przygotowuje się do kilku poważnych inwestycji.

— Jednak czy do nich dojdzie? Wszystko zależy od rozstrzygnięcia przetargów. Nasz dział przygotowania produkcji już teraz usilnie pracuje nad ofertami — przekonuje Nikołajuk.

Ale życie to nie tylko praca. Kiedy już współwłaściciel Nikota wychodzi z biura i znajduje wolny czas, stawia na wypoczynek i rekreację.

— Grywam w tenisa ziemnego. Co najmniej raz w tygodniu spotykamy się ze znajomymi na grę. Poza tym mam działkę, 30 km za miastem, i tam często przebywam z rodziną. Działka i tenis — to akumulatory, które wciąż dają mi energię do pracy — kończy Mikołaj Nikołajuk.

Sylwester Sacharczuk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwester Sacharczuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu