Rosnąca w Unii Europejskiej armia polskich gastarbeiterów doświadcza mieszanych uczuć. Pracują dla obcych, bo nie znaleźli zarobkowej szansy w kraju. Mając styk z surowymi realiami rynku, wiedzą lepiej niż inni, na czym rzecz polega. Zatem czują, że kult nieudacznictwa i podejrzliwość podsycana wobec ludzi sukcesu w Polsce jest ślepą uliczką. Z drugiej strony: czują w swej kieszeni dobre skutki nieudolnego rządzenia. Im mniej zaufania do Polski i złotego, tym większa renta walutowa dla ludzi zarabiajacych w dewizach. „Mixed feelings” to właśnie świadomość, że ich osobiste zyski wiążą się ze stratą dla większości rodaków, którzy pracują w kraju.
Spojrzenie przez zagraniczne i finansowe okulary bardzo przydałoby się sprawcom wielkanocnego „prezentu” dla Polski w postaci koalicji Prawa i Sprawiedliwości z Samoobroną. Bardziej niż kiedykolwiek po roku 1989 potrzebne są personalne retusze i osobiste gwarancje. Daje je częściowo, w stronę rynków finansowych, minister Zyta Gilowska. Dla zagranicy takim retuszem dotychczas był wytrawny dyplomata Stefan Meller. Teraz, gdy na arenę wkracza hipotetyczny wicepremier Andrzej Lepper, potrzeby w zakresie ozdabiania rządu rosną lawinowo.
Na pewno dla nowego ministra spraw zagranicznych nie jest wystarczającą rekomendacją zaufanie ze strony prezydenta RP, który sam w oczach zagranicy cieszy się miernym zaufaniem...