Spekulanci na budowach

opublikowano: 30-01-2018, 22:00

Drogowa dyrekcja chce wyłączyć z kontraktów przepisy pozwalające je zmienić w razie wystąpienia nieprzewidzianych zdarzeń.

Najnowsze specyfikacje przetargowe Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) budzą zastrzeżenia firm budowlanych. Strabag zaskarżył je w Krajowej Izbie Odwoławczej (KIO), a Polski Związek Pracodawców Budownictwa (PZPB) przygotowuje pismo i zamierza poprosić dyrekcję o zmianę zapisów.

Rafał Bałdys-Rembowski, wiceprezes PZPB
Zobacz więcej

Rafał Bałdys-Rembowski, wiceprezes PZPB Marek Wiśniewski

Chodzi o to, że GDDKiA chce wyłączyć z kontraktów trzy artykuły Kodeksu cywilnego. Pozwalają one zmienić sądownie zapisy umowy albo ją rozwiązać, jeśli w trakcie realizacji nastąpiły nieprzewidziane, nadzwyczajne okoliczności rynkowe, których efektem może być poniesienie rażącej straty.

Z pozycji siły

Strabag twierdzi, że wyłączając te przepisy, GDDKiA wykorzystuje dominującą pozycję wobec wykonawców oraz pozwala składać oferty spekulacyjne.

„Zamawiający stawia wymóg uwzględnienia w ofercie przetargowej okoliczności, które nie zostały przewidziane w warunkach umowy czy opisie przedmiotu zamówienia. Oczekuje od wykonawców skalkulowania w ofercie ryzyk niemożliwych do zidentyfikowania na etapie przygotowania (…) tym samym pozwala na składanie ofert o charakterze spekulacyjnym” — napisała Kamila Kubek z CML Construction Services, reprezentująca Strabag przed KIO. GDDKiA podkreśla, że wyłączenie z kontraktów przepisów Kodeksu cywilnego ma związek „z wprowadzeniem waloryzacji umownej”.

W umowach na budowę dróg została wprowadzona indeksacja wartości ofert o wskaźnik wzrostu cen. Przedstawiciele branży budowlanej podkreślają jednak, że sięga on zaledwie 1 proc., więc trudno go uznać za nieprzewidywalny. Zapewniają też, że GUS wylicza go na podstawie historycznej wartości cen proponowanych przez firmy w ofertach. Realny wzrost cen materiałów budowlanych jest znacznie wyższy i wskaźnik waloryzacji go nie odzwierciedla.

Rafał Bałdys-Rembowski, wiceprezes PZPB, uważa, że plan wyłączenia przez GDDKiA przepisów Kodeksu cywilnego jest pokłosiem niedawno wygranej sądowej batalii przez grupę PORR. Spółka wygrała prawomocnie z dyrekcją proces dotyczący roszczeń będących efektem wzrostu cen asfaltu w latach 2009-12. Zgodnie z Kodeksem cywilnym wykazała, że była to nieprzewidywalna okoliczność, która spowodowała poniesienie rażącej straty. Obecne wyłączenie przepisów wprawdzie nie zamknie firmom budowlanym możliwości dochodzenia roszczeń w sądzie, ale trudno będzie powoływać się na nie, by uzasadnić wniosek o zadośćuczynienie.

Brak swobody

Prawnicy podzielają obawy wykonawców.

— GDDKiA zdecydowała się na zastosowanie tzw. klauzul adaptacyjnych, co oznacza, że wyłącza stosowanie przepisów powszechnie obowiązujących, wprowadzając własne zasady waloryzacji wynagrodzenia. Takie rozwiązania są uzasadnione, o ile obie strony umowy mają równe prawa w kształtowaniu postanowień umownych. Umowy o zamówienie publiczne mają jednak niewiele wspólnego z zasadą swobody umów, mają raczej charakter kontraktów adhezyjnych, których postanowienia jednostronnie narzuca zamawiający, ignorując treść klauzul umownych proponowanych przez wykonawców — twierdzi Tomasz Michalczyk, radca prawny w Praktyce Infrastruktury i Energetyki Domański Zakrzewski Palinka.

Jego zdaniem, działania GDDKiA są sprzeczne z postulowanym przez wykonawców oraz deklarowanym przez samą dyrekcję przywróceniem równowagi kontraktowej stron w zamówieniach publicznych oraz mogą naruszać zasadę ekwiwalentności świadczeń. To miecz obosieczny, groźny zarówno dla inwestora, jak też firm budowlanych.

— Wprowadzone zmiany będą miały negatywne skutki i dla wykonawców, i dla zamawiających. Wykonawcy zostaną pozbawieni instrumentów ochrony wynikających z przepisów Kodeksu cywilnego, co przełoży się na wyższą wycenę ryzyka związanego z realizacją umów, a w konsekwencji wyższe ceny ofertowe. Wykonawcy, którzy takiego ryzyka odpowiednio nie wycenią, będą natomiast przejawiać większą skłonność do odstępowania od umów, aby w ten sposób minimalizować straty, które mogą wynikać na przykład z nieprzewidywalnych zmian cen materiałów budowlanych czy usług podwykonawców — uważa Tomasz Michalczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Spekulanci na budowach