Spekulanci przerzucili się na mniejsze i płynne spółki

Tomasz Furman, Sebastian Gawłowski
23-11-2001, 00:00

W centrum zainteresowania giełdowych spekulantów znalazły się ostatnio walory małych spółek. Gracze, którzy wykreowali na nich duży popyt, mogli osiągnąć kilkadziesiąt procent zysku na jednej sesji, kosztem nieświadomych uczestników rynku.

Maklerzy obserwujący notowania na GPW wskazują, że indywidualni gracze, nastawieni na szybki zysk, jeszcze przed kilkoma dniami — podobnie jak inwestorzy finansowi — handlowali głównie papierami spółek zaliczanych do indeksu WIG 20. Zmiana cen akcji skłoniła ich jednak do zmiany obiektów zainteresowania.

— Niepokoi, że gwałtownym wahaniom ceny ulegają też spółki wchodzące w skład WIG 20: jak Elektrim czy Netia. To wpływa na notowania głównych indeksów — mówi Rafał Gębicki, dyrektor inwestycyjny Concordii.

— Obecne kursy nie zachęcają inwestorów indywidualnych do kupna akcji blue chipów, a finansowych do ich sprzedaży. Z tego powodu ci pierwsi postanowili poszukać innych celów. Jak wskazują ostatnie sesje, w kręgu ich zainteresowania znalazły się takie spółki jak 4 Media, EBI, Ocean czy TIM — uważa Jarosław Pietraszko, makler DM Polonia Net.

Jego zdaniem, taki proces stał się możliwy głównie ze względu na poprawę koniunktury giełdowej. Gracze handlujący walorami małych spółek w krótkim okresie potrafią dobitnie zaakcentować swoją obecność. To nikogo nie dziwi, bo do wywołania hossy na takich papierach wystarczy posiadać tylko 150 tys. zł.

— Warto zwrócić uwagę na jeden fakt: mimo że grono spółek giełdowych, które mają poważne kłopoty, jest liczne, dotychczas niewiele zbankrutowało lub zostało wycofanych z rynku. Niektóre mają naprawdę duże szanse wyjścia z kryzysu, co sprawia, że jest szansa na osiągnięcie nawet kilkuset procent zysku w bardzo krótkim czasie. Tego się nie da osiągnąć na walorach większych spółek. Są one opanowane przez dużych inwestorów, którzy mają swoje własne interesy. Nam zostają małe, ale płynne spółki z szansą na duży zysk — wyjaśnia swoje motywy jeden z graczy.

Metody na sprowokowanie zwyżki notowań akcji są wbrew pozorom bardzo proste.

— Składa się jednocześnie zlecenia kupna i sprzedaży na walory tej samej spółki, jednak nie po identycznej cenie. Budowany jest popyt i prawie natychmiast pojawiają się kolejni chętni do kupna po coraz wyższych cenach. Gdy cena zbliży się do maksymalnego poziomu widełek, składa się zlecenie kupna na minimalną liczbę akcji — może być nawet jedna — i następuje równoważenie kursu — tłumaczy gracz.

Jarosław Pietraszko pociesza, że proceder sztucznego windowania kursu nie zawsze się udaje. Zwraca jednak uwagę, że trudno złapać winnych za rękę.

— Bardzo trudno rozróżnić działania celowe od tych, które są wynikiem przypuszczeń całego rynku lub pewnej grupy inwestorów — mówi Jarosław Pietraszko.

Windowanie kursu nie zawsze się jednak udaje. Przy takich operacjach poziom ryzyka i potencjalnych strat jest jednak bardzo wysoki. Narażeni są na nie głównie ci, którzy zdecydują się na kupno gwałtownie rosnących akcji, licząc na dalszy wzrost kursu. Nagły zwrot kursu może zaskoczyć ich z pełnym portfelem.

Okiem eksperta

Zarobią tylko najszybsi

Spekulacje zazwyczaj dotyczą podmiotów małych, o rozdrobnionym akcjonariacie, wokół których było wcześniej dużo szumu informacyjnego. Wtajemniczona grupa skupuje akcje, które pozwolą jej na kreowanie obrotu. Po zainwestowaniu około 1/3 środków, pozostałe angażują w zawieranie transakcji na coraz wyższych poziomach cenowych, zwiększając wolumen obrotów. Niewtajemniczeni gracze dołączają do tego przedsięwzięcia, oczekując na dalsze wzrosty. Gdy cena i popyt osiągną odpowiedni poziom, zainteresowani gracze zamykają swoje pozycje.

Jarosław Pietraszko - makler DM Polonia Net

Rośnie skala zjawiska

Wporównaniu z giełdami światowymi określiłbym to zjawisko jako wczesna spekulacja. Gracz nastawiony na maksymalizację zysku w jak najkrótszym terminie, ponosi nieporównanie wyższe ryzyko niż inwestorzy o dłuższym horyzoncie inwestycyjnym. Najczęściej chodzi o wykorzystanie przewagi tzw. insidingu, czyli informacji o spółce, które nie są znane szerokiemu rynkowi. W przypadku naszej giełdy spekulanci stanowią proporcjonalnie większą grupę niż na rynkach rozwiniętych. Na GPW jednak jest relatywnie więcej spółek o niepewnej przyszłości.

Rafał Gębicki - dyrektor inwestycyjny Concordii

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Furman, Sebastian Gawłowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Spekulanci przerzucili się na mniejsze i płynne spółki