Spekulanci słono zapłacą za gierki

Grzegorz Nawacki
30-01-2009, 00:00

Sprzedaż akcji, zmiany

Zarządzający krytykują spółki i nadzór za utrzymywanie

niepewności na rynku

Sprzedaż akcji, zmiany

we władzach, nieudzielanie

absolutorium i pozwy o odszkodowanie — to reakcja instytucji na toksyczne opcje.

Zacieśnia się pętla na szyi spó-łek, które spekulowały na opcjach walutowych lub CIRS. Złości nie kryją zarządzający funduszami i zapowiadają działanie. Jeśli dotrzymają słowa — będzie bolało.

— Badamy problemy spółek z opcjami i na pewno będziemy reagować. Mamy kilka możliwości, począwszy od sprzedaży akcji do głosowania przeciw udzieleniu absolutorium władzom — mówi Ewa Radkowska, zarządzająca i członek zarządu ING OFE.

— Możliwe, że będziemy wnioskować o zmiany w składzie zarządów i rad nadzorczych — dodaje Cezary Iwański, wiceprezes Pioneer Pekao Investment Management.

— W interesie klientów możemy też dochodzić odszkodowań od zarządów spółek. Sprawa jest bowiem oczywista. W raportach półrocznych firmy opisują politykę zabezpieczeń. Jeśli informacje tam się znalazły, to wszystko, jest w porządku. Jeśli nie to znaczy, że firma postępuje nieetycznie. My staramy się nie mieć udziałów w spółkach, które działają nieetycznie — mówi Tomasz Jędrzejczak, prezes i zarządzający Legg Mason TFI.

O co tu chodzi

Zarządzający stracili cierpliwość, bo afera z opcjami wywraca fundamenty, na których budują strategie.

— Dzięki osłabieniu złotego eksporterzy powinni notować świetne wyniki. Tymczasem niektórzy mają problemy lub stoją na skraju bankructwa. To irracjonalna sytuacja — mówi Jarosław Niedzielewski, szef departamentu zarządzania DWS TFI.

Wszyscy zarządzający podkreślają, że to nie opcje są problemem, lecz nieprofesjonalne działanie firm, które używały ich do spekulacji, a nie zabezpieczania ryzyka, a na dodatek ukrywały to przed rynkiem.

— Są spółki, np. Famur, które prowadziły hedging wzorowo, a ich kłopoty to tylko wynik nieoczekiwanego załamania na rynku walutowym. W takich przypadkach trudno mieć pretensje. Ale wiele poniosło straty, bo wykorzystywały opcje do spekulacji — zauważa Szymon Ożóg, zarządzający portfelem akcyjnym ING OFE.

— Nie jest problemem to, że spółka straciła na zabezpieczeniu ryzyka. Firmy powinny się zabezpieczać. Problem w tym, że niektóre robiły to nieefektywnie, najprostszym i najtańszym sposobem. Kluczowe jednak czy właściwie poinformowały o swoich działaniach — mówi Tomasz Jędrzejczak.

Na aferze z opcjami w oczach zarządzających straciły też banki.

— Inaczej patrzymy na banki, które były najaktywniejsze w namawianiu firm do tego typu transakcji. Świadczy to o tym, że nie zależy im na budowaniu trwałych relacji z klientami, lecz szybkim zwiększeniu sprzedaży. A to nie jest dobra strategia. Na dodatek teraz same banki muszą robić odpisy, co odbija się na ich wynikach — mówi Szymon Ożóg.

Przyznać się

Zarządzający są zbulwersowani faktem, że choć afera z opcjami wybuchła w październiku, to do dziś nie wiadomo, kto i na jaką skalę ucierpiał.

— Zaufanie do wielu firm zostało mocno nadwątlone, bo brakuje wyczerpujących odpowiedzi na pytanie o skalę i konsekwencje zjawiska. To niedopuszczalne. Spółki powinny jak najszybciej poinformować o tym, czy zawierały tego typu transakcje i jaki będą one miały wpływ na wynik. Zwróciliśmy się w tej sprawie do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), by wymusiła to na spółkach, ale na razie bez skutku — mówi Ewa Radkowska.

Obrywa się także KNF. Pod koniec 2008 r. przepytała spółki o zaangażowanie w opcje i zakomunikowała, że 99 przyznało się do takich transakcji. Mimo nawoływań nadzorcy do wczoraj przyznało się zaledwie 38.

— To, że kilka tygodni temu powstała lista, ale do dziś jest tajna i nie wiadomo, które spółki się na niej znajdują, jest niebezpieczne dla rynku. Strach pomyśleć, co by było, gdyby lista wyciekła. KNF powinna wymusić na spółkach ujawnienie informacji — mówi Jarosław Niedzielewski.

— Listę widziało tylko kilka osób i nie ma ryzyka przecieku. W KNF mamy dostęp do wielu informacji i nigdy nie było przecieków — zapewnia Łukasz Dajnowicz z KNF.

Przedstawiciel nadzoru dodaje, że urząd może ukarać spółkę jedynie wówczas, jeśli dopatrzy się nieprawidłowości w komunikatach.

— Cieszy nas, że KNF zamierza przyjrzeć się uważnie postępowaniu spółek. Mam tylko nadzieję, że ewentualne kary dotkną zarządy, a nie spółki. Kara dla spółki to de facto kara dla jej akcjonariuszy — mówi Tomasz Jędrzejczak.

Okiem nadzoru

Łukasz Dajnowicz

Urząd Komisji Nadzoru Finansowego

Musimy czekać na raporty kwartalne

Inwestorzy nie powinni oczekiwać 99 komunikatów ze spółek, które przyznały nam się do zawarcia transakcji opcyjnych. Wszystko zależy od tego, jaki wpływ ma transakcja na wynik spółki. Jeśli nieistotny, to nie ma obowiązku opublikowania komunikatu. Odpowiedzialność za politykę informacyjną ponoszą spółki. KNF posiada jedynie jednostronną informację na temat ekspozycji z tytułu posiadanych otwartych pozycji. Ale nie ma informacji, jaki mają one wpływ na ostateczny wynik finansowy, bo przecież często jest to pozycja zabezpieczająca, a nie spekulacyjna. Dopiero raporty kwartalne pozwolą na ostateczną ocenę. Dlatego uważnie przyjrzymy się im. Jeśli dostrzeżemy nieprawidłowości, będą kary — na spółki i dopiero potem, jeśli doszło do rażącego niedopełnienia , można karać członków zarządu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Spekulanci słono zapłacą za gierki