To decyzyjna szamotanina, której prawdziwym dnem są tegoroczne wybory. Zaledwie 7 stycznia premier Ewa Kopacz jednostronnie ogłasza program przekształceń Kompanii Węglowej (KW), oczywiście „przemyślany, jedyny do przyjęcia i najdoskonalszy”, oraz w anormalnym trybie forsuje nowelizację ustawy górniczej. Tuż po jej uchwaleniu w nocy z czwartku na piątek 15/16 stycznia, władza zaczyna jednak czuć, że podłożyła sobie tykającą minę społeczną. I już w sobotę podpisuje porozumienie, które w kilku punktach — zwłaszcza w kwestii likwidacji czterech kopalń KW — radykalnie zmienia program sprzed tygodnia! Wymaga także zmiany świeżutkiej ustawy, zgodnie z zapisem: „Pakiet osłon socjalnych stanowiący załącznik nr 1 do porozumienia zostanie wprowadzony do ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego”.

Podpisy złożone pod ciśnieniem strajku generalnego stały się okazją do odtrąbienia przywrócenia dialogu społecznego. Porozumienie zawarła „strona rządowa” ze „stroną związkową”, a odtrąceni zostali pracodawcy. Po lewej stronie trzy podpisy ministerialne, po prawej masa związkowych — nie ma choćby kontrasygnaty władz Kompanii Węglowej. To kapitalny obraz realiów zarządzania spółkami skarbu państwa.
Porozumienie zawiera wiele chciejstwa, z rekordem już w punkcie pierwszym. Do 28 lutego rząd skonsultuje ze stroną społeczną i „biorąc pod uwagę bezpieczeństwo energetyczne kraju wystąpi do Komisji Europejskiej z wnioskiem o skorzystanie z tzw. Europejskiego Funduszu dla Inwestycji dla sektora górnictwa węgla kamiennego”. Po otrzymaniu takiego wniosku Jean-Claude Juncker z wrażenia wręcz zaniemówi. Cały jego fundusz to zamek na piasku, ale obciążony węglem zapadłby się, zanim by w ogóle zaistniał.